Muzeum Historyczne w Białymstoku

W niedzielę pogoda w Białymstoku była beznadziejna. Ponuro, chłodno, w końcu spadł śnieg z deszczem. Mimo wszystko postanowiliśmy nie przesiedzieć całego dnia w ciepłym domu. Po kościele zahaczyliśmy o księgarnię na ulicy Warszawskiej, tę z ładnym neonem „KSIĘGARNIA”. Byliśmy jedynymi klientami. Zakupiłam kalendarz na nowy rok – udało się znaleźć taki lekki, w formacie A5 i z pionowym tygodniowym rozkładem na obu stronach. Jestem tradycjonalistką i mimo wszelkich nowoczesnym rozwiązań w smartfonach i tabletach kupuję co roku klasyczny kalendarz, który chyba tylko w trakcie urlopu opuszcza moją torebkę i ląduje w walizce. Bo przecież bez kalendarza tak naprawdę nigdzie się nie ruszam.

Zmierzając w stronę ulicy Pałacowej, dotarliśmy do kamienicy Cytronów. To jeden z tych pałacyków fabrykanckich, które do dziś możemy podziwiać w Białymstoku. Obecnie mieści się w nim Muzeum Historyczne. Byłam w nim raz, już dawno temu, jeszcze z babcią i dziadkiem. W międzyczasie wyprawiłam tam kilka razy moich rodziców, ponieważ znalazłam informacje o ciekawych wystawach czasowych, a że oboje lubią historię Białegostoku, nie musiałam ich długo namawiać na wizytę. Tym razem postanowiłam zabrać tam Janusza, a właściwie to przede wszystkim szukałam pretekstu, żeby samej ponownie tam zawitać.

Dochodziła godzina 14:00. Byliśmy chyba jedynymi zwiedzającymi w ten ponury dzień, ponieważ pani kustosz włączyła nam wszystkie światła w salach wystawowych. Nie lubię tego uczucia, ale z drugiej strony myślę sobie, że muzealnicy cieszą się w dzisiejszych czasach pewnie z każdego gościa i z każdego sprzedanego biletu.

img_7456Bilet normalny kosztuje 8 zł. W soboty wystawy stałe można zwiedzać bezpłatnie.

img_7457

Do pełni szczęścia brakuje mi już tylko wizyty w Muzeum w Bielsku Podlaskim. Pozostałe placówki zdążyłam już odwiedzić. Ale po świętach wybieram się do Muzeum Rzeźby im. Alfonsa Karnego, ponieważ moja ostatnia wizyta w tej placówce miała miejsce grubo ponad 15 lat temu.

W Muzeum Historycznym można obejrzeć naprawdę ciekawą stałą ekspozycję pod tytułem „W białostockiej kamienicy”. We wnętrzach pałacyku odtworzono z powodzeniem wystrój typowej fabrykanckiej kamienicy z Białegostoku. Tak na początku XX wieku mieszkali bogaci mieszczanie w naszym mieście. Godne pozazdroszczenia. Szczególnie ta wspaniała jadalnia. Zgodnie stwierdziliśmy, że idealnie nadawałaby się na wystawną rodzinną wieczerzę wigilijną :) Imponujące wnętrza, atmosfera mieszkania w kamienicy – to w Białymstoku rzadkość. Dlatego warto zobaczyć je na własne oczy i zastanowić się, co by było, gdyby historia potoczyła się inaczej… Na zachętę zajrzyjcie do galerii zdjęć na stronie muzeum.

img_7454 img_7455

Na piętro prowadzi nas stylowa klatka schodowa. W Poznaniu, Wrocławiu czy Krakowie mnóstwo ludzi ma taki widok na co dzień, ponieważ mieszka w starej stylowej kamienicy. U nas takie uroki tylko w muzeum…

img_7453

Godna uwagi jest oczywiście makieta miasta z czasów Branickich. „Białystok – makieta barokowego miasta” ukazuje Białystok za czasów Jana Klemensa Branickiego. Można stać i podziwiać.

img_7448

img_7449

img_7450

img_7451

Na ścianach w sali ekspozycyjnej znajdziemy również obrazy Białegostoku autorstwa białostoczanina Czesława Sadowskiego oraz Józefa Zimmermana, białostoczanina z wyboru, który opuścił Warszawę i osiadł wraz z żoną w Białymstoku.

