Dom Handlowy Central

Najbardziej charakterystyczny budynek w Białymstoku to… Gdybyście mieli udzielić odpowiedzi na to pytanie, większość z Was z pewnością wymieniłaby Pałac Branickich. A w dalszej kolejności prawdopodobnie zabytkowe budynki sakralne. Faktycznie, Pałac Branickich jest najbardziej rozpoznawalną budowlą w mieście, ma status zabytku i przyciąga zarówno turystów jak i samych białostoczan. A co by było, gdybym zapytała o białostocki budynek, który wszedł do szeroko pojętej popkultury? Albo dopiero do niej wchodzi? Ja mam jedną odpowiedź: Dom Handlowy Central. I o nim będzie dziś mowa!

Budynek Centralu pamiętam od zawsze. Urodziłam się w latach osiemdziesiątych, więc nie znam Białegostoku bez Centralu. Mogę otwarcie powiedzieć, że zawsze go lubiłam i zwyczajnie mi się on podobał. Uważam, że jego charakterystyczna fasada jest naprawdę bardzo ładna i jej wzór spokojnie mógłby być powielany na kubkach, koszulkach czy notesikach. Również kształt liter w napisie Central jest rozpoznawalny. Gdyby nasze miasta były planowane podobnie jak miasta w Niemczech, wokół Centralu mielibyśmy pewnie strefę ruchu pieszego, tramwaje i inne sklepy. Od kiedy bardziej świadomie spoglądam na ten budynek, widzę wiele elementów wspólnych z architekturą niemieckich domów towarowych. Nie tylko tych z dawnej NRD, co oczywiście jest całkowicie zrozumiałe, ale również niektórych z dawnej RFN. Sami spójrzcie:

Galeria Kaufhof w Berlinie (przed renowacją, dziś fasada jest już inna) / Galeria Kaufhof w Witten (NRW) / Karstadt w Dreźnie / Karstadt w Magdeburgu

(Po fuzji domów towarowych Galeria Kaufhof i Karstadt powstała sieć Galeria.de.
Zdjęcia pochodzą z serwisu Wikimedia).

Co powinniśmy wiedzieć o naszym rodzimym Centralu? A imię jego czterdzieści i cztery… Tak, w tym roku Central świętował swoje 44. urodziny! W momencie otwarcia (31 stycznia 1976 r.) był największą placówką handlową w dawnym województwie białostockim. Jego budowa trwała ponad trzy lata, a za projekt była odpowiedzialna Anna Petecka z warszawskiego Biura Studiów i Projektów MHW. Na stronie poświęconej Białostockiej architekturze modernizmu czytamy:

Białostocka prasa zestawiała go z warszawskim „Sezamem”. Do konstrukcji budynku użyto stalowego szkieletu, ważącego 300 ton, a także popularnych wówczas prefabrykatów. Budynek posiadał ogrzewanie sterowane automatycznie, pełną klimatyzację i dobre oświetlenie wnętrza. Koszt budowy wyniósł 60 mln zł. Elementy konstrukcyjne, jak i prace budowlane wykonywały miejscowe przedsiębiorstwa – Kolejowe Zakłady Konstrukcji Stalowych w Starosielcach i białostocki „Fadom”. Całość powierzchni użytkowej zajmowała przestrzeń 7300 m2, handlowa 3500 m2. Stalową konstrukcję tego obiektu pokrywa ażurowa, aluminiowa elewacja. Pierwotnie budynek zdobił neon Społem, projektu Ewy Stankiewicz z warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, w latach późniejszych zastąpiony neonem białostockiej malarki Teresy Bejnarowicz – Kowiazo. W roku 2005 obiekt przeszedł gruntowny remont, w trakcie którego m.in. przebudowano witryny oraz zmieniono okładziny ścian elewacyjnych parteru.

Zdjęcie poniżej pochodzi z kultowego albumu Białystok moje miasto autorstwa Piotra Sawickiego. Dziś logo PSS Społem Białystok jest inne, a na ścianie od strony ulicy Skłodowskiej-Curie znajduje się napis CENTRAL.

Z okazji 40. urodzin Centralu ciekawego wywiadu udzielił Mieczysław Dąbrowski, prezes PSS Społem Białystok: SDH Central Białystok. 40 lat minęło jak jeden dzień

Chciałabym zauważyć, że w dzisiejszej Polsce wcale nie ma tak wiele typowych domów towarowych. W wielu miastach zostały one skutecznie wyparte przez galerie handlowe z butikami. Młodzież często nie umie sobie nawet wyobrazić, czym różni się dom towarowy/handlowy od galerii czy centrum handlowego! Naprawdę!

