białostockie wątki w Polin

W marcu bieżącego roku wybrałyśmy się z mamą do Muzeum Historii Żydów Polskich czyli Polin. Nie ukrywam, że główną motywacją naszej wizyty w tej placówce była chęć zobaczenia porządnej nowoczesnej architektury. Nie zawiodłyśmy się – budynek faktycznie robi duże wrażenie zarówno z zewnątrz jak i w środku. Miałyśmy szczęście do pogody, ponieważ świeciło wczesnowiosenne słońce, dzięki czemu przeszklone wnętrze hallu wejściowego prezentowało się naprawdę okazale.  Podczas zwiedzania natknęłam się na kilka wątków o białostockich Żydach, szczególnie w kontekście przemysłu włókienniczego. Nie mogło również zabraknąć wzmianki o Ludwiku Zamenhofie, twórcy języka esperanto. W Polin wyświetlany jest również film o życiu codziennym w przedwojennym Białymstoku (w tej części muzeum z „uliczką” – Białystok jest bodajże ostatnim miastem w trakcie dłuższej projekcji filmów z różnych polskich miast, ale możecie usiąść na ławeczce i spokojnie poczekać, to akurat ten moment zwiedzania, kiedy krótka pauza jest nawet wskazana).

Zrobiłam nawet kilka zdjęć, jednak ich jakość nie jest najlepsza, za co z góry przepraszam. Myślę jednak, że dacie radę przeczytać fragmenty cytowanych tekstów, a w oknie rozpoznacie charakterystyczne elementy białostockiej architektury.

IMG_3513

IMG_3514

IMG_3514a

IMG_3516

IMG_3516a

IMG_3517

IMG_3518

IMG_3519

Reklamy

Kijowska street art

O istnieniu tych malowideł wiedziałam już od dawna (no dobrze, poza kotem, bo z perspektywy ulicy trudno go zobaczyć), ale nie mogłam się zmobilizować, żeby wreszcie zrobić im zdjęcia. Dziś przejeżdżaliśmy przez ulicę Kijowską i postanowiłam skorzystać z okazji. Nagle dopadła mnie myśl, że przecież przy mojej kolejnej wizycie w Białymstoku jednej z tych kamienic może już nie być. Budynek przy Kijowskiej 1 jest przecież zabytkiem, ponoć ma w nim powstać nawet muzeum, za do bardzo mocno trzymam kciuki. Ale co do wypatroszonego budynku (można tak jeszcze o nim mówić?) nie mam już takiej pewności. Dlatego pod wpływem chwili spytałam, czy możemy tu na chwilę stanąć. Graffiti z okazji przedstawienia „Upiór w operze” można spotkać na rożnych budynkach, barakach, a nawet na rozdzielni prądu (odsyłam do postu Wokół (nielubianej) opery) w bezpośrednim sąsiedztwie instytucji przy ulicy Odeskiej 1. Lubię takie miejskie drobiazgi, bo sprawiają, że nawet na dawne opuszczone kamienice z Chanajek milej się patrzy, choć niezmiernie mi ich szkoda. Na Kijowskiej budują się już nowe bloki (to chyba jedna z niewielu rzeczy, która w Białymstoku wychodzi, jednak ku ogólnemu niezadowoleniu mieszkańców), które całkowicie zmienią charakter tej od zawsze biednej i przez lata zaniedbywanej części Białegostoku. Dlatego spieszcie z aparatami, jeśli chcecie uchwycić coś jeszcze z tych dawnych Chanajek. Ja już tam byłam, nawet kilka razy, o czym przy okazji chętnie przypomnę: Chanajki