W kolejnej sali zaprezentowano makietę nieodżałowanego hotelu Ritz. Można się tam poczuć jak w latach międzywojennych. Na potrzeby wystawy stworzono również animację ukazującą hotel w czasach jego świetności. Klimatu dopełnia odpowiednia muzyka.

img_7452

Do końca stycznia 2017 roku oglądać można jeszcze wystawę czasową Skarb ze Złotorii. Jak na nasz puszczański region odkrycie wczesnośredniowiecznych monet to nie lada gratka dla miłośników historii :)

Reklamy

Rowerem po Bażantarni i okolicach

Wnioskując z szybkości Waszych odpowiedzi pod moją ostatnią zagadką, bywacie na Bażantarni dużo częściej niż ja :) Wielu z Was bezbłędnie ulokowało powyginaną rurę ciepłowniczą na ulicy Magazynowej. Ja na Bażantarni goszczę bardzo rzadko, dlatego postanowiłam specjalnie tam wybrać się na wycieczkę rowerową. W sobotnie popołudnie byłam jedyną rowerzystką w okolicy, podczas kręcenia się po tamtejszych ulicach minęłam tylko jeden samochód i dwie osoby spacerujące po ulicy Sejneńskiej. Pusto i cicho! Wszystko zaczęło się jednak na ulicy Transportowej, zatem jeszcze na Nowym Mieście. Kiedyś zapuściliśmy się tam z Januszem na rowerach, ale jechaliśmy w stronę ulicy Składowej, natomiast tym razem postanowiłam sprawdzić, dokąd tak naprawdę prowadzi ulica Transportowa w drugą stronę. Na początek zdjęcie najzabawniejszego z wyglądu akademika w mieście, tak zwanych „ołówków”:

IMG_3884

Przy okazji dowiedziałam się, że przy ulicy Pułaskiego powstaje kolejny kościół w mieście (co o tym myślę, mogliście przeczytać już kilka lat temu we wpisie Witajcie w Mieście Miłosierdzia!). Obecnie z perspektywy ulicy Transportowej prezentuje się następująco:

IMG_3882

Przy ulicy Transportowej napotkałam oczywiście kolejną „Biedronkę” w mieście, przybytek „Lokalna”, o którym czytałam swego czasu dużo pozytywnych opinii w sieci, ale nigdy się tam nie stołowałam, no i oczywiście bloki, bloki, bloki, bloki – do znudzenia bloki. Po lewej stronie możecie zobaczyć chyba najładniejszą nową szkołę w Białymstoku (może nie jest już tak bardzo brandneu, ale wciąż zalicza się jednak do nowych budynków szkolnych):

IMG_3881

Następnie skręciłam w ulicę Ekologiczną. Niewiele jest miejsc w Białymstoku, w których nigdy w życiu nie byłam, ale tym razem uczciwie przyznaję, że moja stopa, a właściwie mój rower, stanął tam po raz pierwszy. I takiej ciszy jak tam (nie wiem, czy to kwestia sobotniego popołudnia, czy jest tam tak z natury) nie słyszałam w mieście już bardzo dawno. Jedyny hałas powodował mój rower, ale kiedy w końcu zatrzymałam się na mały rekonesans, stwierdziłam, że panuje tam cisza jak na wsi. Jestem miłośniczką ciszy, więc z miejsca daję plus temu miejscu :) Janusz śmieje się nawet, że „Cisza jak ta” Budki Suflera powinna być moim hymnem ;) Przy okazji cyknęłam zdjęcie elektrociepłowni w Starosielcach:

