Migawki z Wygody

Kiedy myślę o drewnianych domach w Białymstoku, automatycznie wędruję myślami na Bojary, w okolice ulicy Grunwaldzkiej czy Piaskowej. Doskonale pokazuje to moją słabą znajomość osiedla Wygoda, gdzie po dziś dzień stoją nierzadko piękne domy z drewna. Nie jest to moja konotacja z drewnianą zabudową miasta, a zdecydowanie powinna nią być. Co ciekawe, tylko jedna osoba odgadła moją ostatnią fotograficzną zgadywankę – wszystkie odpowiedzi na Facebooku były błędne, co może świadczyć o tym, że i spora część Czytelników nie zna dobrze tych terenów.

Osiedle Wygoda należy do najciekawszych rejonów Białegostoku i może poszczycić się bogatą historią. Przyznaję jednak, że moja obecność tam ograniczała się zazwyczaj do wizyty w supermarkecie PSS Społem Wygoda, a na tamtejszym lapidarium cmentarza ewangelickiego byłam tylko raz w życiu, ale mam na to dowody. Gwoli ścisłości muszę napisać, co rozumiem pod pojęciem Wygoda – dla mnie to teren od ulicy Traugutta po okolice szkoły przy ulicy Jesiennej, także nieco mniejszy obszar aniżeli ten ściśle administracyjny z Pieczurkami i Bagnówką włącznie.

Historia Wygody sięga lat siedemdziesiątych XVIII wieku. Portal Białystok z drewna podaje, że swoją sympatyczną nazwę Wygoda zawdzięcza leśnej karczmie położonej niegdyś przy trasie do Supraśla. To właśnie wokół karczmy „Wygoda” miała rozrosnąć się osada, która dała początek białostockiej Wygodzie. Wówczas na tym terenie znajdowały się dobra Sobolewskie czyli wsie Pieczurki, Pietrasze i Bagnówka. Kiedy spojrzymy na przebieg obecnych ulic w tym rejonie, bez problemu stwierdzimy, że krzyżują się tu szlaki komunikacyjne w kierunku Grodna i Supraśla/Krynek. Właśnie to korzystne położenie miało być motorem napędowym rozwoju Wygody. W 1886 roku wybudowano kolej na trasie Białystok-Wołkowysk-Baranowicze, wtedy także powstał obecny dworzec Białystok Fabryczny, zwany wcześniej Białystok Poleski. Jednym z ważniejszych czynników decydujących o charakterze Wygody było ulokowanie tam w 1884 roku koszarów Kazańskiego Pułku Piechoty.

Najbardziej charakterystyczny budynek w okolicy czyli kościół rzymskokatolicki pw. Najświętszego Serca Jezusa był pierwotnie cerkwią prawosławną pw. Zaśnięcia Matki Bożej. Świątynia stanowiła część zabudowy kompleksu koszarowego, a podobne cerkwie znajdowały się kiedyś w wielu carskich koszarach. W Białymstoku jest jeszcze jeden taki kościół, który pierwotnie był cerkwią – to kościół pw. św. Stanisława B.M. przy jednostce wojskowej. Bardzo podobny kościół w dawnym budynku cerkwi widziałam również w Chełmie – także przy dawnych zabudowaniach garnizonowych. Poniżej porównanie Kazańskiego Soboru w Białymstoku z obecnym kościołem. Zdjęcie historyczne pochodzi z Wikipedii.

Ulica Traugutta wprowadza nas w nieco inny świat. Nie ma tam wielkiego ruchu ulicznego, ponieważ nie jedzie się tamtędy przejazdem w inne miejsce. Tuż za lubianym kiedyś przeze mnie sklepem „Wygoda” funkcjonuje od niedawna hotel z bardzo elegancką restauracją Regiment. W ramach budowy odrestaurowano dwa zabytkowe budynki, a w głębi postawiono nowy, który jednak bardzo zgrabnie wtapia się w otoczenie. Jak wyglądają restauracja oraz pokoje hotelowe (ładnie!) zobaczycie na ich oficjalnej stronie.

Po przeciwnej stronie ulicy, ale i zaraz za terenem hotelu zaczyna się zupełnie odmienny świat. Drewniane domy, piękne malwy, bujna roślinność w ogrodach, sąsiedzkie rozmowy, owocowe drzewka i rozstawione pod nimi drewniane drabiny. Przyznam, że krępowałam się bardzo i nie chciałam być zbyt nachalna w moim spacerowaniu, dlatego nie zrobiłam aż tylu zdjęć, ile bym chciała. Praktycznie w każdym ogrodzie ktoś odpoczywał i zwyczajnie niezręcznie przychodziło mi manewrowanie z aparatem i na dodatek na rowerze. Uwierzcie mi jednak na słowo, że panował tam naprawdę sielski klimat i tylko bloki na terenie dawnych Uchwytów przypominały, że jesteśmy we współczesnym Białymstoku.

