Szkolne reminiscencje

Gdyby ktoś zadał mi pytanie, który szkolny budynek w Białymstoku jest najbardziej klimatyczny (nie mylić z „funkcjonalny”, bo to niekoniecznie idzie ze sobą w parze), odpowiedziałabym z pewnością, że jest to budynek VI LO przy ulicy Warszawskiej. Byłam tam tylko raz w życiu, kiedy odwiedzałam białostockie licea przed rekrutacją. Wnętrza wywarły na mnie duże wrażenie, a z opowieści taty wynika, że całkiem przyjemnie było się tam również uczyć. Ostatecznie zdecydowałam się jednak na naukę w ILO.

Ale co by było, gdybyśmy zawęzili nasze pole wyboru klimatycznych szkół do szkół podstawowych? Która białostocka podstawówka może poszczycić się najładniejszym budynkiem z klimatem? Mój wybór jest oczywisty – w tym rankingu zdecydowanie wygrywa SP 3 przy ulicy Gdańskiej. (W ramach ciekawostki – to szkoła, do której uczęszczała moja babcia). Uważam, że bryła tego budynku, kształt okien są po prostu wspaniałe, a niedawno przeprowadzony remont tylko podkreślił wyjątkowość tego miejsca. Trudno mi oceniać wygląd wnętrz, mogę skupić się jedynie na widoku z zewnątrz. Spójrzcie sami. Ze świecą szukać ładniejszej podstawówki w mieście:

Zatem na szczycie zestawienia bezapelacyjnie plasuje się SP 3, jednak jest jeszcze kilka podstawówek, które również mają w swoim wyglądzie coś wyjątkowego.

SP 8 (ul. Jesienna)

SP 20 (ul. Leśna)

SP 4 (ul. Częstochowska)

fot. podlaskie.tv

SP 14 (ul. Pułaskiego)

Budynek SP 26 czyli mojej szkoły podstawowej, nie należy do tych szczególnie wyróżniających się. Ot, bryła taka, jakich setki w Polsce. Jak już zapewne wiecie, darzę tę szkołę szczególnym sentymentem. O moich wspomnieniach pisałam już tutaj. Dziś chciałabym Wam jeszcze pokazać trochę szpargałów, na które natknęłam się latem podczas generalnych porządków.

Za moich czasów obchodziliśmy hucznie jubileusz trzydziestolecia szkoły. Z tej okazji każdy uczeń otrzymał okolicznościowe koszulki. Ja moją mam schowaną w szafie do dziś! (Ba, nawet tarczę, chociaż nikt już od nas nie wymagał ich noszenia!)

Czym byłaby szkoła bez gazetki szkolnej? W SP 26 mieliśmy ich naprawdę dużo, ale najcieplej wspominam Echo Osiedla Białostoczek, do którego wraz z koleżankami regularnie pisałyśmy artykuły i które redagowałyśmy. To wielka frajda, móc przeczytać swoje teksty po tylu latach! Ciekawa jestem, czy obecnie na Białostoczku ukazuje się jakieś osiedlowe czasopismo? Chociażby w wersji elektronicznej? Byłoby naprawdę miło, gdyby w Białymstoku wzrastało poczucie przynależności do konkretnych osiedli, gdyby budowanie lokalnej społeczności przyczyniało się do lepszego poznania miejsca zamieszkania i prowadziło do działań zorientowanych na konkretny rejon miasta. Odnoszę wrażenie, że w Białymstoku myśli się głównie w ogólnomiejskich kategoriach, a wyjątkiem od reguły są na przykład działania inicjowane i skupione wokół profilu Ręce precz od Dojlid.

 

 

 

malwy białostockie

Chociaż w obecnych czasach mamy dostęp do coraz bardziej egzotycznych roślin, i tak najwięcej pozytywnych emocji wywołują kwiatowe ogródki w starym stylu. Pewnie każdy z nas kojarzy sielskie wiejskie domki ukryte w gąszczu tradycyjnych polskich kwiatów – to przecież gotowe plenery do obrazów czy zdjęć. Są naturalnie piękne, nie planował ich żaden architekt krajobrazu i nie wydzielono w nich granic niczym od linijki.

