Różanystok

W kwestiach religijnych zdecydowanie nie jestem typem pielgrzymkowym. W życiu byłam całe dwa razy w Częstochowie, ale tamtejsze tłumy zamiast pomóc w skupieniu, powodowały wręcz wewnętrzną irytację. Na szczęście dla takich osobników jak ja są w Polsce inne sanktuaria, dzięki czemu każdy szukający może znaleźć takie miejsce, które będzie mu odpowiadało. W moim przypadku jest to Sanktuarium Maryjne w Różanymstoku. W tegoroczne wakacje byliśmy tam dwa razy, ale niestety i w tym wypadku mieliśmy pogodowego pecha, ponieważ i na tej wycieczce lało jak z cebra. Dlatego mój plan pod tytułem „zrobię zdjęcie kościoła, który wyłania się spośród łanów zbóż” odpadł w przedbiegach. Zdjęcia są ponure, smutne i pewnie nie zachęcają do wyjazdu na wschodnie rubieże województwa. Uwierzcie mi jednak, że mimo wszystko warto się tam wybrać.

Do Różanegostoku można dotrzeć przez Suchowolę i Dąbrowę Białostocką (to nasz bardziej lubiany wariant) oraz przez Sokółkę i dalej drogą numer 673 (to ładny odcinek trasy, wiodący przez klimatyczne wioski i urocze pagórki). Jadąc od strony Dąbrowy Białostockiej drogą numer 670 dotrzemy do miejscowości Stock (której to nazwę czytamy sobie z Januszem z niemiecka), skąd rozpościera się malowniczy widok na różanostocki kościół i wspomniane pola. Podczas deszczu malowniczo jednak nie jest, dlatego nie uraczę Was w tym miejscu żadną fotografią. Ale mogę zapodać ciekawostkę – tuż obok położona jest wieś Harasimowicze, w której wyrabiają najlepsze na świecie piwo marki Słodowy Dwór. Na winie się nie znam, ale z piwem jest już zdecydowanie lepiej. Moda na piwa rzemieślnicze trwa już od kilku lat, jednak naprawdę żadne nie przemówiło do mnie tak jak to lokalne. Ogromy plus również za nazwy i etykiety nawiązujące do cennych przyrodniczo obszarów województwa podlaskiego. Piwo można dostać w Białymstoku – kupicie je w sieci sklepów Arhelan oraz na przykład w klubokawiarni GramOffOn przy ulicy Piotrkowskiej. Z Harasimowiczami związana jest jeszcze pewna wojenna historia. W 1944 roku sowiecki żołnierz przykrył tam własnym ciałem niemiecki karabin maszynowy, za co pośmiertnie został uhonorowany tytułem Bohatera Związku Radzieckiego. Około 1 km za wsią znajduje się jego grób. Więcej na ten temat przeczytacie tutaj.

Tak, to było profanum, a my wróćmy do sacrum!

Wieś Różanystok, zwana dawniej Krzywym Stokiem, jest niewielka. Według internetowych danych mieszka w niej około 500 osób. Zabudowania mieszkalne skupione są wokół majestatycznej bazyliki i terenów klasztornych. We wsi znajduje się również przystanek kolejowy o tej samej nazwie. Cudowność tego miejsca związana jest z obrazem Matki Bożej namalowanym w 1652 roku w Grodnie. Już w 1661 roku założono tam klasztor dominikański, a siedem lat później zatwierdzono kult obrazu Matki Boskiej Różanostockiej. W okresie zaborów car Aleksander II nakazał zamknięcie kościoła i przekształcenie go w cerkiew prawosławną. Na początku XX wieku mniszki prawosławne doprowadziły do budowy cerkwi zimowej, która dziś spełnia funkcję kaplicy dla młodzieży szkolnej. Po I wojnie światowej kościół wraz z zabudowaniami został przekazany duchowieństwu katolickiemu. Zachęcam do przeczytania dość burzliwej historii tego miejsca: Parafia Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny.

Obecny dziś w Różanymstoku obraz jest kopią (wprowadzenie obrazu datuje się na rok 1928) oryginału, który został wywieziony w 1915 roku przez prawosławne mniszki, a odnalazł się w monastyrze w Połocku. Od 1918 roku w Różanymstoku działają księża salezjanie (z przerwą w latach 1945-1956 ze względu na zakaz władz komunistycznych). Dziś prowadzą tam Ośrodek Wychowawczy im. św. Jana Bosko.