Dworzec Fabryczny to bez wątpienia jedno z tych miejsc w mieście, których z powodu zaniedbania najbardziej mi żal. Obecnie nie wejdziecie nawet na jego teren, ponieważ został wykupiony i jest ogrodzony płotem. I niszczeje tak samo jak i wcześniej. Ja byłam tam dziewięć lat temu. Nie można nie wspomnieć o tragicznej karcie z białostockiej historii, która ściśle wiąże się z tym miejscem. To właśnie z ówczesnego Dworca Poleskiego wywożono Polaków na Sybir i do Kazachstanu, o czym przypomina ustawiona nieopodal tablica pamiątkowa:

Na ogrodzeniu sąsiadującego z kościołem przedszkola znajduje się tablica poświęcona 42. Pułkowi Piechoty im. Henryka Dąbrowskiego, który stacjonował na terenie koszar wojskowych w latach 1923-1939 i odegrał bardzo istotną rolę w historii Białegostoku.

Ulica Traugutta jest ślepa, dlatego skręciłam w głąb osiedla. Przy ulicy Kapralskiej zaskoczył mnie dom z wmurowaną kapliczką. W Warszawie jest bardzo dużo takich kamienic, jednak w Białymstoku spotkałam się z czymś takim po raz pierwszy.

To właśnie na rogu ulic Kapralskiej i Pionierskiej stoi dom z mojej fotozagadki. To bardzo ciekawy przykład architektury drewnianej, ponieważ jest to dom typu bliźniak. Czy są jeszcze inne takie w Białymstoku?

Wygoda została włączona do Białegostoku 10 maja 1919 roku czyli już po odzyskaniu przez miasto niepodległości. W okresie międzywojennym powstało na Wygodzie kilka kolonii mieszkaniowych, czego doskonałym przykładem są budynki zlokalizowane dziś tuż przy Trasie Generalskiej. Myślę, że warto o nich wspominać, ponieważ w Białymstoku nie ma zbyt wielu przykładów takiej architektury.

Tuż obok znajduje się jedna z najstarszych szkół w Białymstoku – obecnie SP 8. Dziś zamieszczam tylko jedno zdjęcie tego budynku, ponieważ w planach mam wpis o najciekawszych według mnie budynkach szkolnych w mieście i szkoła z Jesiennej zdecydowanie się do nich zalicza.

Osobiście uważam, że Trasa Generalska zbyt mocno podzieliła Wygodę. Poza tym hałas ciężarówek mknących pośród domów jednorodzinnych jest męczący, a ekrany akustyczne nie wygłuszają go przecież całkowicie. Przejście podziemne również bardziej dzieli niż łączy – strome schody są dla wielu ludzi barierą nie do pokonania.

Humor na koniec rowerowej przejażdżki po Wygodzie poprawiły mi kolejne piękne malwy, które w promieniach zachodzącego słońca prezentowały się wspaniale! Czy ja już aby nie wspominałam, jak lubię białostockie malwy?

Chciałabym zwrócić Waszą uwagę na to, jak wiele ważnych i ciekawych miejsc znajduje się na Wygodzie. To nie tylko dokumentujące historię miasta nekropolie, a te ciekawie opisała Anna z bloga Białystok subiektywnie:

Białostockie cmentarze XIX wieku. Po śmierci wszyscy zgodnie szli na Wygodę…

Wygoda ma w sobie według mnie coś z miasta-ogrodu, w którym czas zwalnia. To również naprawdę duże osiedle domów jednorodzinnych. Ciekawa jestem, jak mieszka się na Wygodzie. Jest tu ktoś, kto może podzielić się wrażeniami?