IMG_1884

IMG_1885

IMG_1894

IMG_1886

IMG_1887

IMG_1888

IMG_1889

IMG_1890

IMG_1893

IMG_1895

IMG_1896

IMG_1891

Niecukierkowy spacer

Między Bożym Narodzeniem a Sylwestrem wybrałam się na spacer po zdecydowanie mało spacerowej części miasta. Już od dawna nosiłam się z zamiarem pokazania terenów w rejonie ulic Waryńskiego, Włókienniczej i Jurowieckiej, ale tradycyjnie brakowało mi czasu. W Białymstoku bywałam ostatnio dość rzadko, ale mam nadzieję, że obecna poprawa w tej materii nie jest tylko tymczasowa i uda mi się znów być bardziej na bieżąco, a nie tylko na odległość z pulsem miasta. Wszystko zaczęło się od marszu do sklepu zielarskiego na Alei. Obraziłam się nieco na chemię, odkrywam nowe i tanie produkty naturalne – życie wymusiło, taka sytuacja ;) A sklep polecam, podobnie jak ten nieco ukryty przy ulicy Wysockiego :) Po poczynionych sprawunkach skierowałam się w stronę północnego odcinka ulicy Waryńskiego. Lubię ten klimat, bo jest autentyczny. Lubię przejść się po kocich łbach, które wiele pamiętają. Na ścianie narożnej kamienicy natknęłam się na duży wydruk, który całkiem niechcący dobrze komponuje się z wysprejowanym obok sercem:

IMG_1531Galeria Sleńdzińskich nie zmieniła się ani trochę. O niej już na tym blogu wspominałam: A tu kiedyś była synagoga … oraz Galeria Sleńdzińskich czyli synagoga Cytronów kiedyś. I o tym, że darzę ją szczególnym sentymentem za niezapomniane zajęcia plastyczne w szkole podstawowej. Budynek z nią sąsiadujący od lat straszy nas byle jakim, brudnym już tynkiem. Taki niby odnowiony, ale jednak stary i zaniedbany. Tuż nieopodal dawna SP 12. Oraz nowy blok. A jakże! W Białymstoku zawsze znajdzie się miejsce pod nowy blok, a jeszcze lepiej apartamentowiec! Życzę tej ulicy wszystkiego najlepszego. Nawet oddałam głos na projekt jej renowacji w budżecie obywatelskim, mimo że w zasadzie jestem przeciwko finansowaniu inwestycji drogowych z tej puli pieniędzy. Ale tak chciałabym, żeby udało się kiedyś stworzyć taką jednostronną zabytkową ulicę wśród bloków. Jestem nawet w stanie to sobie wyobrazić, choć pewnie inaczej, niż wyobrażaliby to sobie nasi miejscy włodarze …

IMG_1533

IMG_1534

IMG_1535

Dawno nie było mnie też przy fabryce na ulicy Częstochowskiej. Ostatni raz chyba w 2010 roku, kiedy zbierałam materiał do wpisu Co się stanie z Manchesterem Północy? To bardzo ciekawy budynek, ze świetnymi oknami i prawdziwie industrialnym klimatem. Ale oczywiście zaniedbany i z nieznaną przyszłością. W jednej części mieści się hurtownia z artykułami AGD – byłam w niej raz, ale wybór i ceny faktycznie zachęcały do zakupów. Wtedy jednak nie gotowałam jeszcze tak chętnie jak teraz, więc obawiam się, że przy kolejnej wizycie powinnam zaopatrzyć się w większą ilość gotówki ;) Otóż tak, w ramach małej dygresji mogę się Wam pochwalić, że ze szczególną lubością gotuję zupy i zaczynam podejrzewać, że talent odziedziczyłam po mojej Babci :) Janusz wręczył mi nawet w prezencie książkę kucharską o zupach właśnie, ale na razie zdaję się jeszcze na moją wyobraźnię i gotuję na czuja i na oko ;) Dobrze, wracam na ziemię. Pamiętacie jeszcze czasy squatu w fabryce na Częstochowskiej? Do dziś przypomina o tym napis nad wejściem. Ale sam budynek nadałby się pewnie na plan filmowy amerykańskiego filmu sensacyjnego … Ciekawi mnie, kto jest właścicielem tego gruntu i jakie są szanse na przywrócenie tej industrialnej architekturze dawnego blasku.

IMG_1540

IMG_1541

IMG_1542

IMG_1543

Kolejnym punktem na trasie mojego spaceru były „bulwary” nad Białką od strony ulicy Włókienniczej. Zajrzałam jeszcze na basen. Przez kilka lat chodziłam tam w czwartki na 21:15. Bardzo go lubiłam za tę robiącą wrażenie głębokość 3,5 m. Uwierzcie mi, głębokość 1,8 m nie robi na mnie ŻADNEGO wrażenia ;) Nad rzeką (o rany, jak to pokracznie brzmi w odniesieniu do naszej poczciwej Białki!) odkryłam ścieżkę rowerową i brak chodnika, spotkałam dużo ludzi spacerujących z psami i zobaczyłam panoramę ulicy Jurowieckiej, która wywołała we mnie cykl myśli w stylu „Białystok miast innych”. Zaraz wyjaśnię.