Zaciekawionych historią może również zainteresować poświęcony temu miejscu odcinek programu „Było… nie minęło”: Różanystok w aurze tajemnic

Czym jest różanostockie sanktuarium dzisiaj? To bez wątpienia jeden z ciekawszych obiektów sakralnych w naszym regionie. Wnętrze tamtejszego kościoła jest imponujące. Martwić może stan techniczny budynków poklasztornych, jednak wydaje mi się, że będą one sukcesywnie remontowane. We wszystkich zabudowaniach wymieniono okna, co odczytuję jako dobry znak – od czegoś renowację należy przecież rozpocząć! Tuż obok kościoła znajdują się też domy mieszkalne.

img_6867

dsc_0914

img_6853

img_6851

dsc_0917

img_7013

img_6855

img_6863

img_6866

img_6856

img_6857

img_6859

img_7011

Ciekawi mnie willa „Zielona Dacza”. Od 2002 roku znajduje się w rękach prywatnych, została pięknie wyremontowana. Czy ktoś wie, jakie będzie jej przeznaczenie?

img_6862

Za dawną cerkwią znajdują się natomiast bardzo zaniedbane budynki, w których działał sierociniec dla dzieci poszkodowanych w czasie I wojny światowej. Wrażenie? Na razie przygnębiające…

img_6869

img_6870

img_6872

img_6873

img_6874

Tradycyjnie na koniec napiszę, że kolejna wyprawa do Różanegostoku jest nieunikniona. Kiedyś musi tam przecież świecić słońce!

Reklamy

Suraż

O bogatej historii tego miasta i jego dawnym znaczeniu na mapie Podlasia świadczą obecne do dziś w wielu podlaskich miastach ulice Surażskie tudzież nasza białostocka ulica Suraska, która w istocie skierowana jest w stronę tego niewielkiego dziś miasteczka nad Narwią. Droga do Suraża jest prosta, i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Tak przynajmniej stwierdziła Magda, kiedy jechała tam wraz z innymi naszymi koleżankami z Jaroszówki. Po drodze dopatrzyła się jednego solidnego zakrętu. A poza tym hulaj dusza – trudno się zgubić, nawigacja cały czas każe jechać prosto. Dlaczego zatem tak mało się o Surażu mówi? Kojarzymy chociażby Doktorce czy Uhowo, a nawet malowniczo położone Bokiny, ale z Surażem konotacji jakby mniej. A może uogólniam? Może to specyfika mojego środowiska? Sama złapałam się na tym, że moja wiedza na temat tego maleńkiego dziś miasteczka jest nieadekwatna do jego chlubnej przeszłości. Los chciał, że pierwszy raz przypadkiem, a kolejny raz już całkiem świadomie i z planem, trafiłam w minione wakacje do Suraża.

Wszystko zaczęło się od wypoczynku i rekreacji. Z pełnym przekonaniem mogę Wam polecić pensjonat Bajdarka. Malowniczo położony, tuż nad samą rzeką, o doskonałym standardzie i ze świetnymi właścicielami (oraz uroczym psem właścicieli!). Miejsce idealne do wypoczynku, z sauną, baliami, polem biwakowym i sanitariatami wysokiej klasy. Wypożyczalnia rowerów, kajaki. Brzmię jak w reklamie, ale naprawdę nikt mi za te pochwały nie zapłacił :) To jedno z tych miejsc, do których można wyskoczyć na spokojny weekend. I potraktować jako bazę wypadową do eksploracji Narwiańskiego Parku Narodowego. Ma jeszcze jedną bezapelacyjną zaletę – znajduje się blisko Białegostoku.

Spośród zieleni wyłania się Bajdarka:

img_6963

Kolejną wizytę w Surażu zdominowała niestety przeddeszczowa pogoda. Chyba tylko wyjazd na Suwalszczyznę przypominał typowe letnie wakacje, natomiast większość wycieczek krajoznawczych po województwie upłynęła pod znakiem deszczu, z którym bawiliśmy się niczym w kotka i myszkę. Mimo wszystko postanowiliśmy zrealizować nasz plan chociaż w wersji minimum.

Suraż jest stary. Prawa miejskie otrzymał już w 1445 roku, jednak jego początki sięgają XI wieku. Strategiczne położenie nad Narwią miało wpływ na rozwój tego regionu, o czym świadczą liczne stanowiska archeologiczne w samym Surażu i ościennych miejscowościach. Do rejestru zabytków wpisany jest również układ przestrzenny miasta z dwoma rynkami – Ruskim i Lackim (dziś Kościelnym) – położonymi po przeciwległych brzegach rzeki. Polecam zapoznanie się z historią gminy Suraż i informacjami zebranymi na stronie Ciekawe Podlasie.