Jeżeli zainteresowała Was historia starej Wygody, śledźcie spacery tematyczne organizowane przez PTTK w Białymstoku. Widziałam, że w czerwcu mieli w planie wycieczkę właśnie po tym rejonie ze zbiórką na Traugutta :)

Reklamy

Sady Antoniukowskie

Jak już wiecie, darzę tory kolejowe w kierunku Sokółki szczególnym sentymentem. To w tamtych okolicach znajduje się „moja” łąka na torach i to wzdłuż nich zdarzyło mi się wielokrotnie spacerować. Nie będę udawać, że jestem święta – wielokrotnie przeprawiałam się pieszo przez tory na Antoniuk (oczywiście nielegalnie), a budowa estakady zmniejszyła wprawdzie dystans między Białostoczkiem a Antoniukiem, ale głównie z perspektywy kierowców. Dzikie przejście przez tory ma się jednak wciąż całkiem dobrze i nadal przeprawia się tamtędy sporo osób. Jest szybciej niż idąc przez wiadukt, a poza tym wychodzi się w lepszym komunikacyjnie punkcie osiedla. Życie!

W Poniedziałek Wielkanocny postanowiłam sprawdzić, co dzieje się za przysłowiową miedzą i wybrałam się na niespełna godzinny spacer. Trasa nie była specjalnie skomplikowana – przeszłam przez tory na ulicę Wiatrakową, a wróciłam przez wiadukt.

Przyznam, że niewiele wiem na temat osiedla Sady Antoniukowskie i ze smutkiem stwierdziłam, że niewiele o nim piszą. Mamy sporo książek o Białymstoku i naprawdę trudno natrafić na informacje o Sadach. Obok osiedla Przyjaźń jest to część Antoniuka, a jego budowa rozpoczęła się w 1966 roku. Faktycznie jest to osiedle o typowym dla tamtych czasów założeniu architektonicznym, bloki powstały z poszanowaniem przestrzeni, nie są inwazyjne, osiedle jest zielone, a na jego terenie znajdują się szkoły, sklepy i pawilon handlowy. Część Sadów Antoniukowskich stanowi zabudowa jednorodzinna – zobaczymy tam i stare „drewniaki”, i stare szeregówki, a nawet nowoczesne domy. Jednym z ciekawszych budynków w tej części miasta jest obecna SP 7 im. Hugona Kołłątaja. Na stronie szkoły znajdziemy rys historyczny tego gmachu, który w moim prywatnym rankingu na najciekawsze budynki szkolne w Białymstoku plasuje się w tej samej grupie co SP 3 przy ul. Gdańskiej, SP 4 przy ul. Częstochowskiej, SP 20 przy ul. Leśnej oraz III i VI LO:

Szkoła Podstawowa Nr 7 jest jedną z najstarszych szkół podstawowych w Białymstoku. Jej historia sięga roku 1919. Zaczęła funkcjonować zaraz po tym , jak nasze miasto odzyskało niepodległość. Na początku nosiła ona nazwę Publiczna Szkoła Powszechna Nr 7 i mieściła się przy ulicy Antoniuk Fabryczny 5, w starym drewnianym budynku, w którym kiedyś była fabryka, tu funkcjonowała 17 lat, do roku 1936. Wtedy to nastąpiła przeprowadzka na ulicę Wiatrakową, do nowego gmachu, który został zbudowany dzięki staraniom ówczesnego dyrektora szkoły pana Andrzeja Bielawskiego, dzielnie wspieranego przez rodziców uczniów uczęszczających do siódemki. W tym samym roku, 11 listopada, szkoła otrzymała imię marszałka Józefa Piłsudskiego. Do roku 1939, a więc do wybuchu II wojny światowej, szkoła funkcjonowała pod nazwą „ 7 – Klasowa Rozwojowa Szkoła Powszechna Nr 7 w Białymstoku”
Po wybuchu II wojny światowej szkoła zmieniła swój charakter. W latach 1939 – 1941, a więc podczas okupacji sowieckiej, w budynku szkolnym przy ulicy Wiatrakowej działała „Średnia Szkoła Kolejowa Nr 1”. Nauka odbywała się co prawda po polsku, ale wprowadzono jako obowiązkowy język rosyjski.
Kiedy w czerwcu 1941 roku do naszego miasta wkroczyli Niemcy, szkoła została – opustoszały klasy, korytarze nie rozbrzmiewały radosnym gwarem uczniowskich głosów, zamilkł dzwonek, który nie obwieszczał już początku lekcji czy przerw. Szkoła pomimo zamknięcia nie przestała działać – nauczyciele nie porzucili swojej pracy i prowadzili tajne nauczanie, a trzeba wiedzieć, że zarówno oni jak i uczniowie ryzykowali życiem lub tym, że zostaną zesłani do obozów koncentracyjnych. Dlatego też, w czasie trwania lekcji rodzice stali na straży i ostrzegali przed każdym pojawiającym się niebezpieczeństwem.
Normalną, jawną pracę szkoła rozpoczęła na nowo w roku 1944, nazywała się jednak już inaczej niż przed wojną – Publiczna Szkoła Powszechna Nr 7 – i nie nosiła imienia Marszałka Józefa Piłsudskiego. Taką „bezimienną szkołą” siódemka była aż do roku 1976, kiedy to zyskała nowego patrona. Został nim Hugo Kołłątaj i imię to nasza szkoła nosi po dzień dzisiejszy.