Myślę, że każdy z nas ma jakieś wspomnienia związane z tym miejscem. Ja chodziłam tam z mamą na dział z butami, bardzo lubiłam dział AGD i z zabawkami oraz stoisko z kasetami magnetofonowymi. Pamiętam też tę zieloną wykładzinę na pierwszym piętrze… Zawsze intrygowały mnie również ręcznie wypisywane paragony, które panie kasjerki nabijały na wielki szpikulec. I nie raz zdarzyło mi się zjeść hamburgera lub frytki z tych czerwonych budek od strony ul. Marjańskiego :) W mojej rodzinie Central nadal jest chętnie odwiedzanym sklepem. Uważam, że jest to tak charakterystyczne miejsce w Białymstoku, że koniecznie trzeba tam od czasu do czasu zajrzeć, o czym nie omieszkałam wspomnieć we wpisie Zrób to w Białymstoku!

Nieodłącznym elementem Centralu jest oczywiście ogromny neon w kształcie tęczy. Niedawno władze PSS Społem Białystok złożyły wniosek o wpisanie tego neonu do rejestru zabytków, jednak ponoć przez użyte złe sformułowania (ochrona samej konstrukcji, a nie łuku barwnego) decyzja była negatywna. Więcej o tej sprawie przeczytacie tutaj: Tęcza nad białostockim Centralem nie będzie zabytkiem

W ostatnich latach obserwuję zmianę postrzegania Centralu. Coraz częściej staje się on motywem przewodnim prac plastycznych, ląduje również na plakatach. Sama mam w domu plakat z Centralem, co dowodzi, że ten wpis nie jest czczym gadaniem :) Również na robiącej furorę wystawie Dla mnie się tu podoba, którą prezentowała Galeria Sleńdzińskich w Białymstoku, Central znalazł się na tryptyku przygotowanym przez Małgorzatę Józefowicz.

Zdjęcie tryptyku nadesłała niezawodna Kamila :)

Naprawdę lubię ten budynek i ten sklep! I mam nadzieję, że Central zagości w popkulturze na dłużej!

Kamienica Abrama Łapidusa

W trzeciej części cyklu Zrób to w Białymstoku! wspomniałam o poszukiwaniach kamienic w Białymstoku. Za każdym razem podkreślam, że Białystok bardzo ucierpiał podczas II wojny światowej i w mieście zachowało się niewiele budynków sprzed zniszczeń wojennych. Dlatego tym bardziej trzeba je doceniać i odkrywać na nowo. Moją ulubioną kamienicą w mieście jest ta pod adresem Sienkiewicza 14. Według mnie to najbardziej okazała kamienica w Białymstoku, która zachowała swój elegancki klimat. Poświęciłam jej już jeden wpis, ale było to 10 lat temu! Najwyższy czas na powtórkę!

Kamienica ta została wybudowana w latach 1900-1910 przez Abrama Łapidusa, który pochodził z Grodna i w Białymstoku prawdopodobnie nigdy nie mieszkał. Nie była to jednak jedyna należąca do niego nieruchomość. Kilka lat wcześniej Łapidus nabył dom przy ówczesnej ulicy Pocztowej (później Jurowieckiej), tam znajdowała się również należąca do niego fabryka włókiennicza. Kamienica przy Sienkiewicza (kiedyś Mikołajewskiej) pomyślana była jako inwestycja czysto dochodowa, z której Łapidus czerpał duże zyski. Polecam Wam artykuł Wiesława Wróbla, w którym znajdziecie więcej szczegółowych informacji na temat tego budynku: Ul. Sienkiewicza 14. Kamienica gościła różne firmy

W świadomości białostoczan kamienica przy Sienkiewicza 14 funkcjonuje jako siedziba Wydziału Sztuki Lalkarskiej Warszawskiej Akademii Teatralnej. Znajduje się tu również Teatr Szkolny. Do lat siedemdziesiątych XX wieku mieściła się tam szkoła muzyczna (wcześniej Prywatny Instytut Muzyczny sióstr Frankiewicz). Gry na pianinie uczył się tam mój Tata :)

Naprawdę lubię ten budynek. Ma w sobie tyle klasy! Szkoda tylko, że obecne lokale usługowe na parterze to już nie art, sklep z tkaninami czy galeria…

ul. Artyleryjska

Chaotyczna obecnie zabudowa ulicy Artyleryjskiej pozwala przenieść się oczami wyobraźni do czasów sprzed budowy Alei. Porozrzucane między blokami domy i zabudowania gospodarcze świadczą o całkowicie innym układzie ulic w przeszłości. Podobnie jak przecięta na pół ulica Waryńskiego czy ustawione dziś pod dziwnym kątem stare kamienice przy Alei/Częstochowskiej, o których pisałam tutaj.