IMG_1547

IMG_1550

IMG_1552

Szczególnie spodobała mi się zabytkowa kamienica przy Jurowieckiej prześwitująca przez trawy i drzewa. To taki relikt przeszłości na tej skądinąd brzydkiej dziś ulicy. Pierzeja bloków i kamienic widziana zza wody uruchomiła w mojej wyobraźni liczne skojarzenia z kamienicami nad kanałem w Berlinie, nad rzeką w Monachium, nad Wiedenką w Wiedniu … Tak, mój mózg ma naprawdę duże możliwości ;) Zatem wyobraziłam sobie taką przeciętną ulicę z przeciętnymi, ale jednak zadbanymi kamienicami lub niewielkimi blokami, w których na dole mieszczą się lokale usługowe, kawiarnie i piwiarnie dla lokalnych mieszkańców, warzywniak, sklep spożywczy. Normalne miasto, normalna ulica, normalne domy. Obok kanał lub nawet ciek wodny. Pod domem przystanek autobusowy. Dość długo przyglądałam się tym „jurowieckim” kamienicom i doszłam do wniosku, że niewiele mamy takiej spójnej zabudowy miejskiej. Jeśli bloki, to każdy oddzielnie. Jeśli kamienice, to każda oddzielnie ocalała w niepasującym już dziś do niej otoczeniu. A tam na Jurowieckiej taki fragment miasta, który potrafi pobudzić wyobraźnię. Przynajmniej moją :) Jako dziecko bardzo nie lubiłam tej ulicy, między innymi przez palące latem słońce. Ale dziś zaczynam patrzeć na nią nieco inaczej. Wspaniale by było, gdyby tereny nad Białką pozostały niezabudowane. Można byłoby przeznaczyć je na tereny rekreacyjne … Hm, ale zaraz – wolny teren w Białymstoku? Bez bloków? To się przecież nie godzi!!!

IMG_1553

IMG_1556

IMG_1565

Przy Włókienniczej zachował się do dziś wciąż jeszcze niespalony drewniany dom wielorodzinny. Jest wprawdzie niezamieszkały, ma zabite dechami okna, ale jednak jeszcze nikt go nie zburzył … Powiecie „kwestia czasu”? I pewnie się z Wami zgodzę. Zamiast umiejętnie chronić i komponować drewnianą zabudowę miejską, w Białymstoku wybiera się rozwiązanie tańsze. Usuwa się niewygodne budynki, bo „idzie nowe”. Zawsze zastanawiam się, jak to jest, że Finlandia, taki bogaty kraj, nie ma żadnego problemu z pozostawieniem drewnianej zabudowy miejskiej nawet przy głównych ulicach, a taki Białystok ma. Ha! W takich chwilach naprawdę jestem w stanie zgodzić się ze stwierdzeniem „Białystok to stan umysłu”. Tylko nieszczęśliwie to właśnie ci niektórzy od stanu umysłu mają jakoś dziwnie dużo do powiedzenia i zbyt często lądują w mediach i we władzach. A, przypomniało mi się jeszcze, jak bardzo bałam się tego domu jako dziecko. Drzwi na klatkę schodową były w nim niemal zawsze uchylone, a ja obawiałam się, że wyjdzie z nich jakiś potwór!

IMG_1560

IMG_1561

Tuż obok mieści się budynek TVP Białystok. Z dzisiejszych reklam po Obiektywie dowiedziałam się, że nasza telewizja regionalna jest najchętniej oglądaną telewizją regionalną TVP w Polsce:) Takie rewelacje! Wyobraźcie sobie, że moja rodzina z Łodzi bardzo chętnie oglądała u nas Obiektyw. Jak wyglądają zatem wiadomości o 18:30 w innych regionach Polski, skoro, cytując „ten wasz Obiektyw jest taki ciekawy”?