/ źródło /

Tak szkoła prezentowała się w momencie oddania do użytku w dniu 11 października 1936 roku:

/ źródło fotografii /

A tak wygląda obecnie:

/ źródło fotografii /

Warto podkreślić, że boisko przy szkole zostało zmodernizowane ze środków pochodzących z budżetu partycypacyjnego i prezentuje się naprawdę zacnie, o czym przekonacie się tutaj. Myślę, że wielu mieszkańców miasta może nawet nie wiedzieć, że tuż obok tej szkoły przebiega ulica Zielone Wzgórze (wciąż wyłożona kocimi łbami). Ulica jest ślepa, ponieważ kończy się na skarpie nad torami kolejowymi, podobnie jak sąsiednia ulica Widok (o równie trafnej nazwie). Zobaczymy stamtąd oczywiście tory kolejowe, moją łąkę na torach, a w oddali ulicę Poleską i kościół św. Rocha.

Na terenie garaży policyjnych przy Hajnowskiej powstają nowe budynki biurowe, co doskonale widać z ulicy Widok:

Vis a vis szkoły stoi ciekawy pod względem architektonicznym dom jednorodzinny:

Idąc ulicą Wiatrakową w stronę Antoniukowskiej, dotrzemy do dawnego neonu SADY ANTONIUKOWSKIE. Czy ktoś z Was pamięta, w jakim był kiedyś kolorze?

Można rzec, że nazwa zobowiązuje. Na terenie osiedla rośnie wiele starych drzew owocowych, które na wiosnę pięknie kwitną. Sporą powierzchnię tej części Antoniuka zajmują również ogródki działkowe ROD Sady Antoniukowskie. Pamiętam jak przez mgłę, że dziadek zabrał mnie tam kiedyś kilka razy na huśtawki (chyba były brązowe) i wtedy wydawało mi się to tak bardzo daleko… :)

Przy ulicy Narewskiej działa już też nowy kościół pw. Matki Bożej Różańcowej. Byliśmy tam nawet w Wielkanoc, ale przyznaję szczerze, że architektura tej świątyni zupełnie do mnie nie trafia. Zbyt dużo tam malutkich okienek, które wyglądają dość… przaśnie. To oczywiście kwestia gustu. Ciekawa jestem, jak zostanie zagospodarowany teren wokół kościoła, ponieważ na razie wciąż przypomina jeszcze plac budowy.

Ulica Ukośna zawsze kojarzy mi się z zabudową szeregową. Dopiero z estakady zobaczyłam, jak te domy wyglądają z góry, a przy okazji odkryłam zniszczone boisko do koszykówki. W takich momentach włącza się wyobraźnia, bo przecież gdyby było zadbane, wyglądałoby pewnie jak w amerykańskim filmie.

Tuż obok natrafimy na lepsze i gorsze graffiti:

Skoro już jesteśmy przy sprejowaniu – na Sadach Antoniukowskich coś dla siebie znajdą również sympatycy Jagiellonii Białystok:

Plusem estakady jest z pewnością możliwość podziwiania miasta z góry. Na tym też kończą się dla mnie jej zalety :)

Tu na przykład doskonale widać wydeptane ścieżki od strony ulicy Sitarskiej i Siemiatyckiej. Nic nie wskazuje na to, że mieszkańcy zrezygnują z tej drogi na skróty…

SP 7 oraz domy z ulic Widok, Zielone Wzgórze oraz Wysokiej:

Czy są wśród Was mieszkańcy Sadów Antoniukowskich? Jak mieszka się na tym osiedlu? To chyba nie jest ta niebezpieczna niegdyś część Antoniuka, prawda? I czy budowa estakady wpłynęła jakoś na Wasze życie i zmieniła jego jakość?

