Ulica Sitarska / ulica Sopoćki

W moim subiektywnym rankingu zmian w mieście rok 2018 okazał się przełomowy. Zmieniło się najbliższe otoczenie na moim osiedlu i zamknął się pewien etap mojego życia, ponieważ miejsca związane z okresem mojego dzieciństwa definitywnie przestały istnieć. Osiedla Białostoczek i Antoniuk połączyła nowa ulica – ulica ks. Michała Sopoćki.

Nigdy nie ukrywałam, że nie jestem zwolenniczką budowy tej przeprawy i zdania nie zmieniłam. Dałam temu wyraz we wpisie Białostoczek w fazie zmian. Odnoszę wrażenie, że po początkowej euforii kierowców entuzjazm opadł. Ruch na ulicy Sopoćki nie jest chyba aż tak duży jak się spodziewano, także ten jeden pas udostępniony autom osobowym w zupełności wystarcza. Przy drodze pojawiły się ekrany akustyczne (niestety po jednej stronie tylko symboliczne). Faktycznie nie są zbyt ładne, ale w sytuacji, kiedy na osiedlu wyrosła taka przeskalowana estakada nic już brzydsze być nie może.

Z mojej bardzo osobistej perspektywy zmieniło się bardzo wiele. Osiedle przestaje być spokojnym i zielonym miejscem. Zniknęło mnóstwo drzew, a nowych nasadzeń nie widać. W rejonie ulicy Białostoczek również znika zieleń, ponieważ parkingi okazały się być ważniejsze. Idzie nowe. Asfaltowo-betonowe.

Wiedziałam, że nowa przeprawa drogowa prędzej czy później powstanie, dlatego robiłam zdjęcia ulicy Sitarskiej. Część z nich widzieliście już wcześniej na moim blogu, część jest jeszcze niepublikowana. Miłego wspominania…

PS A dzikie przejście przez tory między ulicami Sitarską i Wiatrakową „działa” w najlepsze. Żadna estakada go nie zastąpi.

Reklamy

ul. Jurowiecka 60

Pewien czas temu lokalny świat Internetu obiegła wiadomość, że miasto szykuje się do remontu ulicy 1000-lecia Państwa Polskiego, a co za tym idzie, do przebudowy ulicy Jurowieckiej na odcinku od ronda do ulicy Ciepłej. Szczególnie zasmucił mnie fakt, że ponownie wytnie się mnóstwo drzew, a nowych nasadzeń przewiduje się niewspółmiernie mało. To jest ta polityka miasta, które w folderach promocyjnych wciąż szafuje określeniem „zielony Białystok”, ale które to sukcesywnie tę zieleń w mieście niszczy. A część mieszkańców zgodnie przyklaskuje i woła „jak chcesz zieleni, to jedź do lasu, tu jest miasto!”.

Przebudowa ulicy Jurowieckiej będzie wiązać się z wyburzeniem budynków przy rondzie u zbiegu ulic Jurowieckiej i Poleskiej. Coraz głośniej mówi się, że z mapy miasta może zniknąć murowany dom na rogu wspomnianych ulic. Byłaby to ogromna strata, ponieważ jest to jeden z nielicznych przykładów tak zwanej „białostockiej szkoły muratorskiej” (budownictwo z czerwonej i żółtej cegły). Pozwolę sobie zacytować definicję tego określenia, którą znalazłam na stronie Szlak Dziedzictwa Żydowskiego w Białymstoku.

„Styl ten charakteryzował się wpływami architektury rosyjskiej oraz pruskiej, a także adaptowaniem różnych modnych na przełomie XIX i XX wieku konwencji architektonicznych: neoklasycyzmu, secesji, modernizmu i eklektyzmu”.