Okazuje się, że również wśród bloków w mieście możemy nacieszyć się kwiatami. Im starsze osiedle, tym więcej przyblokowych ogródków. W Warszawie mieszkamy na starym osiedlu o typowo parkowym charakterze, ale i rodzimy Białostoczek może poszczycić się kolorowymi ogródkami. W ubiegły weekend wybraliśmy się w rejon ulic Zagumiennej, Białostoczek i Olsztyńskiej. Dawno tam nie byłam, a obecnie jest to chyba najspokojniejsza część osiedla. Blisko do miasta, cicho jak na wsi – nie przesadzam :) Moją uwagę zwróciły przede wszystkim wolno i dziko rosnące malwy, które akurat w czerwcu rozkwitają. Od razu pomyślałam o piosence Czesława Niemena, który już dawno temu śpiewał o „malwach białostockich” – dla mnie to również kwintesencja podlaskich kwiatowych ogródków.

Kwiaty nad Wisłą mazowieckie
Stokrotki, fiołki i kaczeńce
Zielone wierchy nad Warszawą
Kwieciste nad domami wieńce.
Kwiaty znad Odry, gąszcze, róże,
Stukolorowe pióra pawie
W parkach Szczecina i Opola
W małych ogródkach pod Wrocławiem…

Kaliny, malwy białostockie,
Lubelskie bujne winogrady,
Dziewanny złote pod Zamościem
I w Kazimierzu białe sady.
Kwiaty nad Wisłą, Narwią, Bugiem,
Zbierane w słońcu, przy księżycu
Kocham was kwiaty mej ojczyzny
Nad Odrą, Wartą i Pilicą…

Czesław Niemen / Kwiaty ojczyste

W niedzielę rano wsiadłam na rower i ponownie pojechałam w tamte rejony. Na spokojnie przeszłam się po podwórkach i doszłam do wniosku, że są bardzo zadbane. Prawie w każdym kwartale znajduje się mały i kameralny plac zabaw, wszystkie chodniki są proste, a ogródki w zdecydowanej większości zadbane. Wielu mieszkańców ma w nich również drzewa owocowe, a niektórzy hodują nawet pomidory :)

Dziś miejscy aktywiści starają się przekonać, że życie w mieście nie musi oznaczać odcięcia się od natury. W Warszawie organizuje się wspólne ogrody, w których mieszkańcy mogą uprawiać w skrzynkach swoje rośliny. Na moim osiedlu prężnie działa grupa zapaleńców, którzy wspólnie pielęgnują rabaty i ogródki. A wśród bloków na Białostoczku wszystko to dzieje się tak po prostu, bez dorabiania dodatkowej ideologii. Brawo!

Polecam Wam spacery po osiedlach. Nie tych nowych, z jednym smętnym drzewkiem na trawniku, ale tych starszych. Osiedle Tysiąclecia to chyba najlepszy przykład modelowej zabudowy wielorodzinnej w czasów PRL-u. To również osiedle najbardziej zbliżone klimatem do tego, na którym mieszkam obecnie. Ale i Antoniuk czy poczciwy i ulubiony przeze mnie Białostoczek skrywają wiele urokliwych zakamarków. Czasem niewymuszone piękno mamy tuż pod oknami :)

Osiedle Białostoczek

Ostanie wpisy na blogu zdominowało niejako moje osiedle, a konkretnie zmiany na nim zachodzące. Wiecie już, że nie byłam i wciąż nie jestem zwolenniczką estakady puszczonej nad torami czyli ulicy ks. Michała Sopoćki. Pisałam o tym już kilkakrotnie. Jednak mleko się rozlało i trzeba pogodzić się z obecnym stanem rzeczy. Estakada ma jednak i jakieś plusy – można z niej pooglądać osiedle Białostoczek, i to z takiej perspektywy, z której wcześniej go nie znaliśmy. Zdjęcia, które publikuję w tym wpisie, zrobiłam w sierpniu 2018 roku. Tym razem pokażę Wam część osiedla z blokami, a nie tę z domami jednorodzinnymi i warsztatami policji. Może ktoś z Was zobaczy poniżej swój balkon albo swoje okna :)

Widok na warsztaty kolejowe oraz starą ulicę Sitarską. Domy jednorodzinne w obrębie ulic Giżyckiej, Oleckiej i Suwalskiej. W tyle bloki i wieżowce przy ulicy Radzymińskiej.

A z zieleni wyłaniają się „apartamenty Biedronka” przy 1000-lecia P.P. i Kombatantów. Po lewej stronie szeregówki przy Buskiej/Olsztyńskiej i okoliczne bloki.

Ul. Radzymińska 42, 44 i 46.

Na kolei. Fajnie zobaczyć to wszystko z góry :)

Na pierwszym planie tory w kierunku Sokółki oraz ulica Sitarska.

Do Sokółki? Augustowa? Suwałk? To tędy proszę :) W tle widoczny jest wiadukt nad torami na obwodówce.

Rondo i ulica Sitarska w stronę centrum.