Ulica Artyleryjska to nie tylko wybudowana na początku XX wieku okazała willa fabrykanta Steina, w której mieści się obecnie dom pogrzebowy. To także drewniane domki na zakręcie ulicy Proletariackiej czy bardzo ciekawy dom pod numerem 2. W mojej świadomości funkcjonuje od zawsze, ponieważ już od dziecka chodziłam tamtędy z rodzicami na przystanek autobusowy na Alei. Najszybciej było właśnie trochę na skróty przez Proletariacką, Żabią i obok śmietnika i chlewków na Artyleryjskiej. Dopiero za blokami zaczynał się inny świat! Później chodziłam tamtędy do liceum, ponieważ dojazd komunikacją miejską z Białostoczku w okolice ulicy Brukowej zupełnie mi się nie kalkulował. Napatrzyłam się zatem na ten dom co nie miara! Uważam, że jest to jeden z ciekawszych starych domów w mieście, chociażby dlatego, że jest murowany, naprawdę duży, cechuje go nietypowy rozkład i chyba nie ma w Białymstoku drugiego podobnego.

Zdjęcia, które publikuję, wykonałam latem 2018 roku oraz w niedzielę 3 listopada 2019 roku… Niestety, jeden dom (ten pomarańczowy) został w międzyczasie zburzony. Poniżej zobaczycie porównanie.

Artyleryjska 2

W sierpniu 2018 roku widok przedstawiał się następująco:

A dziś jest tak:

Również dom pod numerem 2/3 robi ogromne wrażenie i wyróżnia się na tle innych starych domów w Białymstoku:

A to jego okna widziane od strony ulicy Artyleryjskiej:

Chociaż Artyleryjska jest stosunkowo blisko (oczywiście z perspektywy mojego domu rodzinnego w Białymstoku), obecnie rzadko tam bywam. Od dawna zamierzałam przejść się tam na fotograficzny spacer, ale dopiero kiedy uświadomiłam sobie, że następnym razem może być już za późno, postawiłam wszystko na jedną kartę i podjechałam tam na chwilę w minioną niedzielę, żeby uwiecznić te domy, które jeszcze się ostały.

Oto wspomniane drewniaki na zakręcie Proletariackiej i Artyleryjskiej:

Reprezentacyjna willa Steina:

Również bardzo ciekawy dom z potencjałem pod numerem 5:

A tutaj zabudowania z sąsiednich ulic Poleskiej i Proletariackiej:

Poleska 81 tuż przy dawnej fabryce Steina

Proletariacka 1B

Prawda, że to ciekawe i raczej dość słabo znane rejony?

Stare domy mają duszę

Obserwując internetowe dyskusje pod zdjęciami drewnianych domów z Białegostoku szybko można dojść do wniosku, że mieszkańcy dzielą się na dwie podstawowe frakcje: przeciwnicy drewnianej zabudowy, bo „miasto to nie wieś” oraz zagorzali obrońcy „drewniaków”. Ja należę do tej drugiej grupy, chociaż nie jestem może aż tak radykalna i czasem rozumiem, że stary dom w naprawdę złym stanie technicznym jest już raczej nie do uratowania i nie zawsze bronię ich do upadłego. Ale ogólnie jestem na tak! Oczywiście życzyłabym sobie, żeby wszyscy mieszkańcy drewnianych domów mieli fundusze lub specjalne subwencje na ich remonty, a nie obkładali ściany sidingiem, z drugiej strony nie każdy ma pieniądze na drewnianą stolarkę okienną czy profesjonalny remont. Idealnie byłoby, gdyby miasto dostrzegło w takiej zabudowie potencjał nie tylko folderowy, lecz rzeczywisty. Bez wsparcia finansowego jedynie znikomy procent drewnianej zabudowy miasta ma szansę na prawdziwą rewitalizację. Marzyłyby mi się także plany zagospodarowania przestrzennego, zakładające spójność zabudowy, ponieważ obecnie dominuje u nas w Polsce mentalność „wolność Tomku w swoim domku”.

Dobrze. Pogdybałam, ale wiem, że na pisaniu się skończy. Dlatego warto odkrywać te perełki, które jeszcze pozostały w Białymstoku. Należy pamiętać, że drewniane domy czy niewielkie kamieniczki znajdziemy nie tylko na Bojarach czy Chanajkach (chociaż to już coraz mniej adekwatny przykład – inwazja deweloperów robi swoje). Polecam Wam spacer lub przejażdżkę rowerową po Osiedlu Młodych (teren między Hetmańską a Zwycięstwa) oraz po Młynowej czy Grunwaldzkiej, ale za ulicami Wyszyńskiego i Łomżyńską.

Dom na Młynowej (róg Witebskiej):

Zaskakująca dekoracja na bramie jednego z gospodarstw przy ulicy Grunwaldzkiej:

Migawki z Osiedla Młodych:

Zakątek na ulicy Konduktorskiej. To stąd pochodziło zdjęcie mojej ostatniej fotozagadki (nikt jej nie rozwiązał…):

Z chęcią zarezerwowałabym sobie więcej czasu na spacery w tym rejonie. Polska złota jesień na pewno doda klimatu tym starym domom!

