pocztówki (32)

Wczesna jesień w Białymstoku. Jedno z częściej spotykanych ujęć miasta. Dwa najbardziej charakterystyczne kościoły z grodu nad Białą na jednym planie. Niemalże idealnie wpisane w perspektywę Rynku Kościuszki i ulicy Lipowej. Przez niektórych określane infantylnie jako kościół biały i kościół czerwony. Nie lubię tych uproszczeń w mowie ludzi dorosłych. To taka krótka dygresja. A pocztówka sama w sobie bardzo zwyczajna, ale chyba przez to po prostu ładna.

pocztówki (30)

Wczoraj moi Rodzice byli na przedstawieniu w Białostockim Teatrze Lalek. Moja w tym sprawka, ponieważ lubię czasem powyszukiwać jakieś ciekawe wydarzenia kulturalne w Białymstoku, chociaż sama nie mam możliwości skorzystania z większości z nich. Pisałam już kiedyś w notatce Wspierajmy kulturę! W Białymstoku też! o moich ulubionych kulturalnych miejscach w naszym mieście, które staram się odwiedzać przy każdej możliwej okazji, ale jednak co innego wpaść do Białegostoku na kilka dni, a co innego mieszkać w nim na co dzień i mieć wszystkie bieżące atrakcje na wyciągnięcie ręki. Żyjąc w Warszawie mam oczywiście dostęp do niezliczonej ilości kulturalnych eventów, jednak wciąż łaskawym okiem spoglądam na to, co dzieje się w Białymstoku. Paradoksalnie czasem mniej wcale nie oznacza gorzej. W dużych ośrodkach kulturalnych wachlarz wydarzeń jest tak bogaty, że często przeciętny pracujący na etacie człowiek nie jest w stanie trzymać ręki na pulsie i korzystać ze wszystkich wartościowych spotkań, prelekcji, spektakli, wystaw i całej plejady innych atrakcji. Natomiast żyjąc w Białymstoku można moim zdaniem bardziej doceniać wszelkie działania na polu kulturalnym, ponieważ nie ma ich AŻ tyle, co nie oznacza, że jest ich TAK mało (jak zdarza mi się przeczytać czy też usłyszeć). Nierzadko ludzie narzekają, że nic, tylko marazm (bo tak najłatwiej), ale zapytani, czego tak naprawdę oczekiwaliby od oferty kulturalnej Białegostoku, nie potrafią nawet nazwać swoich rzeczywistych preferencji. Mnie cechuje jednak lokalny patriotyzm, który niejako wręcz nakazuje mi wspierać działania lokalne. Dlatego korzystam zarówno z wydarzeń kulturalnych w Warszawie (zazwyczaj po ostrej selekcji), jak też i tych w Białymstoku (przy okazji niemalże wszystkich moich pobytów w hajmacie). Białostocki Teatr Lalek to zazwyczaj pierwsza myśl towarzysząca planowaniu czasu wolnego w Białymstoku („Oby podczas mojego pobytu akurat coś grali!”). Już jako dziecko uwielbiałam tam chodzić na przedstawienia dla dzieci. W sumie pewnie i dziś chętnie zobaczyłabym klasyczny kukiełkowy spektakl jak za dawnych lat. Darzę to miejsce wielkim sentymentem i cenię wszelkie przedsięwzięcia BTL-u. A wśród domowych szpargałów znalazłam nawet zestaw dziewięciu pocztówek z ujęciami z przedstawień naszego teatru lalek. Nawet pamiętam, jak prosiłam moją Mamę, żeby mi je kupiła :) Jedną z pocztówek kiedyś wysłałam, ale osiem pozostało do dziś. Wspomnień czar :)

img_6914

img_6915

pocztówki (29)