Jak Suraż wygląda dziś? Miasteczko jest senne, ciche i spokojne. Aleksander Cyrkulewski, pochodzący z Białorusi „webmaster i miłośnik podróży”, nie obszedł się z Surażem łagodnie. Na jego stronie możemy przeczytać, jakoby brakowało w Surażu jakiegokolwiek powodu do jego odwiedzenia: Cyrkulewski. Nie zgodzę się z panem Cyrkulewskim. A na pewno nie w tak dosadny sposób. Dzisiejszy Suraż faktycznie nie jest turystyczną perłą, jednak ma w sobie pewien klimat, który przekornie oddają zdjęcia zamieszczone na stronie. Centrum Suraża stanowi supermarket sieci Arhelan (Lubię ją – jest podlaska, ma w ofercie dużo podlaskich produktów, ceny również przyjemne. A jak wiecie, działam w myśl zasady „popieraj swoje”. Chciałabym jeszcze dodać, że w sklepie w Surażu udało mi się kupić mleko i śmietanę z Łap, na które natknęłam się już kiedyś we Wrocławiu, ale których to nigdzie nie znajduję w Białymstoku!). Przynajmniej takie odnieśliśmy wrażenie, ponieważ przed sklepem spotkaliśmy najwięcej ludzi w całej miejscowości. Obok znajduje się punkt informacji turystycznej, a także boisko nad Narwią, altanki i drewniane toalety. Nieopodal skwer (Rynek Ruski). Można też udać się w trasę szlakiem Konopielki, o którym piszą:

„Szlak samochodowy prowadzący dookoła Gminy Suraż przez; Kowale, Suraż, Zawyki, Doktorce, Lesznię, Zimnochy, Rynki, Średzińskie, Zawyki Fermę, Suraż. Nawiązuje do tytułu powieści E.Redlińskiego, która rozgrywa się na tym terenie. Po drodze zabytkowe zagrody z XIX w, świątynie i kapliczki, muzea, miejsca archeologiczne. W przyszłości oznakowany będzie tablicami z nazwami tematycznymi wsi i drogowskazami do miejsc krajoznawczych”.

img_6970

img_6971

img_6961

Polecam Wam również kompaktowe zestawienie innych szlaków biegnących przez gminę Suraż – tak ciekawie i tak blisko!

Nieopodal znajduje się most nad Narwią. Dostrzeżemy też tamtejszy kościół, który stoi na drugim końcu miasteczka.

img_6959

img_6958

img_6960

Rozczarowała nas Wczesnośredniowieczna Osada Słowiańska NAWIA, której zachęcające zdjęcia i opisy krążą po sieci. Nie wiem, czy to chwilowa słabość tego miejsca, czy może swoje lata świetności ma już za sobą. Niestety, zabudowania wyglądały na zniszczone, wokół walało się pełno śmieci. Zdecydowanie nie tego się spodziewaliśmy.

  • Powyższa krytyczna wypowiedź o osadzie wymaga sprostowania. Dopiero po dodaniu tego wpisu dowiedziałam się z komentarzy, że sprawa z osadą NAWIA prezentuje się nieco inaczej. Okazuje się bowiem, że została ona przeniesiona w nowe miejsce ze względu na pensjonat Bajdarka. To rozwiązuje zagadkę, dlaczego zdjęcia w Internecie przedstawiają NAWIĘ dużo ładniej niż ma to miejsce obecnie. Trzymam zatem kciuki, aby udało się ją zrekonstruować w nowym miejscu i żeby zaangażowanym w to ludziom nie zabrakło sił i chęci. Chciałabym podziękować komentatorom za naświetlenie tej sprawy. Wpis od razu koryguję, żeby kolejni Czytelnicy mieli prawdziwy ogląd sytuacji.

img_6957

img_6952

img_6953

img_6955

Rynek Kościelny imponuje rozmiarami. Jest długi, szeroki, na środku porośnięty drzewami, pośród których stoi kapliczka. Ponoć w tym samym miejscu, w którym kiedyś stał ratusz miejski. Ulice wokół placu wyłożone są kocimi łbami. Przed kapliczką ustawiono kilka ławek i kosz na śmieci. Byliśmy jedynymi ludźmi na Rynku. A nasze auto jako jedyne stało zaparkowane na przykościelnym parkingu.

img_6937

img_6938

img_6939

Od Rynku odchodzi ulica Zakościelna (dawna Lacka) i prowadzi nas do zabytkowego kościoła p.w. Bożego Ciała.

img_6934

img_6935

img_6928

img_6932

img_6933

Ulicą Zamkową, również odchodzącą od Rynku, dotrzemy do Góry Zamkowej. Dziś to tylko wzniesienie, z którego widać dolinę Narwi, ale historię ma ten pagórek przebogatą. Przeczytacie o niej na wspomnianej stronie.

img_6941

img_6940

img_6951

img_6950

img_6942

img_6931

img_6945

Suraż to jedno z tych podlaskich miasteczek, które czasy świetności mają za sobą. Kiedyś odwiedzane przez królów, rozwijające się na długo przed rozwojem obecnej stolicy województwa. Dziś senne i pogrążone w marazmie. W Surażu musimy sobie dużo wyobrażać. Ponieważ wszystko, o czym piszą w przewodnikach, już było. Dziś nawet oba Rynki nie przypominają swojej pierwotnej funkcji. Grodziska nie wyróżniają się niczym poza rzeźbą terenu. W Surażu musimy włączyć wyobraźnię. Ale za darmo otrzymujemy piękno przyrody, rzekę Narew, która jest na wyciągnięcie ręki oraz tę upragnioną przez mieszczuchów ciszę. To oczywiście spojrzenie z perspektywy przyjezdnego.