Owszem, dziś jest to budynek w bardzo złym stanie i mieszkanie w nim na pewno do luksusów nie należy: Dom w centrum może lada chwila runąć na głowy. Tak żyje białostoczanka z rodziną Chyba nikt nie chciałby się na takie mieszkanie zamienić. Nie wolno jednak zapominać, że obecny stan tego domu wynika z wieloletnich zaniedbań konserwatorskich i polityki miasta, któremu z zabytkami jakoś nie po drodze. Tak, jest to zabytek na miarę naszej historii. I uważam, że o taką zabudowę miasto powinno dbać. A że nie dbało, to mamy efekt jaki widać na zdjęciach… Ze względu na to, że w ostatnim czasie dość rzadko bywam w Białymstoku, chciałabym podziękować Maciejowi z Ręce precz od Dojlid za przesłanie zdjęć i zgodę na ich publikację.

W moich zbiorach znalazłam zdjęcie tego domu wykonane w grudniu 2013 roku:

https://aniaontour.files.wordpress.com/2014/02/img_1572.jpg?w=809

Nie zapominajcie, że po drugiej stronie ronda, już przy ulicy Białostoczek, również znajduje się dom w podobnym stylu. Jego stan techniczny również jest zły.

https://aniaontour.files.wordpress.com/2013/12/img_1577.jpg?w=809

Wygląda na to, że zostało już niewiele czasu na dokładne obfotografowanie tego budynku, ponieważ ulice w Białymstoku buduje się zadziwiająco szybko… Jeżeli macie jakieś zdjęcia z Jurowieckiej 60, podzielcie się nimi w komentarzach lub na innych stronach poświęconych naszemu miastu. Za kilka lat będą to prawdopodobnie fotografie archiwalne.

Katowice mają Spodek, a Białystok ma Spodki

W okresie PRL-u powstało w Polsce sporo budynków o nieco kosmicznej naturze. Oczywiście najbardziej rozpoznawalnym i zdecydowanie największym dziełem ówczesnej futurystycznej architektury jest katowicki Spodek, który chyba każdy Polak widział na żywo lub na zdjęciach. Ciekawym okazem jest również kielecki Dworzec PKS. Białystok także ma coś do zaoferowania w tej materii, chociaż nasze związki z kosmosem są zdecydowanie najmniej imponujące. To wręcz namiastka na tle wspomnianych symboli architektury.

Pięć lat temu nasze białostockie Spodki zawitały na blogu w dziale pocztówki. Wspomniałam o nich też przy okazji krótkiego wpisu o Parku im. Jadwigi Dziekońskiej. Od tamtej pory zmieniło się to i owo. Nie ma już kultowej onegdaj Elidy, na jej miejscu powstała restauracja Receptura, o której słyszałam jak na razie raczej same dobre opinie. Nawet przechodząc obok niej, można poczuć aromatyczne zapachy tamtejszych potraw. Zachęcam Was do zapoznania się z recenzją kulinarną tego lokalu na blogu Białystok subiektywnie. W 2013 roku reaktywowano klub ACK Sepularium. Nie doświadczyłam jego wcześniejszych lat świetności, z racji mojego wieku jest to niemożliwe. Ale wiele opowieści na temat tego kultowego miejsca słyszałam od mojej Mamy. Mogę sobie tylko wyobrazić, cóż to było za miejsce na kulturalnej mapie miasta! Jedynie siedziba WOAK-u trwa jak i trwała wcześniej.

Nie zmienił się też wygląd zewnętrzny Spodków. Sama nie wiem, czy to akurat ich zaleta, czy może jednak wada. W sumie wyglądają tak jak kiedyś. Stworzone w okresie tak zwanego „białostockiego przyspieszenia” z okazji Centralnych Dożynek w 1973 roku, z powodzeniem mogłyby i dziś posłużyć za tło w fotorelacjach z powitania towarzyszy partyjnych. Falista blacha sprawia wrażenie dość przybrudzonej, również świetliki aż proszą o nowe szyby. Warto jednak zwrócić uwagę na to, jak nieinwazyjne są nasze Spodki. Umiejscowiono je sprytnie w przestrzeni miasta, nawiązując chociażby w formie wspomnianych świetlików do dachu pobliskiego kościoła św. Rocha, dzięki czemu te dwa różne przecież style architektoniczne dzielnie współgrają. Spodki nie narzucają się swoją obecnością, nie krzyczą do przechodnia. To jest zdecydowanie fajne. Cieszy również, że Spodki podobają się ludziom z zewnątrz. Nie mam tu oczywiście na myśli typowych turystów, a ludzi bardziej świadomych tego, co działo się i dzieje się obecnie w polskiej przestrzeni publicznej. O Spodkach napisał chociażby Filip Springer w swojej „Księdze Zachwytów”. Artykuł o bardzo zbliżonej treści do tego książkowego ukazał się również tutaj.