Nowa twarz ulicy Czystej

Ulica Czysta od zawsze była obecna w moim życiu, ponieważ tamtędy prowadziła droga na skróty do centrum. Za czasów mojego dzieciństwa autobusy komunikacji miejskiej nie jeździły jeszcze zbyt często, a moje osiedle nie było zbyt dobrze skomunikowane z innymi częściami miasta. Pozostawało zatem przemieszczanie się na piechotę. Najłatwiej było przemknąć przez niezbyt urodziwą ulicę Czystą i po około kwadransie wychodziło się już na Aleję w okolicach dawnego sklepu Bartek (dziś Bank Millenium). Czysta była takim praktycznym, aczkolwiek nieco wstydliwym łącznikiem między Białostoczkiem a Aleją. Było tam brzydko, na krzywych chodnikach naprawdę nietrudno było o kontuzję, a jeżeli pogoda nam nie sprzyjała i na przykład padał deszcz, trzeba było liczyć się z pokaźną ilością błota na butach.

O moich przemyśleniach na temat tej wiekowej ulicy pisałam już tutaj, a także i tu. Okazuje się, że moje przekonanie o niezagrożonej tkance historycznej tego miejsca było złudne. W 2010 roku pisałam: „Cała ulica wyłożona jest kocimi łbami. Na pewno nie zostaną zerwane, bo są zabytkowe, ale warto byłoby je choć trochę wyrównać”. No to wzięli i wyrównali, dopiszę prawie dziewięć lat później. Aż za bardzo. W sierpniu zeszłego roku wybrałam się tam na spacer. Bruk pozostał tylko na odcinku między Poleską a Proletariacką. Czyli tam, gdzie znajdował się pal od bramy do białostockiego getta. Czas przeszły jest tu niestety jedyną poprawną formą, ponieważ obecnie nie ma po nim nawet śladu. Nie ma nawet tablicy pamiątkowej/informacyjnej, że w tym i tym miejscu wtedy i wtedy znajdowała się jedna z bram prowadzących na teren getta żydowskiego w mieście Białystok. Nie ma nic! Uważam, że takie podejście do sprawy jest niepoprawne. Osobiście podoba mi się rozwiązanie warszawskie – w Śródmieściu zaznaczono na chodnikach za pomocą napisów linie przebiegu muru otaczającego getto. Koszt takiej instalacji jest niewielki, a wartość informacyjna, a co najważniejsze stopień uświadomienia wysokie. Brakuje mi w Białymstoku takich symboli.

Wąski pas zieleni oddzielający ulice Czystą i Bohaterów Getta stał się oficjalnie skwerem im. Felicji Raszkin-Nowak. Zasadzono tam kilka młodych drzew. Być może kiedyś będzie prezentował się godnie, poniważ jego patronka na to zasługuje, jednak obecnie wygląda jak wytyczony nieco na siłę. Warto jednak w tym miejscu wspomnieć, kim była Felicja Raszkin-Nowak. Z jej sylwetką zapoznacie się tutaj. Zachęcam do lektury.

Za skrzyżowaniem z Proletariacką zaczyna się jednak inny świat. Znika bruk, pojawia się asfalt, a ulica Czysta bezpowrtownie traci swój specyficzny charakter, którego nie odtworzą stylizowane latarnie. Małe domki jednorodzinne coraz agresywniej atakowane są przez powstające wokół „apartamentowce”. Puste parcele czekają zapewne na wybudowanie kolejnych bloków. Gdzieniegdzie znajdziecie jeszcze ten dawny miejsko-wiejski klimat, w niektórych ogrodach wciąż rosną malwy i stare jabłonie. Ale to już koniec pewnej epoki, a klimat Anatewki (to nie moje porównanie, przeczytałam kiedyś takie sformułowanie na forum) zniknął na zawsze.

Niektórzy z Was pomyślą pewnie, że jestem niesprawiedliwa w ocenie, bo sentymentalna. Nie będę całkowicie zaprzeczać – wspomnienia są dla mnie bardzo ważne. Zdaję sobie jednak sprawę, że mieszkanie przy ulicy Czystej wyłożonej kocimi łbami i tonącej w błocie po każdym większym deszczu nie należało do przyjemnych i na pewno nie pasowało do standardów życia w mieście. W pełni rozumiem potrzebę remontu, jednak moim skromnym zdaniem miasto poszło na łatwiznę. Asfalt w tym miejscu? Czy nie lepiej byłoby wyłożyć ulicę kostką brukową? Wtedy stylizowane latarnie miałyby większy sens. Dlaczego budynek pod numerem 3 wciąż wygląda tak samo źle? To jeden z najciekawszych domów przy Czystej, o którym Tomasz Mikulicz z Kuriera Porannego w 2014 roku pisze tak:

Kamienica przy ul. Czystej 3 została wzniesiona w latach 1893-95. Jak wynika z opracowania wykonanego przez historyka Wiesława Wróbla (na zlecenie miasta), pierwotnie działały tu przedsiębiorstwa tkackie. Urzędnicy departamentu urbanistyki w magistracie próbowali przekonać wojewódzkiego konserwatora zabytków, by wciągnąć obiekt do ewidencji. Ten jednak w lutym tego roku odmówił. Stwierdził, że nadbudowa trzeciej kondygnacji i przebudowa wnętrza związana ze zmianą funkcji z fabrycznej na mieszkalną przekształciły pierwotny wygląd budynku.