Pamiętam, kiedy jedna z moich koleżanek, pochodząca z innego regionu Polski i chyba niespecjalnie pozytywnie nastawiona do naszego miasta, powiedziała podczas wieczornego spaceru po Białymstoku, że po zmroku to on [patrz: Białystok] nawet jeszcze jakoś wygląda. Komentarz zbyłam milczeniem, aczkolwiek w duchu zastanowiłam się, co w tym Białymstoku jest za dnia aż takie złe… Oczywiście nie jestem w moich opiniach obiektywna, gdyż patrząc sercem, widzi się zawsze to, co dla oczu przyjezdnych niewidoczne. Ale faktycznie Białystok należy do tych miast, które po zachodzie słońca prezentują się korzystnie. Nie, nie chodzi o brud i szarość miasta, które giną nagle pod osłoną nocy. Białystok jest miastem czystym i nawet podczas jesiennej mgły nie działa na mnie przygnębiająco. Jesień to ten czas, kiedy czuć u nas w powietrzu zapachy nieobecne już chyba w innych większych miastach Polski. Dym z kominów prywatnych domów opalanych drewnem lub węglem uderza bowiem w nozdrza szczególnie silnie (czy tylko mnie?), ale nie drażni (o ile to nie dym palonych przez nierozsądnego sąsiada śmieci) i miesza się z ostrym i zimnym powietrzem (wciąż jeszcze dużo świeższym niż to, którym oddycham teraz na co dzień). Nie, nie czuć tego w centrum miasta, ale wystarczy udać się na obrzeża, aby po zapachu jesieni rozpoznać Białystok. Szczególnie lubię jesień wieczorem – rześkość, wilgoć – taka swoista mieszanka, która do grudnia mnie nie denerwuje, a w przedwiośniu staje się nieznośna. Białystok wieczorem jest spokojny. Lubię ten moment, kiedy po trasie Warszawa-Białystok wjeżdżamy do miasta, ruch na ulicach jest stonowany i nawet przez zamknięte szyby słychać, że jest ciszej. Potrafię żyć w zgiełku dużego miasta i lubię to. Ale Białystok nie należy do tych miejsc, do których taki zgiełk i przesadny ruch pasują. Jest normalny – bywa tłoczny i głośny, ale w końcu nadchodzi ten moment, kiedy staje się coraz bardziej stonowany. I to jest moim zdaniem fajne. Proporcje nie zostały u nas zachwiane – jest czas na pracę, bieganinę po urzędach, zakupy, przepełnione parkingi w centrach handlowych i duży ruch uliczny, ale wciąż jest jeszcze czas „po”. Białystok wieczorem daje znać, że pora na odpoczynek – w knajpie ze znajomymi, na imprezie, w teatrze, w kinie, na siłowni, w domu. A przy okazji ładnie wygląda i nieco tajemniczo do nas mruga ;)

To tytułem wstępu. A teraz dwie pocztówki z lat dziewięćdziesiątych, na których możecie zobaczyć nasze miasto nocą.

img_6903

img_6907

pocztówki (28)

Reaktywuję cykl pocztówkowy. Okazało się bowiem, że prócz zbiorów Babci Haliny mam też i zbiory własne (wakacyjne porządki przyniosły wiele zaskakujących odkryć). Nie są wprawdzie aż tak obszerne, jednak ani jedna z pocztówek nie pokrywa się z tymi, które już Wam pokazałam. Jako że cieszymy się obecnie piękną wczesnojesienną pogodą, zaprezentuję dziś zestaw adekwatny do pory roku. Trzy jesienne ujęcia Białegostoku: ulica Lipowa, wiadukt na Dąbrowskiego oraz Park Branickich.

img_6904

img_6906

img_6909

PS Wszystkie pocztówki nabyłam już sama na poczcie w celu założenia własnej kolekcji kartek pocztowych z Białegostoku, ponieważ już wtedy bardzo imponowały mi regionalne zbiory mojej Babci. Chyba mogę zatem mówić o początkach świadomego zainteresowania swoją „małą ojczyzną”.

pocztówki (27)

Proszę Państwa. Zasoby moich zdjęć pocztówkowych kończą się! Ale spokojnie! Po Świętach Wielkanocnych zacznie się kolejna tura! Jak to dobrze, że można liczyć na zbiory Babci Haliny :) Mam dla Was na zakończenie serii trzy pocztówki z Białymstokiem z dawnych lat :)

IMG_9454

IMG_9455

IMG_9458

pocztówki (26)

Plac Uniwersytecki. Jak nazywał się kiedyś? Ciekawostka – przez obecny zielony placyk na rondzie można było kiedyś przejść, a teraz do przejścia dla pieszych musimy zrobić mały spacerek :) Poza tym niewiele się w tym miejscu zmieniło. Bloki mają wprawdzie nowe elewacje, ustawiono rzeźbę „Maska”, ale to zmiany kosmetyczne. Tylko tej naszej sławnej białostockiej zieleni zrobiło się jakby nieco mniej …

IMG_9457