Migawki z Wygody

Kiedy myślę o drewnianych domach w Białymstoku, automatycznie wędruję myślami na Bojary, w okolice ulicy Grunwaldzkiej czy Piaskowej. Doskonale pokazuje to moją słabą znajomość osiedla Wygoda, gdzie po dziś dzień stoją nierzadko piękne domy z drewna. Nie jest to moja konotacja z drewnianą zabudową miasta, a zdecydowanie powinna nią być. Co ciekawe, tylko jedna osoba odgadła moją ostatnią fotograficzną zgadywankę – wszystkie odpowiedzi na Facebooku były błędne, co może świadczyć o tym, że i spora część Czytelników nie zna dobrze tych terenów.

Osiedle Wygoda należy do najciekawszych rejonów Białegostoku i może poszczycić się bogatą historią. Przyznaję jednak, że moja obecność tam ograniczała się zazwyczaj do wizyty w supermarkecie PSS Społem Wygoda, a na tamtejszym lapidarium cmentarza ewangelickiego byłam tylko raz w życiu, ale mam na to dowody. Gwoli ścisłości muszę napisać, co rozumiem pod pojęciem Wygoda – dla mnie to teren od ulicy Traugutta po okolice szkoły przy ulicy Jesiennej, także nieco mniejszy obszar aniżeli ten ściśle administracyjny z Pieczurkami i Bagnówką włącznie.

Historia Wygody sięga lat siedemdziesiątych XVIII wieku. Portal Białystok z drewna podaje, że swoją sympatyczną nazwę Wygoda zawdzięcza leśnej karczmie położonej niegdyś przy trasie do Supraśla. To właśnie wokół karczmy „Wygoda” miała rozrosnąć się osada, która dała początek białostockiej Wygodzie. Wówczas na tym terenie znajdowały się dobra Sobolewskie czyli wsie Pieczurki, Pietrasze i Bagnówka. Kiedy spojrzymy na przebieg obecnych ulic w tym rejonie, bez problemu stwierdzimy, że krzyżują się tu szlaki komunikacyjne w kierunku Grodna i Supraśla/Krynek. Właśnie to korzystne położenie miało być motorem napędowym rozwoju Wygody. W 1886 roku wybudowano kolej na trasie Białystok-Wołkowysk-Baranowicze, wtedy także powstał obecny dworzec Białystok Fabryczny, zwany wcześniej Białystok Poleski. Jednym z ważniejszych czynników decydujących o charakterze Wygody było ulokowanie tam w 1884 roku koszarów Kazańskiego Pułku Piechoty.

Najbardziej charakterystyczny budynek w okolicy czyli kościół rzymskokatolicki pw. Najświętszego Serca Jezusa był pierwotnie cerkwią prawosławną pw. Zaśnięcia Matki Bożej. Świątynia stanowiła część zabudowy kompleksu koszarowego, a podobne cerkwie znajdowały się kiedyś w wielu carskich koszarach. W Białymstoku jest jeszcze jeden taki kościół, który pierwotnie był cerkwią – to kościół pw. św. Stanisława B.M. przy jednostce wojskowej. Bardzo podobny kościół w dawnym budynku cerkwi widziałam również w Chełmie – także przy dawnych zabudowaniach garnizonowych. Poniżej porównanie Kazańskiego Soboru w Białymstoku z obecnym kościołem. Zdjęcie historyczne pochodzi z Wikipedii.

Ulica Traugutta wprowadza nas w nieco inny świat. Nie ma tam wielkiego ruchu ulicznego, ponieważ nie jedzie się tamtędy przejazdem w inne miejsce. Tuż za lubianym kiedyś przeze mnie sklepem „Wygoda” funkcjonuje od niedawna hotel z bardzo elegancką restauracją Regiment. W ramach budowy odrestaurowano dwa zabytkowe budynki, a w głębi postawiono nowy, który jednak bardzo zgrabnie wtapia się w otoczenie. Jak wyglądają restauracja oraz pokoje hotelowe (ładnie!) zobaczycie na ich oficjalnej stronie.

Po przeciwnej stronie ulicy, ale i zaraz za terenem hotelu zaczyna się zupełnie odmienny świat. Drewniane domy, piękne malwy, bujna roślinność w ogrodach, sąsiedzkie rozmowy, owocowe drzewka i rozstawione pod nimi drewniane drabiny. Przyznam, że krępowałam się bardzo i nie chciałam być zbyt nachalna w moim spacerowaniu, dlatego nie zrobiłam aż tylu zdjęć, ile bym chciała. Praktycznie w każdym ogrodzie ktoś odpoczywał i zwyczajnie niezręcznie przychodziło mi manewrowanie z aparatem i na dodatek na rowerze. Uwierzcie mi jednak na słowo, że panował tam naprawdę sielski klimat i tylko bloki na terenie dawnych Uchwytów przypominały, że jesteśmy we współczesnym Białymstoku.