IMG_3883

Największe niespodzianki spotkały mnie jednak na osiedlu Ścianka, o którym wiedziałam mniej więcej tyle, że jest za Bażantarnią, dojeżdża tam tylko autobus linii 6 i mieszkał tam kiedyś jeden z moich znajomych. Na końcowym przystanku szóstki byłam raz. Wydaje mi się, że trudno jest tam mieszkać bez samochodu, ponieważ lokalizacja tego małego osiedla jest dość specyficzna – za dzielnicą przemysłową, nawet do większego spożywczaka jest stamtąd kawałek, a po zmroku to sama nie wiem, czy chciałabym tam zmierzać tak w pojedynkę pieszo lub nawet na rowerze. Plus to na pewno cisza – to już wiecie :) Widać, że powstaje tam też trochę nowych domów, niektóre są faktycznie oryginalne i odjechane, ale ich właściciele na pewno dysponują autem :) Przy ulicy Oboźnej natrafiłam na opuszczone boisko i krzyż z XIX wieku, który stoi chyba na prywatnej posesji.

IMG_3892

IMG_3893

Dzisiejszy stan Bażantarni oddaje niestety stan przemysłu w Białymstoku, który szczególnie od kilku lat jest rozkładany na łopatki: więcej nostalgii niż przemysłu. Ulice na Bażantarni są w fatalnym stanie, zakładów przemysłowych coraz mniej, okolica bardzo zaniedbana. Smutno to wszystko wygląda, zwłaszcza w zestawieniu z tym, co opowiadała mi kiedyś moja mama (dziadek był kierownikiem w mleczarni na Bażantarni). W oddali słyszę już głosy, że to przecież postęp czasu, że teraz takie zakłady nie utrzymują się już w żadnym mieście, że przyszło nowe. Terefere. Na Bażantarni jest przygnębiająco.

Wiadukt nad ulicą Octową:

IMG_3894

Przejazd kolejowy na ulicy Sejneńskiej:

IMG_3895

Konsorcjum Stali, oddział w Białymstoku:

IMG_3890

Agrovita Białystok. Dawniej BZPOW. Najlepsze majonezy, ogórki konserwowe, musztardy, dania gotowe… W ogóle najlepsze! Powinni zdetronizować Krakusa na polskim rynku! :) Ale niestety nie mają już w ofercie kultowych Bebi-Soków…

IMG_3888

IMG_3889Z ulicy Octowej udałam się Składową na Słoneczny Stok, ale o tej części miasta napiszę innym razem…

zgadywanki

Poprzednia zagadka okazała się być bardzo prosta. Ceglany dom ze zdjęcia znajduje się oczywiście przy ulicy Ciepłej, widać go doskonale z ulicy Jurowieckiej. Dziś dla odmiany zapytam Was o ulicę, a nie o budynek. Sama bywam tam bardzo rzadko i nie ukrywam, że ta powyginana rura zrobiła na mnie spore wrażenie ;) Zatem: w jaki rejon miasta się zapuściłam i jak nazywa się przedstawiona na zdjęciu ulica? :)

IMG_3885

Kijowska street art

O istnieniu tych malowideł wiedziałam już od dawna (no dobrze, poza kotem, bo z perspektywy ulicy trudno go zobaczyć), ale nie mogłam się zmobilizować, żeby wreszcie zrobić im zdjęcia. Dziś przejeżdżaliśmy przez ulicę Kijowską i postanowiłam skorzystać z okazji. Nagle dopadła mnie myśl, że przecież przy mojej kolejnej wizycie w Białymstoku jednej z tych kamienic może już nie być. Budynek przy Kijowskiej 1 jest przecież zabytkiem, ponoć ma w nim powstać nawet muzeum, za do bardzo mocno trzymam kciuki. Ale co do wypatroszonego budynku (można tak jeszcze o nim mówić?) nie mam już takiej pewności. Dlatego pod wpływem chwili spytałam, czy możemy tu na chwilę stanąć. Graffiti z okazji przedstawienia „Upiór w operze” można spotkać na rożnych budynkach, barakach, a nawet na rozdzielni prądu (odsyłam do postu Wokół (nielubianej) opery) w bezpośrednim sąsiedztwie instytucji przy ulicy Odeskiej 1. Lubię takie miejskie drobiazgi, bo sprawiają, że nawet na dawne opuszczone kamienice z Chanajek milej się patrzy, choć niezmiernie mi ich szkoda. Na Kijowskiej budują się już nowe bloki (to chyba jedna z niewielu rzeczy, która w Białymstoku wychodzi, jednak ku ogólnemu niezadowoleniu mieszkańców), które całkowicie zmienią charakter tej od zawsze biednej i przez lata zaniedbywanej części Białegostoku. Dlatego spieszcie z aparatami, jeśli chcecie uchwycić coś jeszcze z tych dawnych Chanajek. Ja już tam byłam, nawet kilka razy, o czym przy okazji chętnie przypomnę: Chanajki