Więcej zdjęć tego starego drewnianego domu z Suwalskiej znajdziecie we wpisie Jeden z ostatnich…

Ulica Sitarska / ulica Sopoćki

W moim subiektywnym rankingu zmian w mieście rok 2018 okazał się przełomowy. Zmieniło się najbliższe otoczenie na moim osiedlu i zamknął się pewien etap mojego życia, ponieważ miejsca związane z okresem mojego dzieciństwa definitywnie przestały istnieć. Osiedla Białostoczek i Antoniuk połączyła nowa ulica – ulica ks. Michała Sopoćki.

Nigdy nie ukrywałam, że nie jestem zwolenniczką budowy tej przeprawy i zdania nie zmieniłam. Dałam temu wyraz we wpisie Białostoczek w fazie zmian. Odnoszę wrażenie, że po początkowej euforii kierowców entuzjazm opadł. Ruch na ulicy Sopoćki nie jest chyba aż tak duży jak się spodziewano, także ten jeden pas udostępniony autom osobowym w zupełności wystarcza. Przy drodze pojawiły się ekrany akustyczne (niestety po jednej stronie tylko symboliczne). Faktycznie nie są zbyt ładne, ale w sytuacji, kiedy na osiedlu wyrosła taka przeskalowana estakada nic już brzydsze być nie może.

Z mojej bardzo osobistej perspektywy zmieniło się bardzo wiele. Osiedle przestaje być spokojnym i zielonym miejscem. Zniknęło mnóstwo drzew, a nowych nasadzeń nie widać. W rejonie ulicy Białostoczek również znika zieleń, ponieważ parkingi okazały się być ważniejsze. Idzie nowe. Asfaltowo-betonowe.

Wiedziałam, że nowa przeprawa drogowa prędzej czy później powstanie, dlatego robiłam zdjęcia ulicy Sitarskiej. Część z nich widzieliście już wcześniej na moim blogu, część jest jeszcze niepublikowana. Miłego wspominania…

PS A dzikie przejście przez tory między ulicami Sitarską i Wiatrakową „działa” w najlepsze. Żadna estakada go nie zastąpi.

Burzenie domu, który stosunkowo niedawno uzyskał pozwolenie na rozbudowę…

31.10 (1)

ul. Jurowiecka 60

Pewien czas temu lokalny świat Internetu obiegła wiadomość, że miasto szykuje się do remontu ulicy 1000-lecia Państwa Polskiego, a co za tym idzie, do przebudowy ulicy Jurowieckiej na odcinku od ronda do ulicy Ciepłej. Szczególnie zasmucił mnie fakt, że ponownie wytnie się mnóstwo drzew, a nowych nasadzeń przewiduje się niewspółmiernie mało. To jest ta polityka miasta, które w folderach promocyjnych wciąż szafuje określeniem „zielony Białystok”, ale które to sukcesywnie tę zieleń w mieście niszczy. A część mieszkańców zgodnie przyklaskuje i woła „jak chcesz zieleni, to jedź do lasu, tu jest miasto!”.

Przebudowa ulicy Jurowieckiej będzie wiązać się z wyburzeniem budynków przy rondzie u zbiegu ulic Jurowieckiej i Poleskiej. Coraz głośniej mówi się, że z mapy miasta może zniknąć murowany dom na rogu wspomnianych ulic. Byłaby to ogromna strata, ponieważ jest to jeden z nielicznych przykładów tak zwanej „białostockiej szkoły muratorskiej” (budownictwo z czerwonej i żółtej cegły). Pozwolę sobie zacytować definicję tego określenia, którą znalazłam na stronie Szlak Dziedzictwa Żydowskiego w Białymstoku.

„Styl ten charakteryzował się wpływami architektury rosyjskiej oraz pruskiej, a także adaptowaniem różnych modnych na przełomie XIX i XX wieku konwencji architektonicznych: neoklasycyzmu, secesji, modernizmu i eklektyzmu”.

Owszem, dziś jest to budynek w bardzo złym stanie i mieszkanie w nim na pewno do luksusów nie należy: Dom w centrum może lada chwila runąć na głowy. Tak żyje białostoczanka z rodziną Chyba nikt nie chciałby się na takie mieszkanie zamienić. Nie wolno jednak zapominać, że obecny stan tego domu wynika z wieloletnich zaniedbań konserwatorskich i polityki miasta, któremu z zabytkami jakoś nie po drodze. Tak, jest to zabytek na miarę naszej historii. I uważam, że o taką zabudowę miasto powinno dbać. A że nie dbało, to mamy efekt jaki widać na zdjęciach… Ze względu na to, że w ostatnim czasie dość rzadko bywam w Białymstoku, chciałabym podziękować Maciejowi z Ręce precz od Dojlid za przesłanie zdjęć i zgodę na ich publikację.