Urbaniści postanowili więc, że budynek powinien być objęty ochroną planistyczną. W projekcie nowego planu miejscowego okolic ul. Czystej i al. Piłsudskiego (dokument można obejrzeć w departamencie urbanistyki przy ul. Białówny 11) pojawił się zapis, dzięki któremu budynek nie będzie mógł być zburzony. Podobną ochroną ma zostać objęta przedwojenna kamienica przy ul. Częstochowskiej 21.

Jak widzę przyszłość ulicy Czystej? Źle. Powstaną kolejne bloki, niektóre domy będą im pewnie musiały ustąpić miejsca… Zrobi się NIJAKO. Powstanie ulica-kalka, która mogłaby być w każdym mieście. Ale to przecież nie pierwszy raz, kiedy rewitalizacja bo białostocku rozczarowuje…

Po lewej stronie skwer Felicji Raszkin-Nowak…

Idzie nowe…

W tle apartamenty z Jurowieckiej…

Wspomniany adres – ulica Czysta 3…

Ulica Sitarska / ulica Sopoćki

W moim subiektywnym rankingu zmian w mieście rok 2018 okazał się przełomowy. Zmieniło się najbliższe otoczenie na moim osiedlu i zamknął się pewien etap mojego życia, ponieważ miejsca związane z okresem mojego dzieciństwa definitywnie przestały istnieć. Osiedla Białostoczek i Antoniuk połączyła nowa ulica – ulica ks. Michała Sopoćki.

Nigdy nie ukrywałam, że nie jestem zwolenniczką budowy tej przeprawy i zdania nie zmieniłam. Dałam temu wyraz we wpisie Białostoczek w fazie zmian. Odnoszę wrażenie, że po początkowej euforii kierowców entuzjazm opadł. Ruch na ulicy Sopoćki nie jest chyba aż tak duży jak się spodziewano, także ten jeden pas udostępniony autom osobowym w zupełności wystarcza. Przy drodze pojawiły się ekrany akustyczne (niestety po jednej stronie tylko symboliczne). Faktycznie nie są zbyt ładne, ale w sytuacji, kiedy na osiedlu wyrosła taka przeskalowana estakada nic już brzydsze być nie może.

Z mojej bardzo osobistej perspektywy zmieniło się bardzo wiele. Osiedle przestaje być spokojnym i zielonym miejscem. Zniknęło mnóstwo drzew, a nowych nasadzeń nie widać. W rejonie ulicy Białostoczek również znika zieleń, ponieważ parkingi okazały się być ważniejsze. Idzie nowe. Asfaltowo-betonowe.

Wiedziałam, że nowa przeprawa drogowa prędzej czy później powstanie, dlatego robiłam zdjęcia ulicy Sitarskiej. Część z nich widzieliście już wcześniej na moim blogu, część jest jeszcze niepublikowana. Miłego wspominania…

PS A dzikie przejście przez tory między ulicami Sitarską i Wiatrakową „działa” w najlepsze. Żadna estakada go nie zastąpi.

Burzenie domu, który stosunkowo niedawno uzyskał pozwolenie na rozbudowę…

31.10 (1)

ul. Jurowiecka 60

Pewien czas temu lokalny świat Internetu obiegła wiadomość, że miasto szykuje się do remontu ulicy 1000-lecia Państwa Polskiego, a co za tym idzie, do przebudowy ulicy Jurowieckiej na odcinku od ronda do ulicy Ciepłej. Szczególnie zasmucił mnie fakt, że ponownie wytnie się mnóstwo drzew, a nowych nasadzeń przewiduje się niewspółmiernie mało. To jest ta polityka miasta, które w folderach promocyjnych wciąż szafuje określeniem „zielony Białystok”, ale które to sukcesywnie tę zieleń w mieście niszczy. A część mieszkańców zgodnie przyklaskuje i woła „jak chcesz zieleni, to jedź do lasu, tu jest miasto!”.