IMG_1884

IMG_1885

IMG_1894

IMG_1886

IMG_1887

IMG_1888

IMG_1889

IMG_1890

IMG_1893

IMG_1895

IMG_1896

IMG_1891

Niecukierkowy spacer

Między Bożym Narodzeniem a Sylwestrem wybrałam się na spacer po zdecydowanie mało spacerowej części miasta. Już od dawna nosiłam się z zamiarem pokazania terenów w rejonie ulic Waryńskiego, Włókienniczej i Jurowieckiej, ale tradycyjnie brakowało mi czasu. W Białymstoku bywałam ostatnio dość rzadko, ale mam nadzieję, że obecna poprawa w tej materii nie jest tylko tymczasowa i uda mi się znów być bardziej na bieżąco, a nie tylko na odległość z pulsem miasta. Wszystko zaczęło się od marszu do sklepu zielarskiego na Alei. Obraziłam się nieco na chemię, odkrywam nowe i tanie produkty naturalne – życie wymusiło, taka sytuacja ;) A sklep polecam, podobnie jak ten nieco ukryty przy ulicy Wysockiego :) Po poczynionych sprawunkach skierowałam się w stronę północnego odcinka ulicy Waryńskiego. Lubię ten klimat, bo jest autentyczny. Lubię przejść się po kocich łbach, które wiele pamiętają. Na ścianie narożnej kamienicy natknęłam się na duży wydruk, który całkiem niechcący dobrze komponuje się z wysprejowanym obok sercem:

IMG_1531Galeria Sleńdzińskich nie zmieniła się ani trochę. O niej już na tym blogu wspominałam: A tu kiedyś była synagoga … oraz Galeria Sleńdzińskich czyli synagoga Cytronów kiedyś. I o tym, że darzę ją szczególnym sentymentem za niezapomniane zajęcia plastyczne w szkole podstawowej. Budynek z nią sąsiadujący od lat straszy nas byle jakim, brudnym już tynkiem. Taki niby odnowiony, ale jednak stary i zaniedbany. Tuż nieopodal dawna SP 12. Oraz nowy blok. A jakże! W Białymstoku zawsze znajdzie się miejsce pod nowy blok, a jeszcze lepiej apartamentowiec! Życzę tej ulicy wszystkiego najlepszego. Nawet oddałam głos na projekt jej renowacji w budżecie obywatelskim, mimo że w zasadzie jestem przeciwko finansowaniu inwestycji drogowych z tej puli pieniędzy. Ale tak chciałabym, żeby udało się kiedyś stworzyć taką jednostronną zabytkową ulicę wśród bloków. Jestem nawet w stanie to sobie wyobrazić, choć pewnie inaczej, niż wyobrażaliby to sobie nasi miejscy włodarze …

IMG_1533

IMG_1534

IMG_1535

Dawno nie było mnie też przy fabryce na ulicy Częstochowskiej. Ostatni raz chyba w 2010 roku, kiedy zbierałam materiał do wpisu Co się stanie z Manchesterem Północy? To bardzo ciekawy budynek, ze świetnymi oknami i prawdziwie industrialnym klimatem. Ale oczywiście zaniedbany i z nieznaną przyszłością. W jednej części mieści się hurtownia z artykułami AGD – byłam w niej raz, ale wybór i ceny faktycznie zachęcały do zakupów. Wtedy jednak nie gotowałam jeszcze tak chętnie jak teraz, więc obawiam się, że przy kolejnej wizycie powinnam zaopatrzyć się w większą ilość gotówki ;) Otóż tak, w ramach małej dygresji mogę się Wam pochwalić, że ze szczególną lubością gotuję zupy i zaczynam podejrzewać, że talent odziedziczyłam po mojej Babci :) Janusz wręczył mi nawet w prezencie książkę kucharską o zupach właśnie, ale na razie zdaję się jeszcze na moją wyobraźnię i gotuję na czuja i na oko ;) Dobrze, wracam na ziemię. Pamiętacie jeszcze czasy squatu w fabryce na Częstochowskiej? Do dziś przypomina o tym napis nad wejściem. Ale sam budynek nadałby się pewnie na plan filmowy amerykańskiego filmu sensacyjnego … Ciekawi mnie, kto jest właścicielem tego gruntu i jakie są szanse na przywrócenie tej industrialnej architekturze dawnego blasku.