Do Suraża wrócimy. Nie zdążyliśmy zwiedzić zachwalanych muzeów: archeologiczno-etnograficznego oraz kapliczek. Mieliśmy też pogodowego pecha. A przez to mało zdjęć, no bo ileż można fotografować szare niebo? A marzą mi się zdjęcia słonecznego Suraża, z niebieskim niebem, prawdziwie zielonymi łąkami i piękną Narwią. Zupełnie takie jak tutaj!

Przed kolejną wizytą wypadałoby odświeżyć w pamięci „Konopielkę”. Bo Suraż to dziwne miasto, dziwna okolica.

Prawie jak w Awinion…

Ostatni raz w Kruszewie byłam w wielkanocny poniedziałek. Pojechaliśmy wtedy tak naprawdę na kładkę Śliwno-Waniewo, ale zahaczyliśmy również o tę wieś, o czym wspomniałam tutaj. Dziś także wybraliśmy się na leniwy rajd po podlaskich drogach trzeciej kategorii, które coraz pilniej wymagają remontu. Trasy są wprawdzie malownicze, ale jazda przypomina nierzadko jazdę po muldach. Dość mocno wytrzęsieni, dotarliśmy do Kruszewa. Większość mieszkańców Białegostoku kojarzy tę miejscowość z doskonałymi ogórkami kiszonymi i Ogólnopolskim Dniem Ogórka. Niestety, święto to zostało w tym roku odwołane ze względu na walkę z wirusem ASF, o czym organizatorzy zawiadamiają na facebooku. Nie oznacza to jednak, że wycieczka do Kruszewa straciła nagle sens! Warto tam podjechać, autem lub rowerem, ażeby podziwiać rzekę Narew z nietypowej perspektywy. Tamtejszy zerwany most owiany jest liczymi legendami, a sami mieszkańcy Kruszewa ponoć nie marzą o jego odbudowie.

Miejsce to ma jednak turystyczny potencjał. Służy przede wszystkim jako punkt widokowy, z którego można podziwiać rzekę i łąki. Obecnie bujna roślinność uniemożliwia obserwację reduty obronnej Koziołek, znajdującej się około 400 metrów od pozostałości mostu.

IMG_6972

IMG_6973

IMG_6976

IMG_6977

IMG_6979

IMG_6981

IMG_6985

IMG_6984

Jałówka

O istnieniu ruin kościoła w Jałówce (gmina Michałowo) dowiedziałam się dopiero z filmu „Cząstka Podlasia”, który swoją premierę miał w grudniu 2014 roku i cieszył się tak dużą popularnością, że wyświetlano go w kinach również poza regionem. W lipcu udało mi się wreszcie namówić Rodziców na wycieczkę w tamte strony i po raz pierwszy zobaczyłam malownicze ruiny na żywo.

Wieś Jałówka znajduje się dziś nieopodal granicy z Białorusią, jednak ma bardzo bogatą historię. Pierwsze wzmianki o miejscowości Jałówka datowane są na początki XVI wieku, a już w roku 1545 lokowano tam miasto na mocy prawa magdeburskiego. Według legendy dokonał tego sam król Zygmunt Stary na prośbę swojej żony Bony, natomiast prawa miejskie miał nadać Jałówce Zygmunt August. W wielu źródłach natkniemy się na informację, iż w Jałówce gościł dwukrotnie król Stefan Batory. Miejscowość znajdowała się na traktach wiodących z Mazowsza na Ruś i z Brześcia do Wilna, jednak ucierpiała znacznie po przemarszach wojsk polskich i szwedzkich w czasie wojny północnej, a po upadku powstania styczniowego straciła prawa miejskie.

Dziś Jałówka to senna miejscowość na peryferiach Polski. Trudno odczuć tam genius loci… W miejscu dawnego rynku znajduje się bowiem bardzo zaniedbany skwer, na którym spotkaliśmy jedynie grupkę podpitej i przeklinającej młodzieży. Kosze na śmieci opróżniane są chyba bardzo rzadko, ponieważ wszystkie były przepełnione. Stare ławki, nieporządek. Zupełne przeciwieństwo cukierkowego skweru w Michałowie… Wśród drzew natkniemy się jednak na popiersie Zygmunta Augusta oraz tablicę informacyjną z krótkim rysem historycznym Jałówki.

IMG_6739

IMG_6740

IMG_6737

IMG_6743

Na szczęście poza zapuszczonym skwerem Jałówka jest dość zadbaną wsią. Tuż przy wjeździe od strony Białegostoku znajduje się kościół p.w. Przemienienia Pańskiego, który poszczycić się może dość bogatą historią.