W moich zbiorach znalazłam zdjęcie tego domu wykonane w grudniu 2013 roku:

https://aniaontour.files.wordpress.com/2014/02/img_1572.jpg

Nie zapominajcie, że po drugiej stronie ronda, już przy ulicy Białostoczek, również znajduje się dom w podobnym stylu. Jego stan techniczny również jest zły.

https://aniaontour.files.wordpress.com/2013/12/img_1577.jpg

Wygląda na to, że zostało już niewiele czasu na dokładne obfotografowanie tego budynku, ponieważ ulice w Białymstoku buduje się zadziwiająco szybko… Jeżeli macie jakieś zdjęcia z Jurowieckiej 60, podzielcie się nimi w komentarzach lub na innych stronach poświęconych naszemu miastu. Za kilka lat będą to prawdopodobnie fotografie archiwalne.

Jeden z ostatnich…

Im człowiek starszy, tym bardziej idealizuje okres dzieciństwa i wczesnej młodości. Coś, co nie wzbudzało kiedyś większych emocji, urasta dziś do rangi wspomnień najwyższej klasy. Tak też właśnie postrzegam zabawy na peryferyjnych wówczas ulicach mojego osiedla. Suwalska, Giżycka, dolny odcinek Sitarskiej – piaszczyste ulice, które poza małym wyjątkiem związanym z budową estakady wciąż nie ujrzały polbruku czy asfaltu. Szczególnie dobrze pamiętam okolice wyburzonego domu, za którym rosły bujne drzewa mirabelki. A obok stał stary drewniany dom… Ostatnio było o nim trochę głośniej za sprawą jednej z lokalnych grup na facebooku. Niektórzy spisali go już nawet na straty i uparcie twierdzili, że przecież został zburzony! A tu psikus, bo to jeden z tych ostańców, które jeszcze trwają. I mimo swojej niekoniecznie najlepszej kondycji, wciąż stoją, a zieleń coraz gęściej i ciaśniej je obrasta.

W tym samym ciągu domów, tuż przy ulicy Oleckiej, dość długo trwał podobny drewniak. Obecnie na jego miejscu buduje się nowy dom jednorodzinny. W rejonie Suwalskiej i Giżyckiej natkniecie się ponadto na dwa bordowe drewniane domy z pięknie ukwieconymi ogrodami. Zatem jeszcze nie wszystko stracone, ale dawny Białostoczek żegna się z nami po cichu…

A teraz otwieram oczy niedowiarkom – oto on, dom przy ulicy Suwalskiej 6A.

Białostoczek w fazie zmian

Jak większość z Was pewnie już wie, w Białymstoku wychowałam się na osiedlu Białostoczek i to właśnie ta część miasta jest mi z oczywistych względów najbliższa. Chociaż na stałe mieszkam już od trzynastu lat w stolicy, bywam częstym gościem w rodzinnym domu i staram się być na bieżąco ze wszelkimi zmianami zachodzącymi na „moim” białostockim osiedlu. A tych jest w ostatnim czasie sporo.

Podczas Świąt Wielkanocnych miałam okazję pozwiedzać Białostoczek po dłuższej przerwie i chciałabym podzielić się z Wami moimi refleksjami.