IMG_1540

IMG_1541

IMG_1542

IMG_1543

Kolejnym punktem na trasie mojego spaceru były „bulwary” nad Białką od strony ulicy Włókienniczej. Zajrzałam jeszcze na basen. Przez kilka lat chodziłam tam w czwartki na 21:15. Bardzo go lubiłam za tę robiącą wrażenie głębokość 3,5 m. Uwierzcie mi, głębokość 1,8 m nie robi na mnie ŻADNEGO wrażenia ;) Nad rzeką (o rany, jak to pokracznie brzmi w odniesieniu do naszej poczciwej Białki!) odkryłam ścieżkę rowerową i brak chodnika, spotkałam dużo ludzi spacerujących z psami i zobaczyłam panoramę ulicy Jurowieckiej, która wywołała we mnie cykl myśli w stylu „Białystok miast innych”. Zaraz wyjaśnię.

IMG_1547

IMG_1550

IMG_1552

Szczególnie spodobała mi się zabytkowa kamienica przy Jurowieckiej prześwitująca przez trawy i drzewa. To taki relikt przeszłości na tej skądinąd brzydkiej dziś ulicy. Pierzeja bloków i kamienic widziana zza wody uruchomiła w mojej wyobraźni liczne skojarzenia z kamienicami nad kanałem w Berlinie, nad rzeką w Monachium, nad Wiedenką w Wiedniu … Tak, mój mózg ma naprawdę duże możliwości ;) Zatem wyobraziłam sobie taką przeciętną ulicę z przeciętnymi, ale jednak zadbanymi kamienicami lub niewielkimi blokami, w których na dole mieszczą się lokale usługowe, kawiarnie i piwiarnie dla lokalnych mieszkańców, warzywniak, sklep spożywczy. Normalne miasto, normalna ulica, normalne domy. Obok kanał lub nawet ciek wodny. Pod domem przystanek autobusowy. Dość długo przyglądałam się tym „jurowieckim” kamienicom i doszłam do wniosku, że niewiele mamy takiej spójnej zabudowy miejskiej. Jeśli bloki, to każdy oddzielnie. Jeśli kamienice, to każda oddzielnie ocalała w niepasującym już dziś do niej otoczeniu. A tam na Jurowieckiej taki fragment miasta, który potrafi pobudzić wyobraźnię. Przynajmniej moją :) Jako dziecko bardzo nie lubiłam tej ulicy, między innymi przez palące latem słońce. Ale dziś zaczynam patrzeć na nią nieco inaczej. Wspaniale by było, gdyby tereny nad Białką pozostały niezabudowane. Można byłoby przeznaczyć je na tereny rekreacyjne … Hm, ale zaraz – wolny teren w Białymstoku? Bez bloków? To się przecież nie godzi!!!

IMG_1553

IMG_1556

IMG_1565

Przy Włókienniczej zachował się do dziś wciąż jeszcze niespalony drewniany dom wielorodzinny. Jest wprawdzie niezamieszkały, ma zabite dechami okna, ale jednak jeszcze nikt go nie zburzył … Powiecie „kwestia czasu”? I pewnie się z Wami zgodzę. Zamiast umiejętnie chronić i komponować drewnianą zabudowę miejską, w Białymstoku wybiera się rozwiązanie tańsze. Usuwa się niewygodne budynki, bo „idzie nowe”. Zawsze zastanawiam się, jak to jest, że Finlandia, taki bogaty kraj, nie ma żadnego problemu z pozostawieniem drewnianej zabudowy miejskiej nawet przy głównych ulicach, a taki Białystok ma. Ha! W takich chwilach naprawdę jestem w stanie zgodzić się ze stwierdzeniem „Białystok to stan umysłu”. Tylko nieszczęśliwie to właśnie ci niektórzy od stanu umysłu mają jakoś dziwnie dużo do powiedzenia i zbyt często lądują w mediach i we władzach. A, przypomniało mi się jeszcze, jak bardzo bałam się tego domu jako dziecko. Drzwi na klatkę schodową były w nim niemal zawsze uchylone, a ja obawiałam się, że wyjdzie z nich jakiś potwór!