Dworzec Fabryczny to bez wątpienia jedno z tych miejsc w mieście, których z powodu zaniedbania najbardziej mi żal. Obecnie nie wejdziecie nawet na jego teren, ponieważ został wykupiony i jest ogrodzony płotem. I niszczeje tak samo jak i wcześniej. Ja byłam tam dziewięć lat temu. Nie można nie wspomnieć o tragicznej karcie z białostockiej historii, która ściśle wiąże się z tym miejscem. To właśnie z ówczesnego Dworca Poleskiego wywożono Polaków na Sybir i do Kazachstanu, o czym przypomina ustawiona nieopodal tablica pamiątkowa:

Na ogrodzeniu sąsiadującego z kościołem przedszkola znajduje się tablica poświęcona 42. Pułkowi Piechoty im. Henryka Dąbrowskiego, który stacjonował na terenie koszar wojskowych w latach 1923-1939 i odegrał bardzo istotną rolę w historii Białegostoku.

Ulica Traugutta jest ślepa, dlatego skręciłam w głąb osiedla. Przy ulicy Kapralskiej zaskoczył mnie dom z wmurowaną kapliczką. W Warszawie jest bardzo dużo takich kamienic, jednak w Białymstoku spotkałam się z czymś takim po raz pierwszy.

To właśnie na rogu ulic Kapralskiej i Pionierskiej stoi dom z mojej fotozagadki. To bardzo ciekawy przykład architektury drewnianej, ponieważ jest to dom typu bliźniak. Czy są jeszcze inne takie w Białymstoku?

Wygoda została włączona do Białegostoku 10 maja 1919 roku czyli już po odzyskaniu przez miasto niepodległości. W okresie międzywojennym powstało na Wygodzie kilka kolonii mieszkaniowych, czego doskonałym przykładem są budynki zlokalizowane dziś tuż przy Trasie Generalskiej. Myślę, że warto o nich wspominać, ponieważ w Białymstoku nie ma zbyt wielu przykładów takiej architektury.

Tuż obok znajduje się jedna z najstarszych szkół w Białymstoku – obecnie SP 8. Dziś zamieszczam tylko jedno zdjęcie tego budynku, ponieważ w planach mam wpis o najciekawszych według mnie budynkach szkolnych w mieście i szkoła z Jesiennej zdecydowanie się do nich zalicza.

Osobiście uważam, że Trasa Generalska zbyt mocno podzieliła Wygodę. Poza tym hałas ciężarówek mknących pośród domów jednorodzinnych jest męczący, a ekrany akustyczne nie wygłuszają go przecież całkowicie. Przejście podziemne również bardziej dzieli niż łączy – strome schody są dla wielu ludzi barierą nie do pokonania.

Humor na koniec rowerowej przejażdżki po Wygodzie poprawiły mi kolejne piękne malwy, które w promieniach zachodzącego słońca prezentowały się wspaniale! Czy ja już aby nie wspominałam, jak lubię białostockie malwy?

Chciałabym zwrócić Waszą uwagę na to, jak wiele ważnych i ciekawych miejsc znajduje się na Wygodzie. To nie tylko dokumentujące historię miasta nekropolie, a te ciekawie opisała Anna z bloga Białystok subiektywnie:

Białostockie cmentarze XIX wieku. Po śmierci wszyscy zgodnie szli na Wygodę…

Wygoda ma w sobie według mnie coś z miasta-ogrodu, w którym czas zwalnia. To również naprawdę duże osiedle domów jednorodzinnych. Ciekawa jestem, jak mieszka się na Wygodzie. Jest tu ktoś, kto może podzielić się wrażeniami?

Jeżeli zainteresowała Was historia starej Wygody, śledźcie spacery tematyczne organizowane przez PTTK w Białymstoku. Widziałam, że w czerwcu mieli w planie wycieczkę właśnie po tym rejonie ze zbiórką na Traugutta :)

Sady Antoniukowskie

Jak już wiecie, darzę tory kolejowe w kierunku Sokółki szczególnym sentymentem. To w tamtych okolicach znajduje się „moja” łąka na torach i to wzdłuż nich zdarzyło mi się wielokrotnie spacerować. Nie będę udawać, że jestem święta – wielokrotnie przeprawiałam się pieszo przez tory na Antoniuk (oczywiście nielegalnie), a budowa estakady zmniejszyła wprawdzie dystans między Białostoczkiem a Antoniukiem, ale głównie z perspektywy kierowców. Dzikie przejście przez tory ma się jednak wciąż całkiem dobrze i nadal przeprawia się tamtędy sporo osób. Jest szybciej niż idąc przez wiadukt, a poza tym wychodzi się w lepszym komunikacyjnie punkcie osiedla. Życie!