Białostockie Spodki to z pewnością najbardziej futurystyczny punkt na mapie miasta. Lubię je, chociaż życzyłabym sobie ich renowacji. Chciałabym, żeby ktoś je po prostu odczyścił. I żeby zagospodarowano nieco mniej chaotycznie teren wokół Spodka z Recepturą.

W poszukiwaniu staromiejskiego klimatu

Białystok jest zbyt młody na Stare Miasto. Mamy Rynek Kościuszki wraz z ratuszem, który nigdy nie był siedzibą władz miejskich. I szpalery powojennych kamienic wybudowanych na zgliszczach przedwojennych zabudowań. Nie znajdziemy w Białymstoku zbyt wielu maleńkich uliczek w staromiejskim klimacie, nie zgubimy się w gąszczu klimatycznych kamienic. Nasze miasto ma zupełnie odmienny charakter. Czasem staram się jednak wyszukać w Białymstoku elementy innych miast i bawię się w grę „Białystok miast innych”, poszukując w nim miejsc podobnych do tych, które widziałam już w innych miastach. Niestety ostatnio najlepiej wychodzi nam naśladowanie warszawskich „apartamentów” na Woli i na Gocławiu, a coraz więcej ulic do złudzenia przypomina te warszawskie. Kiedy chcę sobie jednak wyobrazić, że jestem na Starówce, wybieram się na ulicę Kilińskiego. To chyba jedyny fragment miasta, w którym przy odrobinie wyobraźni można poczuć się jak na Starym Mieście. Ta historyczna ulica zmieniła wprawdzie swój charakter – Książnica Podlaska i Wojewódzka Biblioteka Publiczna przeniosły się na ulicę Marii Skłodowskiej-Curie, nie ma już sklepu z porcelaną, zlikwidowano księgarnię z charakterystycznym neonem, który na szczęście nie wylądował jak nieodżałowany neon Domusa na śmietniku, lecz trafił do warszawskiego Muzeum Neonu. Oto dowód:

IMG_5587

Odnowiono fasady kamienic, ułożono nową kostkę brukową, otwarto kilka nowych lokali gastronomicznych. W narożnej kamienicy działa hotel i restauracja.

IMG_5984

IMG_5986

IMG_5989

Tu archiwalne już zdjęcie kamienicy przed remontem, na którym zachował się jeszcze oryginalny napis:

dsc02055

Nowe oblicze ulicy Kilińskiego:

IMG_6706

IMG_6707

IMG_6710

IMG_6708

IMG_6711

IMG_6709

IMG_6712

Szczególnie z tej perspektywy wyczuwalny jest lekko staromiejski klimat ulicy Kilińskiego:

IMG_6713

Warto jednak przypomnieć, że jest to ulica niezwykle ważna w historii Białegostoku. Jako jedyna ma swoje święto. Uchodziła zawsze za elegancką. Prowadziła od kościoła farnego do hotelu Ritz i Bramy Pałacowej. To przy niej miał swój zakład legendarny białostocki fotograf Bolesław Augustis. To tu trzeba się było pokazać i promenować. Aby poczuć atmosferę sprzed lat, koniecznie trzeba obejrzeć archiwalne zdjęcia ulicy Kilińskiego. I ze smutkiem stwierdzić, że ten klimat odszedł bezpowrotnie… Białystok – Miejsca z historią – Ulica Kilińskiego