IMG_1563

Przespacerowałam się też nad Białkę pod budynek fabryki. I znowu poniosła mnie moja wyobraźnia, bo jakby to było, gdyby takich budynków było kilka obok siebie, każdy odnowiony, tuż nad rzeką … :) W istocie fabryka jest jedna, pan po drugiej stronie patrzył na mnie z dość dużym zdziwieniem (pewnie pomyślał sobie coś w stylu „chyba jakaś nienormalna, co ona taki syf fotografuje”) ;) A ja jednak fotografowałam! Również od frontu. Zwróćcie uwagę na nowy dach! To dobry objaw!

IMG_1564

IMG_1568

IMG_1575

IMG_1576

A skoro już przeszłam na ulicę Jurowiecką, cyknęłam jeszcze zdjęcia dwóch domów po przeciwnej stronie. Jeden z nich to doskonały przykład architektury w duchu białostockiej szkoły muratorskiej (między innymi czerwona i żółta cegła w połączeniu), drugi to ponoć własność rodziny pani Łucji Prus. Nie jestem pewna na 100%, ale obiło mi się o uszy, że ona sama tam kiedyś, kiedyś mieszkała. Zaraz za wiaduktem kolejowym natrafimy na kolejny zabytkowy dom utrzymany w tym samym stylu. Zajrzyjcie do zgadywanek.

IMG_1572

IMG_1574

A instalacja na sklepie myśliwskim od lat bez zmian :)

IMG_1573

Do domu wróciłam przez Białostoczek. Ale o tym będzie przy innej okazji … Ktoś z Was nabrał może ochoty na taki nieszablonowy spacer?

miasteczko bajeczka

Białystok leży na Podlasiu, jest też oczywiście stolicą województwa podlaskiego, które nie pokrywa się jednak z terenem historycznego Podlasia. Od zawsze jestem typem małego podróżnika, który wyznaje zasadę „wolny dzień = dzień idealny na małą wycieczkę”. Uwielbiam wręcz zwiedzać województwo podlaskie, chociaż coraz ciężej znaleźć jest miejsce, w którym jeszcze nie byłam. Nie jestem też jednak osobą, która wyznaje zasadę „byłam – odhaczam – więcej nie pojadę”. Wiele razy wracam do tych samych miejsc, aby zobaczyć czy i jak się zmieniły lub spojrzeć na nie w innej porze roku. W maju byłam po raz kolejny w Tykocinie – miasteczku bajeczce, jak śpiewała Agnieszka Osiecka. Niczego nie zwiedzałam, chciałam po prostu spojrzeć na znane mi już miejsca po kilkuletniej przerwie. Tykocin właściwie się nie zmienia (pomijam tutaj odbudowany zamek!). Jest tak jakby wyrwany z kontekstu – żadnych bloków, niewiele nowych domów, nieliczne ślady „nowego” w ogóle. Z perspektywy osoby zwiedzającej raj na ziemi, choć nie wiem, jak są do tego nastawieni mieszkańcy Tykocina. Majowa sobota była bardzo ciepła, Tykocin tonął w promieniach słońca. Trwały jeszcze ostatnie prace remontowe na rynku, myślę że jest on już wykończony. Kilka domów wokół rynku przeszło gruntowną przemianę, ale nie straciło swojego charakteru. Chwali się. Zajrzałam do kościoła, chociaż w Tykocinie zwyczajowo zagląda się raczej do synagogi. W kościele znalazłam kilka ciekawostek architektonicznych. Obejście świątyni prosi się jednak o remont generalny. Teraz jest tak „puchato” – wilgoć, mech, popękane chodniki, kompletnie zaniedbany teren. Pewnie jak zwykle chodzi o pieniądze, gdyby się znalazły, kościół błyszczałby jak znajdujący się przed nim rynek. W pobliskim Alumnacie było trochę ludzi. Sporo osób kręciło się tradycyjnie wokół Wielkiej Synagogi, ale my zaszliśmy tylko do dawnej Małej Synagogi (zwanej też Domem Talmudycznym) do Restauracji Tejsza (czyli po prostu „koza”). Klimat bardzo miejscowy, jedzenie nam smakowało, z głośników płynęła żydowska muzyka (co akurat jest bardzo ważne – największą szkodę można wyrządzić lokalowi przez źle dobraną muzykę właśnie!), cały czas przewijali się jacyś ludzie, a obsługa była wręcz na szóstkę. Najśmieszniejsze jest to, że dokładnie po drugiej stronie powstała nowa, „wypasiona” knajpa, ale w porównaniu z Tejszą chyba nie ma szans. Pustki o czymś świadczą :) W Tykocinie jeszcze wiele trzeba zrobić. Miasteczko ma z pewnością ogromny potencjał, pod kątem historycznym bije na łeb na szyję większość podlaskich miejscowości. No ale pieniądze … Ja w każdym razie trzymam kciuki za Tykocin i mam nadzieję, że za kilka(naście) lat hasło miasteczko bajeczka znów będzie aktualne.