IMG_6754

IMG_6755

IMG_6757

IMG_6756

Przy skwerze natomiast wybudowano w latach sześćdziesiątych cerkiew p.w. Podwyższenia Krzyża Pańskiego z imponująco złotą kopułą. Za świątynią znajduje się kilka zabytkowych nagrobków.

IMG_6736

IMG_6750

IMG_6745

IMG_6746

W centrum wsi musi być oczywiście i sklep spożywczy :) Poza tym mam dowód na to, że wciąż są dzieci, które latem bawią się tradycyjnie na dworze i rysują kredą po chodnikach :)

IMG_6751

IMG_6752

IMG_6753

Od skwerku odchodzi kilka zadbanych uliczek. A o bliskości granicy państwa przypominają nam przejeżdżające co jakiś czas samochody straży granicznej.

IMG_6749

IMG_6759

Prawdziwym high-lightem Jałówki są jednak wspomniane ruiny neogotyckiego kościoła p.w. św. Antoniego wybudowanego w latach 1910-1915, a zniszczonego przez Niemców w trakcie II wojny światowej. Miejsce niesamowite i pomimo dramatycznej historii malownicze. Tylko raz w roku odprawiana jest tam msza święta – w dzień patrona.

IMG_6760

IMG_6762

IMG_6765

IMG_6766

IMG_6767

IMG_6768

IMG_6769

IMG_6770

IMG_6772

IMG_6773

IMG_6774

IMG_6775

IMG_6776

IMG_6778

IMG_6779

IMG_6780

IMG_6781

IMG_6782

Nieopodal ruin znajduje się cmentarz. Ponoć jest tam grób rodziny Bohatyrowiczów, uwiecznionych w powieści „Nad Niemnem”. Szukaliśmy, przeczesując cmentarz z podziałem na sektory, jednak nie udało się nam go odnaleźć. Napotkaliśmy nagrobki z nazwiskiem Bohaterewicz, ale chyba nie o nie chodziło… Może ktoś z Was potrafiłby wskazać bardziej precyzyjną lokalizację tego właściwego grobu?

Siemianówka

Niedawna wyprawa na wschodnie krańce naszego kraju rozbudziła we mnie chęć zwiedzania kolejnych miejsc położonych wzdłuż granicy z Białorusią. Jeden z Czytelników bloga podesłał mi bardzo ciekawe informacje na temat stacji kolejowej w Zubkach Białostockich. Wybiorę się tam jednak jesienią (zgodnie z poradą), żeby mieć lepszy ogląd sytuacji (kiedy liści na drzewach będzie już zdecydowanie mniej). Tymczasem postanowiliśmy podjechać z Januszem do Siemianówki, żeby zobaczyć zalew od drugiej strony aniżeli jesienią, o czym pisałam tu. Oczywiście najbardziej zainteresował mnie most kolejowy nad południową częścią jeziora, a w głowie świtała myśl, że niedaleko jest kolejna brama z napisem „MIR” (Dalej na wschód jest już tylko mir…).

Dla urozmaicenia pojechaliśmy przez Zabłudów, Narew i Narewkę, ażeby wrócić do Białegostoku przez Juszkowy Gród i Michałowo. Wjeżdżając do Zabłudowa wpadłam na pomysł, abyśmy zatrzymali się na chwilę na parkingu przy kościele i spróbowali tych owianych legendami zabłudowskich lodów. Ruch na placyku ogromy, co chwilę ktoś podjeżdżał i zmierzał po lody. Niestety, zgodnie stwierdziliśmy, że jedliśmy w życiu dużo lepsze lody, a te zabłudowskie nie wyróżniły się niczym na tle wielu innych. Ani smaku domowej śmietany, ani wyrazistej nuty smakowej. Jednym słowem: rozczarowanie. Aż żałowaliśmy, że wzięliśmy po dwie gałki. Widocznie nasze kubki smakowe zareagowały inaczej i fenomenu tych lodów nie potrafimy zrozumieć. Dla mnie smak dzieciństwa to chyba jednak wciąż lody z automatu z budki przy ulicy Mickiewicza na Plantach. Ewentualnie z lodziarni „Joanna” w tymże parku.

Po krótkiej przerwie zapakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy w stronę zalewu. Drogi kategorii trzeciej, wyboje, dziury. Taka country Polska;) Ale ma to swój urok, jeśli nie staje się codzienną drogą do pracy czy szkoły, a jednorazową wycieczką w stronę podlaskiej dziczy. Minęliśmy wieś Trześcianka, która znajduje się na szlaku „Krainy otwartych okiennic” oraz „Podlaskim szlaku kulturowym DRZEWO I SACRUM”. Najchętniej zatrzymałabym się tam i zrobiła trochę zdjęć, ale przyznam, że mam opory przed takim zaglądaniem w cudze podwórka, tym bardziej, że z okazji niedzieli wielu mieszkańców siedziało na ławkach przed domami albo w ogrodach. Dlatego zdjęć okiennic na blogu nie będzie.