Przebudowa ulicy Jurowieckiej będzie wiązać się z wyburzeniem budynków przy rondzie u zbiegu ulic Jurowieckiej i Poleskiej. Coraz głośniej mówi się, że z mapy miasta może zniknąć murowany dom na rogu wspomnianych ulic. Byłaby to ogromna strata, ponieważ jest to jeden z nielicznych przykładów tak zwanej „białostockiej szkoły muratorskiej” (budownictwo z czerwonej i żółtej cegły). Pozwolę sobie zacytować definicję tego określenia, którą znalazłam na stronie Szlak Dziedzictwa Żydowskiego w Białymstoku.

„Styl ten charakteryzował się wpływami architektury rosyjskiej oraz pruskiej, a także adaptowaniem różnych modnych na przełomie XIX i XX wieku konwencji architektonicznych: neoklasycyzmu, secesji, modernizmu i eklektyzmu”.

Owszem, dziś jest to budynek w bardzo złym stanie i mieszkanie w nim na pewno do luksusów nie należy: Dom w centrum może lada chwila runąć na głowy. Tak żyje białostoczanka z rodziną Chyba nikt nie chciałby się na takie mieszkanie zamienić. Nie wolno jednak zapominać, że obecny stan tego domu wynika z wieloletnich zaniedbań konserwatorskich i polityki miasta, któremu z zabytkami jakoś nie po drodze. Tak, jest to zabytek na miarę naszej historii. I uważam, że o taką zabudowę miasto powinno dbać. A że nie dbało, to mamy efekt jaki widać na zdjęciach… Ze względu na to, że w ostatnim czasie dość rzadko bywam w Białymstoku, chciałabym podziękować Maciejowi z Ręce precz od Dojlid za przesłanie zdjęć i zgodę na ich publikację.

W moich zbiorach znalazłam zdjęcie tego domu wykonane w grudniu 2013 roku:

https://aniaontour.files.wordpress.com/2014/02/img_1572.jpg

Nie zapominajcie, że po drugiej stronie ronda, już przy ulicy Białostoczek, również znajduje się dom w podobnym stylu. Jego stan techniczny również jest zły.

https://aniaontour.files.wordpress.com/2013/12/img_1577.jpg

Wygląda na to, że zostało już niewiele czasu na dokładne obfotografowanie tego budynku, ponieważ ulice w Białymstoku buduje się zadziwiająco szybko… Jeżeli macie jakieś zdjęcia z Jurowieckiej 60, podzielcie się nimi w komentarzach lub na innych stronach poświęconych naszemu miastu. Za kilka lat będą to prawdopodobnie fotografie archiwalne.

Katowice mają Spodek, a Białystok ma Spodki

W okresie PRL-u powstało w Polsce sporo budynków o nieco kosmicznej naturze. Oczywiście najbardziej rozpoznawalnym i zdecydowanie największym dziełem ówczesnej futurystycznej architektury jest katowicki Spodek, który chyba każdy Polak widział na żywo lub na zdjęciach. Ciekawym okazem jest również kielecki Dworzec PKS. Białystok także ma coś do zaoferowania w tej materii, chociaż nasze związki z kosmosem są zdecydowanie najmniej imponujące. To wręcz namiastka na tle wspomnianych symboli architektury.

Pięć lat temu nasze białostockie Spodki zawitały na blogu w dziale pocztówki. Wspomniałam o nich też przy okazji krótkiego wpisu o Parku im. Jadwigi Dziekońskiej. Od tamtej pory zmieniło się to i owo. Nie ma już kultowej onegdaj Elidy, na jej miejscu powstała restauracja Receptura, o której słyszałam jak na razie raczej same dobre opinie. Nawet przechodząc obok niej, można poczuć aromatyczne zapachy tamtejszych potraw. Zachęcam Was do zapoznania się z recenzją kulinarną tego lokalu na blogu Białystok subiektywnie. W 2013 roku reaktywowano klub ACK Sepularium. Nie doświadczyłam jego wcześniejszych lat świetności, z racji mojego wieku jest to niemożliwe. Ale wiele opowieści na temat tego kultowego miejsca słyszałam od mojej Mamy. Mogę sobie tylko wyobrazić, cóż to było za miejsce na kulturalnej mapie miasta! Jedynie siedziba WOAK-u trwa jak i trwała wcześniej.