W Poniedziałek Wielkanocny postanowiłam sprawdzić, co dzieje się za przysłowiową miedzą i wybrałam się na niespełna godzinny spacer. Trasa nie była specjalnie skomplikowana – przeszłam przez tory na ulicę Wiatrakową, a wróciłam przez wiadukt.

Przyznam, że niewiele wiem na temat osiedla Sady Antoniukowskie i ze smutkiem stwierdziłam, że niewiele o nim piszą. Mamy sporo książek o Białymstoku i naprawdę trudno natrafić na informacje o Sadach. Obok osiedla Przyjaźń jest to część Antoniuka, a jego budowa rozpoczęła się w 1966 roku. Faktycznie jest to osiedle o typowym dla tamtych czasów założeniu architektonicznym, bloki powstały z poszanowaniem przestrzeni, nie są inwazyjne, osiedle jest zielone, a na jego terenie znajdują się szkoły, sklepy i pawilon handlowy. Część Sadów Antoniukowskich stanowi zabudowa jednorodzinna – zobaczymy tam i stare „drewniaki”, i stare szeregówki, a nawet nowoczesne domy. Jednym z ciekawszych budynków w tej części miasta jest obecna SP 7 im. Hugona Kołłątaja. Na stronie szkoły znajdziemy rys historyczny tego gmachu, który w moim prywatnym rankingu na najciekawsze budynki szkolne w Białymstoku plasuje się w tej samej grupie co SP 3 przy ul. Gdańskiej, SP 4 przy ul. Częstochowskiej, SP 20 przy ul. Leśnej oraz III i VI LO:

Szkoła Podstawowa Nr 7 jest jedną z najstarszych szkół podstawowych w Białymstoku. Jej historia sięga roku 1919. Zaczęła funkcjonować zaraz po tym , jak nasze miasto odzyskało niepodległość. Na początku nosiła ona nazwę Publiczna Szkoła Powszechna Nr 7 i mieściła się przy ulicy Antoniuk Fabryczny 5, w starym drewnianym budynku, w którym kiedyś była fabryka, tu funkcjonowała 17 lat, do roku 1936. Wtedy to nastąpiła przeprowadzka na ulicę Wiatrakową, do nowego gmachu, który został zbudowany dzięki staraniom ówczesnego dyrektora szkoły pana Andrzeja Bielawskiego, dzielnie wspieranego przez rodziców uczniów uczęszczających do siódemki. W tym samym roku, 11 listopada, szkoła otrzymała imię marszałka Józefa Piłsudskiego. Do roku 1939, a więc do wybuchu II wojny światowej, szkoła funkcjonowała pod nazwą „ 7 – Klasowa Rozwojowa Szkoła Powszechna Nr 7 w Białymstoku”
Po wybuchu II wojny światowej szkoła zmieniła swój charakter. W latach 1939 – 1941, a więc podczas okupacji sowieckiej, w budynku szkolnym przy ulicy Wiatrakowej działała „Średnia Szkoła Kolejowa Nr 1”. Nauka odbywała się co prawda po polsku, ale wprowadzono jako obowiązkowy język rosyjski.
Kiedy w czerwcu 1941 roku do naszego miasta wkroczyli Niemcy, szkoła została – opustoszały klasy, korytarze nie rozbrzmiewały radosnym gwarem uczniowskich głosów, zamilkł dzwonek, który nie obwieszczał już początku lekcji czy przerw. Szkoła pomimo zamknięcia nie przestała działać – nauczyciele nie porzucili swojej pracy i prowadzili tajne nauczanie, a trzeba wiedzieć, że zarówno oni jak i uczniowie ryzykowali życiem lub tym, że zostaną zesłani do obozów koncentracyjnych. Dlatego też, w czasie trwania lekcji rodzice stali na straży i ostrzegali przed każdym pojawiającym się niebezpieczeństwem.
Normalną, jawną pracę szkoła rozpoczęła na nowo w roku 1944, nazywała się jednak już inaczej niż przed wojną – Publiczna Szkoła Powszechna Nr 7 – i nie nosiła imienia Marszałka Józefa Piłsudskiego. Taką „bezimienną szkołą” siódemka była aż do roku 1976, kiedy to zyskała nowego patrona. Został nim Hugo Kołłątaj i imię to nasza szkoła nosi po dzień dzisiejszy.

/ źródło /

Tak szkoła prezentowała się w momencie oddania do użytku w dniu 11 października 1936 roku:

/ źródło fotografii /

A tak wygląda obecnie:

/ źródło fotografii /

Warto podkreślić, że boisko przy szkole zostało zmodernizowane ze środków pochodzących z budżetu partycypacyjnego i prezentuje się naprawdę zacnie, o czym przekonacie się tutaj. Myślę, że wielu mieszkańców miasta może nawet nie wiedzieć, że tuż obok tej szkoły przebiega ulica Zielone Wzgórze (wciąż wyłożona kocimi łbami). Ulica jest ślepa, ponieważ kończy się na skarpie nad torami kolejowymi, podobnie jak sąsiednia ulica Widok (o równie trafnej nazwie). Zobaczymy stamtąd oczywiście tory kolejowe, moją łąkę na torach, a w oddali ulicę Poleską i kościół św. Rocha.