Bardzo pozytywnie zaskoczyła nas Narewka. Ostatni raz byłam tam jeszcze jako dziecko, tymczasem centrum miejscowości jest bardzo uporządkowane, nad rzeką jest mini-plaża, można popływać kajakiem, z czego ludzie zdaje się chętnie korzystają. Droga numer 687 na odcinku Nowosady-Narewka zahacza już o Puszczę Białowieską, dlatego jazda sprawia nielichą frajdę :) Ciemno i zielono, od czasu do czasu przejazd kolejowy… W Narewce natkniemy się już na charakterystyczne znaki informujące nas o tym, w czyjej krainie się znajdujemy:

IMG_6827

Jak widać po zdjęciu, pogoda w Narewce wciąż nam dopisywała. Jednak im bliżej Siemianówki, tym więcej chmur na niebie… Wjechaliśmy do wsi. Cisza, spokój, prawie nie ma ludzi. Niewielka cerkiew św. Jerzego przy ulicy Szkolnej. W lesie dużo domów letniskowych (porządnych i zadbanych, nawet na przysłowiowym „wypasie”).

IMG_6834

Przy drodze natknęliśmy się na drogowskaz do wieży widokowej w pobliskiej Maruszce. Lubimy wieże widokowe, szczególnie te napotkane przypadkiem. Dlatego od razu tam pojechaliśmy. Minęliśmy wieś o imponująco długiej nazwie Siemieniakowszczyzna, po czym wjechaliśmy do lasu. Wieża to doskonałe miejsce do obserwacji ptaków i krajobrazu. Na miejscu spotkaliśmy parę emerytów uprawiających nordic walking oraz pana na motorze, który uznał chyba, że nagły szturm turystów oznacza koniec z ciszą i samotną kontemplacją i od razu stamtąd odjechał.

IMG_6829

IMG_6832

Przy wieży znajdują się tablice informacyjne o Bramie do Puszczy oraz z opisem ćwiczeń fizycznych:

IMG_6831

IMG_6828

IMG_6830

Po krótkiej kontemplacji zielini wróciliśmy do Siemianówki. Chcieliśmy pójść nad zalew, zajrzeć na stację kolejową, porobić zdjęcia. Jednak właśnie wtedy musiał lunąć deszcz! Nie taki lekki i przyjemny. Zrobiło się ciemno, ponuro, mroczno i zaczęło lać. Dlatego mam tylko jedno zdjęcie mostu kolejowego wykonane z samochodu. I powód, żeby pojechać do Siemianówki jeszcze raz.

IMG_6836

Siemianówka jest bez wątpienia arcyciekawym miejscem na mapie naszego województwa. Zalew, nad którym się znajduje, jest zbiornikiem sztucznym, pod budowę którego wysiedlono mieszkańców około 300 gospodarstw i zlikwidowano całkowicie pięć wsi (o historii powstania zalewu przeczytacie tutaj). Opowiada o tym poruszający dokument Tamary Sołoniewicz pod tytułem „Czy słyszysz jak płacze ziemia”:

2 sierpnia TVP Białystok wyemitowała w Obiektywie materiał o niezwykłej wystawie zorganizowanej w jedynym ocalałym domu zatopionej wsi Łuka. Polecam: Mieszkańcy zatopionej wsi

Nie bez powodu chciałam zwiedzić również teren stacji kolejowej Siemianówka. Albo przynajmniej spróbować to zrobić, ponieważ nie mam pewności, czy każdy może tam tak po prostu wejść. To ciekawe miejsce, ponieważ Siemianówka pełniła rolę ważnej stacji przeładunkowej. To właśnie do niej prowadzą tory kolejowe nad zalewem od granicy z Białorusią. Jak duża jest to stacja, możecie przekonać się z poniższego filmiku:

Siemianówka nie jest jedyną stacją przeładunkową w okolicy. Niedaleko Narewki znajduje się jeszcze stacja kolejowa Planta.

Tegoroczne wakacje spędzamy głównie w regionie. Podlasie jest pełne tajemnic i wciąż jeszcze niezadeptane przez typowych turystów! Warto docenić najbliższe okolice.

Dalej na wschód jest już tylko mir…

Pociągi osobowe do Zubek Białostockich tuż przy granicy z Białorusią nie jeżdżą od 2000 roku. Pamiętam ostatnie połączenie z Białegostoku do tej przygranicznej miejscowości i to uczucie, że coś się prawdopodobnie bezpowrotnie kończy. No bo jak to? Już nigdy nie zobaczę pociągu pasażerskiego na przejeździe kolejowym między ulicą Sitarską a Poleską? Już nigdy więcej nie będzie tego napięcia? „Ciekawe, jaki pociąg będzie jechał – osobowy czy towarowy…”. Dopiero rok 2016 przyniósł zalążek zmian – weekendowe połączenie szynobusem na trasie Białystok-Waliły. Dobrze, że jest, ale to już jednak nie to samo. Linia kolejowa, o której mowa, zapisała się w historii Białegostoku na zawsze, ponieważ właśnie na niej miała miejsce katastrofa kolejowa w 1989 roku. 9 marca na wysokości ulicy Poleskiej wykoleił się skład wiozący chlor z ZSRR do NRD. Cysterny na szczęście nie rozszczelniły się… Z obecnego dworca Białystok Fabryczny w czasie II wojny światowej wywożono również Żydów do obozów zagłady. Kilka lat temu nad ulicą Piastowską wybudowano natomiast bardzo drogi most kolejowy na zamkniętej linii kolejowej. Dziś przeturla się po nim kilka składów pociągu do Walił…