Nie zmienił się też wygląd zewnętrzny Spodków. Sama nie wiem, czy to akurat ich zaleta, czy może jednak wada. W sumie wyglądają tak jak kiedyś. Stworzone w okresie tak zwanego „białostockiego przyspieszenia” z okazji Centralnych Dożynek w 1973 roku, z powodzeniem mogłyby i dziś posłużyć za tło w fotorelacjach z powitania towarzyszy partyjnych. Falista blacha sprawia wrażenie dość przybrudzonej, również świetliki aż proszą o nowe szyby. Warto jednak zwrócić uwagę na to, jak nieinwazyjne są nasze Spodki. Umiejscowiono je sprytnie w przestrzeni miasta, nawiązując chociażby w formie wspomnianych świetlików do dachu pobliskiego kościoła św. Rocha, dzięki czemu te dwa różne przecież style architektoniczne dzielnie współgrają. Spodki nie narzucają się swoją obecnością, nie krzyczą do przechodnia. To jest zdecydowanie fajne. Cieszy również, że Spodki podobają się ludziom z zewnątrz. Nie mam tu oczywiście na myśli typowych turystów, a ludzi bardziej świadomych tego, co działo się i dzieje się obecnie w polskiej przestrzeni publicznej. O Spodkach napisał chociażby Filip Springer w swojej „Księdze Zachwytów”. Artykuł o bardzo zbliżonej treści do tego książkowego ukazał się również tutaj.

Białostockie Spodki to z pewnością najbardziej futurystyczny punkt na mapie miasta. Lubię je, chociaż życzyłabym sobie ich renowacji. Chciałabym, żeby ktoś je po prostu odczyścił. I żeby zagospodarowano nieco mniej chaotycznie teren wokół Spodka z Recepturą.

W poszukiwaniu staromiejskiego klimatu

Białystok jest zbyt młody na Stare Miasto. Mamy Rynek Kościuszki wraz z ratuszem, który nigdy nie był siedzibą władz miejskich. I szpalery powojennych kamienic wybudowanych na zgliszczach przedwojennych zabudowań. Nie znajdziemy w Białymstoku zbyt wielu maleńkich uliczek w staromiejskim klimacie, nie zgubimy się w gąszczu klimatycznych kamienic. Nasze miasto ma zupełnie odmienny charakter. Czasem staram się jednak wyszukać w Białymstoku elementy innych miast i bawię się w grę „Białystok miast innych”, poszukując w nim miejsc podobnych do tych, które widziałam już w innych miastach. Niestety ostatnio najlepiej wychodzi nam naśladowanie warszawskich „apartamentów” na Woli i na Gocławiu, a coraz więcej ulic do złudzenia przypomina te warszawskie. Kiedy chcę sobie jednak wyobrazić, że jestem na Starówce, wybieram się na ulicę Kilińskiego. To chyba jedyny fragment miasta, w którym przy odrobinie wyobraźni można poczuć się jak na Starym Mieście. Ta historyczna ulica zmieniła wprawdzie swój charakter – Książnica Podlaska i Wojewódzka Biblioteka Publiczna przeniosły się na ulicę Marii Skłodowskiej-Curie, nie ma już sklepu z porcelaną, zlikwidowano księgarnię z charakterystycznym neonem, który na szczęście nie wylądował jak nieodżałowany neon Domusa na śmietniku, lecz trafił do warszawskiego Muzeum Neonu. Oto dowód:

IMG_5587

Odnowiono fasady kamienic, ułożono nową kostkę brukową, otwarto kilka nowych lokali gastronomicznych. W narożnej kamienicy działa hotel i restauracja.

IMG_5984

IMG_5986

IMG_5989

Tu archiwalne już zdjęcie kamienicy przed remontem, na którym zachował się jeszcze oryginalny napis:

dsc02055

Nowe oblicze ulicy Kilińskiego:

IMG_6706

IMG_6707

IMG_6710

IMG_6708

IMG_6711

IMG_6709

IMG_6712

Szczególnie z tej perspektywy wyczuwalny jest lekko staromiejski klimat ulicy Kilińskiego:

IMG_6713

Warto jednak przypomnieć, że jest to ulica niezwykle ważna w historii Białegostoku. Jako jedyna ma swoje święto. Uchodziła zawsze za elegancką. Prowadziła od kościoła farnego do hotelu Ritz i Bramy Pałacowej. To przy niej miał swój zakład legendarny białostocki fotograf Bolesław Augustis. To tu trzeba się było pokazać i promenować. Aby poczuć atmosferę sprzed lat, koniecznie trzeba obejrzeć archiwalne zdjęcia ulicy Kilińskiego. I ze smutkiem stwierdzić, że ten klimat odszedł bezpowrotnie… Białystok – Miejsca z historią – Ulica Kilińskiego