Na terenie garaży policyjnych przy Hajnowskiej powstają nowe budynki biurowe, co doskonale widać z ulicy Widok:

Vis a vis szkoły stoi ciekawy pod względem architektonicznym dom jednorodzinny:

Idąc ulicą Wiatrakową w stronę Antoniukowskiej, dotrzemy do dawnego neonu SADY ANTONIUKOWSKIE. Czy ktoś z Was pamięta, w jakim był kiedyś kolorze?

Można rzec, że nazwa zobowiązuje. Na terenie osiedla rośnie wiele starych drzew owocowych, które na wiosnę pięknie kwitną. Sporą powierzchnię tej części Antoniuka zajmują również ogródki działkowe ROD Sady Antoniukowskie. Pamiętam jak przez mgłę, że dziadek zabrał mnie tam kiedyś kilka razy na huśtawki (chyba były brązowe) i wtedy wydawało mi się to tak bardzo daleko… :)

Przy ulicy Narewskiej działa już też nowy kościół pw. Matki Bożej Różańcowej. Byliśmy tam nawet w Wielkanoc, ale przyznaję szczerze, że architektura tej świątyni zupełnie do mnie nie trafia. Zbyt dużo tam malutkich okienek, które wyglądają dość… przaśnie. To oczywiście kwestia gustu. Ciekawa jestem, jak zostanie zagospodarowany teren wokół kościoła, ponieważ na razie wciąż przypomina jeszcze plac budowy.

Ulica Ukośna zawsze kojarzy mi się z zabudową szeregową. Dopiero z estakady zobaczyłam, jak te domy wyglądają z góry, a przy okazji odkryłam zniszczone boisko do koszykówki. W takich momentach włącza się wyobraźnia, bo przecież gdyby było zadbane, wyglądałoby pewnie jak w amerykańskim filmie.

Tuż obok natrafimy na lepsze i gorsze graffiti:

Skoro już jesteśmy przy sprejowaniu – na Sadach Antoniukowskich coś dla siebie znajdą również sympatycy Jagiellonii Białystok:

Plusem estakady jest z pewnością możliwość podziwiania miasta z góry. Na tym też kończą się dla mnie jej zalety :)

Tu na przykład doskonale widać wydeptane ścieżki od strony ulicy Sitarskiej i Siemiatyckiej. Nic nie wskazuje na to, że mieszkańcy zrezygnują z tej drogi na skróty…

SP 7 oraz domy z ulic Widok, Zielone Wzgórze oraz Wysokiej:

Czy są wśród Was mieszkańcy Sadów Antoniukowskich? Jak mieszka się na tym osiedlu? To chyba nie jest ta niebezpieczna niegdyś część Antoniuka, prawda? I czy budowa estakady wpłynęła jakoś na Wasze życie i zmieniła jego jakość?

Nowa twarz ulicy Czystej

Ulica Czysta od zawsze była obecna w moim życiu, ponieważ tamtędy prowadziła droga na skróty do centrum. Za czasów mojego dzieciństwa autobusy komunikacji miejskiej nie jeździły jeszcze zbyt często, a moje osiedle nie było zbyt dobrze skomunikowane z innymi częściami miasta. Pozostawało zatem przemieszczanie się na piechotę. Najłatwiej było przemknąć przez niezbyt urodziwą ulicę Czystą i po około kwadransie wychodziło się już na Aleję w okolicach dawnego sklepu Bartek (dziś Bank Millenium). Czysta była takim praktycznym, aczkolwiek nieco wstydliwym łącznikiem między Białostoczkiem a Aleją. Było tam brzydko, na krzywych chodnikach naprawdę nietrudno było o kontuzję, a jeżeli pogoda nam nie sprzyjała i na przykład padał deszcz, trzeba było liczyć się z pokaźną ilością błota na butach.