W niedzielę miałam wreszcie okazję zobaczyć, gdzie kończą się tory do Zubek. Jechaliśmy z Jałówki do Bobrownik, kiedy nagle po prawej stronie wyłonił się… MIR! Żałuję, że nikt nie nagrał naszej reakcji, ponieważ niemalże wyskoczyłyśmy z auta z okrzykiem „Mir! To tutaj! Stop! Mir!”. Co najmniej jakbyśmy zobaczyły na horyzoncie raj… Bramę nad torami kolejowymi widziałam wcześniej na zdjęciach w Internecie, ale dopiero kilka dni temu miałam okazję przyjrzeć się jej z bezpiecznej odległości (jakie to szczęście, że aparaty mają zoom!). Metalowa konstrukcja, relikt dawnej epoki, znajduje się oczywiście po białoruskiej stronie granicy. Drugą taką, jednak z dwutorową linią kolejową, możecie zobaczyć za wsią Brzezina nad Zalewem Siemianówka (tak, to do niej prowadzą tory kolejowe nad południową częścią zbiornika wodnego): Koniec torów, koniec świata Polecam również wspomniany w artykule reportaż Polskiego Radia Białystok autorstwa Lecha Pilarskiego z 2004 roku: Durnowato, nastawiony optymistycznie 

IMG_6791

IMG_6793

IMG_6794

IMG_6801

Bez tytułu

Miejsce to wywarło na mnie ogromne wrażenie. Droga z Jałówki prowadzi niemalże przy samej granicy z Białorusią, gdzieniegdzie na polach zasianych gryką dostrzeżemy polskie słupki graniczne. W pewnym momencie urwało się nam nawet polskie radio i odbieraliśmy sygnał z Grodna. Takie swoiste poczucie „końca świata”, chociaż to przecież praktycznie środek Europy. Niesamowita cisza, o której gdzie indziej można pomarzyć. Tylko w mijanych wsiach można spotkać ludzi, którzy patrzyli na nasze auto z nieukrywanym zaciekawieniem. Ale my to i tak ludzie „stąd”. Wyobrażam sobie, jakie wrażenie musiał na nich wywrzeć samochód na gdańskich rejestracjach, który minęliśmy jako jedyny podczas całej trzynastokilometrowej trasy :) I odwrotnie – jak silne musiało być u tych gdańszczan wrażenie „końca świata”, skoro nawet u nas, przyzwyczajonych przecież do bliskości granicy, dało się odczuć ten dreszczyk emocji :)

Kiedy wjechaliśmy do Bobrownik, poczuliśmy się jak na autostradzie. Asfalt, szeroka droga, polskie rozgłośnie radiowe! Szał w trampkach! Byłam już w wielu przygranicznych miejscach, jednak chyba właśnie za Zubkami odczuwałam jej obecność najsilniej. Niewielka rzeczka dzieli nas od Białorusi. Za bramą nad torami roztacza się inny świat. I tylko torów po wschodniej stronie już nie ma…

Kolejny cel wyprawy: brama nad torami kolejowymi nad Siemianówką!

Na świeże powietrze marsz!

Jak mówi stare ludowe porzekadło, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! Moja pierwsza myśl dotycząca zmiany czasu na letni akurat w niedzielę wielkanocną brzmiała mniej więcej tak: nie dość, że w tygodniu brakuje mi snu, to jeszcze w święta nie będzie mi dane pospać… Szybko okazało się jednak, że zmiana czasu okazała się chyba jednym z lepszych elementów kończących się właśnie świątecznych dni, a wszystko za sprawą pięknej wczesnowiosennej pogody! W Niedzielę Wielkanocną wybraliśmy się na popołudniowy spacer po mieście, natomiast w poniedziałek wyruszyliśmy na eksplorowanie Podlasia. Nie mieliśmy ochoty na dłuższą jazdę samochodem, dlatego postawiliśmy sobie warunek: nasz cel musi znajdować się niedaleko Białegostoku. Wiecie już z moich wcześniejszych wpisów, że położenie naszego miasta postrzegam jako wielką zaletę pod kątem turystyczno-krajoznawczym, ponieważ naprawdę szybko możemy zostawić w tyle miejskie życie i wybrać się na łono natury.