IMG_1560

IMG_1561

Tuż obok mieści się budynek TVP Białystok. Z dzisiejszych reklam po Obiektywie dowiedziałam się, że nasza telewizja regionalna jest najchętniej oglądaną telewizją regionalną TVP w Polsce:) Takie rewelacje! Wyobraźcie sobie, że moja rodzina z Łodzi bardzo chętnie oglądała u nas Obiektyw. Jak wyglądają zatem wiadomości o 18:30 w innych regionach Polski, skoro, cytując „ten wasz Obiektyw jest taki ciekawy”?

IMG_1563

Przespacerowałam się też nad Białkę pod budynek fabryki. I znowu poniosła mnie moja wyobraźnia, bo jakby to było, gdyby takich budynków było kilka obok siebie, każdy odnowiony, tuż nad rzeką … :) W istocie fabryka jest jedna, pan po drugiej stronie patrzył na mnie z dość dużym zdziwieniem (pewnie pomyślał sobie coś w stylu „chyba jakaś nienormalna, co ona taki syf fotografuje”) ;) A ja jednak fotografowałam! Również od frontu. Zwróćcie uwagę na nowy dach! To dobry objaw!

IMG_1564

IMG_1568

IMG_1575

IMG_1576

A skoro już przeszłam na ulicę Jurowiecką, cyknęłam jeszcze zdjęcia dwóch domów po przeciwnej stronie. Jeden z nich to doskonały przykład architektury w duchu białostockiej szkoły muratorskiej (między innymi czerwona i żółta cegła w połączeniu), drugi to ponoć własność rodziny pani Łucji Prus. Nie jestem pewna na 100%, ale obiło mi się o uszy, że ona sama tam kiedyś, kiedyś mieszkała. Zaraz za wiaduktem kolejowym natrafimy na kolejny zabytkowy dom utrzymany w tym samym stylu. Zajrzyjcie do zgadywanek.

IMG_1572

IMG_1574

A instalacja na sklepie myśliwskim od lat bez zmian :)

IMG_1573

Do domu wróciłam przez Białostoczek. Ale o tym będzie przy innej okazji … Ktoś z Was nabrał może ochoty na taki nieszablonowy spacer?

Co pozostało po Fabryce Nowika?

Moi stali czytelnicy wiedzą, że uwielbiam architekturę przemysłową. W Białymstoku mamy jeszcze trochę zabudowań pofabrycznych, ale w dobrym stanie zachowało się, niestety, niewiele z nich. Swego czasu zastanawiałam się już, co się stanie z Manchesterem Północy? Dziś kolej na pozostałości po dawnej fabryce Nowika. Słowo „pozostałości” jest tu jak najbardziej na miejscu, ponieważ z ogromnej manufaktury prawie nic się nie zachowało. Jeden budynek i wieża ciśnień. Obok wyrosła Galeria Biała, która w swojej formie miała nawiązywać do przeszłości tego miejsca. Moim zdaniem dodanie kilku elementów architektonicznych sprawy nie rozwiązuje. Cóż, pozostaje chyba nam się tylko cieszyć, że chociaż te dwa budynki, które ocalono, zyskały nowy blask. Ale nie mają już charakteru. Zachęcam Was do przeczytania historii tej fabryki: Fabryka Nowika. Ludzie mówili, że wisiało nad nią fatum Na stronie skyscrapercity znajdziecie z kolei wiele archiwalnych zdjęć tej fabryki w wysokiej rozdzielczości: Białystok. Fabryki