O moich przemyśleniach na temat tej wiekowej ulicy pisałam już tutaj, a także i tu. Okazuje się, że moje przekonanie o niezagrożonej tkance historycznej tego miejsca było złudne. W 2010 roku pisałam: „Cała ulica wyłożona jest kocimi łbami. Na pewno nie zostaną zerwane, bo są zabytkowe, ale warto byłoby je choć trochę wyrównać”. No to wzięli i wyrównali, dopiszę prawie dziewięć lat później. Aż za bardzo. W sierpniu zeszłego roku wybrałam się tam na spacer. Bruk pozostał tylko na odcinku między Poleską a Proletariacką. Czyli tam, gdzie znajdował się pal od bramy do białostockiego getta. Czas przeszły jest tu niestety jedyną poprawną formą, ponieważ obecnie nie ma po nim nawet śladu. Nie ma nawet tablicy pamiątkowej/informacyjnej, że w tym i tym miejscu wtedy i wtedy znajdowała się jedna z bram prowadzących na teren getta żydowskiego w mieście Białystok. Nie ma nic! Uważam, że takie podejście do sprawy jest niepoprawne. Osobiście podoba mi się rozwiązanie warszawskie – w Śródmieściu zaznaczono na chodnikach za pomocą napisów linie przebiegu muru otaczającego getto. Koszt takiej instalacji jest niewielki, a wartość informacyjna, a co najważniejsze stopień uświadomienia wysokie. Brakuje mi w Białymstoku takich symboli.

Wąski pas zieleni oddzielający ulice Czystą i Bohaterów Getta stał się oficjalnie skwerem im. Felicji Raszkin-Nowak. Zasadzono tam kilka młodych drzew. Być może kiedyś będzie prezentował się godnie, poniważ jego patronka na to zasługuje, jednak obecnie wygląda jak wytyczony nieco na siłę. Warto jednak w tym miejscu wspomnieć, kim była Felicja Raszkin-Nowak. Z jej sylwetką zapoznacie się tutaj. Zachęcam do lektury.

Za skrzyżowaniem z Proletariacką zaczyna się jednak inny świat. Znika bruk, pojawia się asfalt, a ulica Czysta bezpowrtownie traci swój specyficzny charakter, którego nie odtworzą stylizowane latarnie. Małe domki jednorodzinne coraz agresywniej atakowane są przez powstające wokół „apartamentowce”. Puste parcele czekają zapewne na wybudowanie kolejnych bloków. Gdzieniegdzie znajdziecie jeszcze ten dawny miejsko-wiejski klimat, w niektórych ogrodach wciąż rosną malwy i stare jabłonie. Ale to już koniec pewnej epoki, a klimat Anatewki (to nie moje porównanie, przeczytałam kiedyś takie sformułowanie na forum) zniknął na zawsze.

Niektórzy z Was pomyślą pewnie, że jestem niesprawiedliwa w ocenie, bo sentymentalna. Nie będę całkowicie zaprzeczać – wspomnienia są dla mnie bardzo ważne. Zdaję sobie jednak sprawę, że mieszkanie przy ulicy Czystej wyłożonej kocimi łbami i tonącej w błocie po każdym większym deszczu nie należało do przyjemnych i na pewno nie pasowało do standardów życia w mieście. W pełni rozumiem potrzebę remontu, jednak moim skromnym zdaniem miasto poszło na łatwiznę. Asfalt w tym miejscu? Czy nie lepiej byłoby wyłożyć ulicę kostką brukową? Wtedy stylizowane latarnie miałyby większy sens. Dlaczego budynek pod numerem 3 wciąż wygląda tak samo źle? To jeden z najciekawszych domów przy Czystej, o którym Tomasz Mikulicz z Kuriera Porannego w 2014 roku pisze tak:

Kamienica przy ul. Czystej 3 została wzniesiona w latach 1893-95. Jak wynika z opracowania wykonanego przez historyka Wiesława Wróbla (na zlecenie miasta), pierwotnie działały tu przedsiębiorstwa tkackie. Urzędnicy departamentu urbanistyki w magistracie próbowali przekonać wojewódzkiego konserwatora zabytków, by wciągnąć obiekt do ewidencji. Ten jednak w lutym tego roku odmówił. Stwierdził, że nadbudowa trzeciej kondygnacji i przebudowa wnętrza związana ze zmianą funkcji z fabrycznej na mieszkalną przekształciły pierwotny wygląd budynku.

Urbaniści postanowili więc, że budynek powinien być objęty ochroną planistyczną. W projekcie nowego planu miejscowego okolic ul. Czystej i al. Piłsudskiego (dokument można obejrzeć w departamencie urbanistyki przy ul. Białówny 11) pojawił się zapis, dzięki któremu budynek nie będzie mógł być zburzony. Podobną ochroną ma zostać objęta przedwojenna kamienica przy ul. Częstochowskiej 21.

Jak widzę przyszłość ulicy Czystej? Źle. Powstaną kolejne bloki, niektóre domy będą im pewnie musiały ustąpić miejsca… Zrobi się NIJAKO. Powstanie ulica-kalka, która mogłaby być w każdym mieście. Ale to przecież nie pierwszy raz, kiedy rewitalizacja bo białostocku rozczarowuje…

Po lewej stronie skwer Felicji Raszkin-Nowak…

Idzie nowe…

W tle apartamenty z Jurowieckiej…

Wspomniany adres – ulica Czysta 3…