Po tym przydługim wstępie wypada wreszcie zdradzić, gdzie zażywaliśmy dziś świeżego powietrza: Narwiański Park Narodowy – kładka między wsiami Śliwno i Waniewo. Nie był to pomysł oryginalny, gdyż ruch na pomostach był dość spory, ale to tylko powód do radości, że coraz więcej ludzi postanawia spędzić chociaż część Świąt Wielkanocnych aktywnie, a nie tylko i wyłącznie przy suto zastawionym stole w czterech ścianach. Zwłaszcza, gdy pogoda dopisuje tak jak dziś!

Z Białegostoku wyjechaliśmy ulicą Popiełuszki, przejechaliśmy przez Krupniki, Sienkiewicze, mineliśmy „Szubienicę” czyli pomnik Powstania Styczniowego upamiętniający miejsce straceń powstańców z Choroszczy i okolic. Wzdłuż szosy ciągnie się świeżo wylana ścieżka rowerowa stanowiąca fragment szlaku Green Velo. My pojechaliśmy do Śliwna trochę wydłużoną drogą, żeby zahaczyć o wieś Kruszewo. Miejscowość znajduje się przy dawnej szosie jeżewskiej, jednak przez rzekę Narew się w niej nie przeprawimy. Tamtejszy most został mianowicie kilkakrotnie zniszczony: podczas wojny polsko-bolszewickiej oraz  w trakcie II Wojny Światowej. Przesąd głosi, że każda odbudowa mostu prowadzi niechybnie do wojny. Czy dlatego do dziś go nie zrekonstruowano?

W Kruszewie odniosłam bardzo pozytywne w sumie wrażenie. Poczułam się tak, jakbym dotarła na koniec świata. Z dawnej trasy do Jeżewa musimy skręcić w lewo, przed nami ślepa droga, wokół cisza niebywała i piękne widoki. Na skraju wsi znajduje się kaplica z przełomu XVIII i XIX wieku. Drzwi do niej są otwarte, w środku urządzono maleńki ołtarzyk. Jest w tym coś magicznego. Po drugiej stronie drogi rzuca się w oczy pozostałość po wiatraku typu holender z 1936 roku.

IMG_6003

Dopiero w domu zauważyłam, że nie ujęłam w kadrze całego krzyża. Chciałabym Wam jednak pokazać również front kapliczki i wspomniane otwarte drzwi. Proszę zatem o zrozumienie. Krzyż w całości na kolejnym zdjęciu.

IMG_5999

IMG_6000

IMG_5996

IMG_5998

Pozostałości wiatraka:

IMG_6004

Przejechaliśmy przez Kruszewo do Śliwna. Warto wspomnieć, że w przeszłości jednym z właścicieli Śliwna był sam Zygmunt Krasiński! Przed kładką parkowało już wiele samochodów. Wejście na teren Narwiańskiego Parku Narodowego jest płatne w sezonie, to znaczy od maja do września, dlatego mogliśmy przespacerować się nad rzeką zupełnie za darmo. Natura dopiero nieśmiało budzi się do życia, ale po drodze spotkaliśmy sporo ptaków, które są jedną z największych atrakcji NPN. Podczas spaceru kładką kilkakrotnie musimy skorzystać z pływających platform, które napędzane są siłą naszych rąk :) Ciągniemy za łańcuchy i linę i wprawiamy pomosty w ruch :) Jest frajda! Kładką dotrzemy do wsi Waniewo, w której znajduje się zabytkowy kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

IMG_6012

IMG_6015

IMG_6018

IMG_6021

IMG_6022

IMG_6026

IMG_6027

IMG_6029

IMG_6030

IMG_6031

IMG_6032

IMG_6035

IMG_6037

IMG_6041

IMG_6042

IMG_6043

IMG_6045

  Zejście na kładkę od strony wsi Waniewo:

IMG_6054

IMG_6055

IMG_6056

IMG_6057

IMG_6058

IMG_6059

IMG_6062

IMG_6063

IMG_6064

Wspomniany kościół w Waniewie: Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

IMG_6047

IMG_6049

IMG_6050

Sąsiadujący z kościołem drewniany dom:

IMG_6051

IMG_6053

W drodze powrotnej do Śliwna:

IMG_6066

Polecam również kilka linków związanych z kładką i okolicami:

Więcej zdjęć z kładki Waniewo-Śliwno

Kładka Waniewo-Śliwno. Turystyczny raj spacerowiczów

Atrakcja turystyczna: Kładka na bagnach łącząca Śliwno i Waniewo

Waniewo: Średniowieczny zamek szlachecki (zniszczony)

Podsumowanie wycieczki:

Plusy: przyroda, świeże powietrze, cisza, bezkresne widoki, Narew w całej krasie, platformy

Minusy: stan toalety w Śliwnie, pojedyncze śmieci wrzucone w trzcinę oraz wanna (!) pływająca w Narwi – to chyba nie sprawka turystów…