Tajemnice ulicy Częstochowskiej

Moja ostatnia zagadka fotograficzna nie została do końca poprawnie rozszyfrowana, dlatego spieszę wyjaśnić, gdzie zostało wykonane zdjęcie z poprzedniego wpisu. Może trudno w to uwierzyć, ale w ścisłym centrum miasta przy obecnej Alei Piłsudskiego. Vis a vis Banku Millenium znajduje się fragment dawnej ulicy Częstochowskiej, której pierwotny przebieg został przerwany po wybudowaniu wspomnianej arterii mającej na celu odciążenie ulicy Lipowej. Tak jak ulica Waryńskiego, tak też i ulica Częstochowska została podzielona na dwa fragmenty. Pomiędzy blokami, tuż za przystankiem autobusowym, stoją dwie zabytkowe kamienice. Ich stan jest katastrofalny, czym od pewnego czasu interesują się lokalne media. Na 6 kwietnia 2016 roku został wyznaczony przetarg na sprzedaż obu kamienic, jednak pierwsza taka próba zakończyła się fiaskiem, dlatego mój optymizm jest pohamowany. Nie pierwszy to już raz kamienice w Białymstoku niszczeją, coraz więcej mieszkańców ma podejrzenia, że nie jest to przypadek.

Zachęcam do zapoznania się z historią opisywanych kamienic: Ul. Częstochowska. Sprzedawano tu artykuły chirurgiczne. Tutaj znajdziecie z kolei zdjęcia budynków przed zabiciem okien pilśnią: Ulica Częstochowska odkryta na nowo. Warto poczytać również o problemach z plądrującymi posesje złomiarzami: Piłsudskiego 20b. Opuszczona kamienica ciągle była plądrowana oraz o przygotowaniach do zbliżającego się przetargu: Miasto nie ogrodzi kamienic przy alei Piłsudskiego

IMG_5924

IMG_5926

IMG_5927

IMG_5930

IMG_5932

IMG_5933

IMG_5934

IMG_5935

IMG_5936

IMG_5937

IMG_5940

IMG_5942

Warto przypomnieć, jakie skarby kryje kamienica usytuowana bliżej Alei Piłsudskiego: https://aniaontour.wordpress.com/2010/06/21/ludowo-kolorowo/ (zdjęcie drugie).

podwórze na Białówny

Na początku października zmierzałam na umówioną godzinę 12:00 pod białostocki ratusz. Początkowo chciałam skorzystać z miejskiego roweru, ale pomyślałam, że jadąc nie zobaczę tyle, co idąc pieszo, a już na pewno nie zrobię tyle zdjęć. Po drodze zajrzałam na podwórze między blokami przy ulicy Białówny. A tam, jak gdyby nigdy nic, stoją sobie jeszcze chlewki/chlewiki/komórki gospodarcze (proszę wybrać odpowiednią nazwę – słyszałam wszystkie z nich). Na jednej ze ścian widać jeszcze pozostałości po starym muralu (co dokładnie przedstawiał?). A pod blokami kwitły słoneczniki :)

IMG_2915

IMG_2916

IMG_2917

IMG_2918

IMG_2919

Utracona kamienica

Całkiem niedawno zaprezentowałam Wam mój subiektywny ranking białostockich kamienic. Tradycyjnie ubolewałam nad tym, że z przedwojennego krajobrazu miasta tak niewiele pozostało. Najbardziej żal mi jednak tych budynków, które ocalały wprawdzie w wojennych zniszczeniach, jednak już po 1945 roku zostały zburzone. Nieodżałowany jest tu oczywiście Hotel Ritz, który mógłby być dziś prawdziwą architektoniczną perłą. Podobnie kamienica na rogu Rynku Kościuszki i Sienkiewicza, ta z pięknymi kolumnami. Ale czy wiedzieliście, że w miejscu dzisiejszej pijalni czekolady Wedla również stała całkiem ładna kamienica, która przetrwała wojnę? Nie pasowałaby wprawdzie do zaprojektowanej przez Stanisława Bukowskiego pierzei Rynku, ale miałaby z pewnością o wiele większą wartość historyczną i walory estetyczne. Naprawdę szkoda, że ją zburzono.

F1030014

F1040046