przy rynku:

Alumnat. To tutaj znajdował się pensjonat w Królowym Moście w filmie „U Pana Boga w ogródku”:

ulica przy kościelnym murze:

kościół – spójrzcie na wystający klucz :) a obraz taki „niekościelny”, taki dziecinny wręcz:

a teraz zmierzamy w stronę synagogi:

A dla ciekawych świata jeszcze filmy:

Między innymi o Tykocinie:

Tykocin z lotu ptaka:

A do domu wróciliśmy przez Krypno. Nowa droga dochodzi do Szosy Ełckiej, swobodnie można jechać!

Galeria Sleńdzińskich czyli synagoga Cytronów kiedyś

Na samym początku mojej przygody z tym blogiem przedstawiłam budynki dawnych synagog (za wyjątkiem synagogi Piaskower) w Białymstoku: A tu kiedyś była synagoga …  Na pewno pamiętacie, że w budynku zajmowanym obecnie przez Galerię Sleńdzińskich przy ulicy Waryńskiego znajdowała się kiedyś synagoga Cytronów. Patrząc na architekturę budynku, nie mamy wątpliwości, że znajdował się w nim żydowski dom modlitw. Natknęłam się na ciekawe zdjęcie, ukazujące synagogę kiedyś. Akurat w tym miejscu nie zmieniło się aż tak wiele. Kamienice po obu stronach wciąż te same i nawet jakby w lepszym stanie, na ulicy kocie łby … Jest to jeden z takich zaułków miasta, w których dość łatwo można sobie wyobrazić, jak to kiedyś bywało … Zdjęcie pochodzi z portalu Mapa Kultury:

Białystok młodego Zamenhofa

Postanowiłam wybrać się wreszcie na wystawę stałą w Centrum Ludwika Zamenhofa. Wrażenia na pewno nie niesamowite, nawet pewne rozczarowanie, że tylko tyle i że nie tak, jak sobie wyobrażałam, ale zobaczyć można. Mieliśmy spacerować po starym Białymstoku z młodym Ludwikiem. I niby spacerujemy, są filmy, dźwięki, jest kolejność zwiedzania, ale jednak czuję jakiś niedosyt. Wydawało mi się, że wystawa to labirynt ulic, a tymczasem to dwie sale z ekspozycjami pod ścianami. Trochę mało … Najbardziej podobały mi się chyba plansze ze starymi zdjęciami miasta. Tradycyjnie żal przedwojennej zabudowy i pięknych kamienic. Na końcu czeka na nas tablica z podstawowymi słowami z języku esperanto. Niby fajnie, ale że człowiek już trochę porządnych wystaw i muzeów w życiu widział, jednak za słabo …

A tymczasem w podwórzu za CLZ:

HISTORIA ULICY KIJOWSKIEJ

Natrafiłam dziś w sieci na bardzo ciekawą i jeszcze zupełnie świeżą publikację – pan Wiesław Wróbel napisał książkę o historii ulicy Kijowskiej w Białymstoku. Wszyscy, którzy pamiętają mój obszerny dość materiał o dzielnicy Chanajki, kojarzą z pewnością tę ulicę i dosłownie kilka budynków, które się przy niej zachowały. A teraz miła niespodzianka – książkę można za darmo pobrać w formacie PDF :) Podaję link:

       HISTORIA ULICY KIJOWSKIEJ – PDF