Po pierwsze – nowa sala gimnastyczna przy SP 26. To moja macierzysta podstawówka, z którą mam bardzo dobre wspomnienia i którą z perspektywy czasu coraz lepiej oceniam. Już na początku lat 90 mieliśmy tam białe tablice, sale lekcyjne wyłożone wykładziną, ławki ustawione w kształt tak zwanej podkowy, pojedyncze stoliki i obracane krzesełka – niczym w amerykańskim filmie. Dwie sale informatyczne – to również był powód do dumy! Oczywiście nie wszystkie klasy były tak nowoczesne, jednak był to pewien ewenement jak na tamte czasy. Tym większy szok przeżyłam, kiedy po reformie musiałam zmienić SP 26 na gimnazjum w budynku SP 42. Wyposażenie obu szkół różniło się znacznie. Pod tym względem SP 26 wygrywała, zostawiając konkurentkę daleko w tyle. Warto podkreślić, że obie szkoły niespecjalnie się lubiły. Tak delikatnie mówiąc. Pamiętam „ustawki” po rekolekcjach – oczywiście brali w nich udział uczniowie starszych klas. Doszło do tego, że rekolekcje dla obu szkół organizowano w dwóch różnych terminach, aby uniknąć konfrontacji zwaśnionych uczniów. Dziś wspominam to oczywiście z uśmiechem, ale za czasów szkolnych była to sprawa najwyższej rangi! Dzięki reformie uczniowie obu szkół ostatecznie przemieszali się i polubili, zawiązały się przyjaźnie, które trwają do dziś. O ile dwudziestka szóstka deklasowała czterdziestkę dwójkę wyglądem i wyposażeniem sal, o tyle ta druga miała coś, czego zawsze jej zazdrościliśmy – dużą salę gimnastyczną! Moja podstawówka to mała szkoła wybudowana w latach 60. Nigdy nie mogła poszczycić się salą gimnastyczną czy rozbudowanym blokiem sportowym. Sala była maleńka, w kącie składowało się materace do ćwiczeń, a zajęcia z gimnastyki korekcyjnej odbywały się w małej sali lekcyjnej zaadaptowanej na te potrzeby. Kilka lat temu zgłoszono projekt do budżetu obywatelskiego zakładający remont boisk przy SP 26. Na szczęście zdobył on odpowiednią liczbę głosów i został zrealizowany, dzięki czemu nie trzeba już grać w piłkę na betonowym boisku czy biegać po żwirowej bieżni. Z radością stwierdziłam, że przy szkole powstaje również nowa sala gimnastyczna. Myślę, że jest to powód do zadowolenia, a szkoła będzie potrafiła skorzystać na tym finansowo, wynajmując halę wieczorami. Pierwsza zmiana na osiedlu – in plus!

Po drugie – ścieżka rowerowa. Jestem pieszym, jeżdżę na rowerze i mam prawo jazdy – mogę zatem spojrzeć na tę nową inwestycję z wielu perspektyw. Uważam, że jest niekoniecznie trafiona. Już wyjaśniam mój punkt widzenia. Ścieżkę poprowadzono po tej bardziej ruchliwej stronie osiedla. Droga rowerowa przecina wjazd do Biedronki, ulicę Białostoczek i ulicę Zagumienną. Wieszczę problemy. Nie chcę wybielać kierowców, którzy najczęściej ignorują rowerzystów na ścieżkach, z drugiej strony obserwuję, z jaką brawurą pędzi wielu rowerzystów, mając wszystkich i wszystko w głębokim poważaniu. Akurat te trzy skrzyżowania z ulicą Radzymińską mogą być problematyczne. Poza tym chodnik po tej stronie ulicy został zwężony do minimum. A jednak więcej pieszych przemieszcza się właśnie tym ciągiem, ponieważ zmierza do przychodni, apteki, na przystanek na Zagumiennej, do Stokrotki oraz do Biedronki. Po drugiej stronie ulicy mamy kościół i szkołę – natężenie ruchu pieszego jest tam jednak mniejsze. Również tam umiejscowiona jest stacja wypożyczalni rowerów. Dlaczego zatem właśnie tam nie wybudowano drogi rowerowej? Tym bardziej, że na skrzyżowaniu z Sitarską i tak trzeba będzie przejechać na drugą stronę ulicy? Moim zdaniem komuś zabrakło wyobraźni. Zwróćcie uwagę, jak wąski jest obecnie chodnik wzdłuż ścieżki. Z trudem miną się na nim dwa wózki dziecięce, na bank ludzie notorycznie będą wchodzić na drogę dla rowerów, ale wcale niekoniecznie z powodu ignorancji.

Po trzecie – rondo i przedłużenie ulicy Sitarskiej. Mam do tej inwestycji osobisty stosunek, ponieważ jest ona realizowana na „mojej” części osiedla. Wiem, że prawie całe miasto na nią czeka, moja rodzina jednak niekoniecznie. Jak to mówią – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Wszyscy zadowoleni z inwestycji podkreślają, że plany na budowę tej drogi wytyczono kilkadziesiąt lat temu – prawda to. Jednak w międzyczasie pozwolono tam wybudować ludziom domy, a w 2006 roku wydano również pozwolenia na ich rozbudowę. Taki feler. Ale w Polsce nic mnie już nie zdziwi. Ulica będzie generować spory hałas i spaliny. A jeśli trafi się na opuszczony szlaban na przejeździe kolejowym, szybko stworzy się korek. I od razu uprzedzam – mieszkanie w mieście nie oznacza według mnie bezrefleksyjnej akceptacji narastającego hałasu ulicznego. Ilekroć przeglądam „mądre” fora internetowe, napotykam komentarze w stylu „Jak się hałas w mieście nie podoba, to wyprowadź się na wieś”. Bardzo przyziemna logika, ale moim zdaniem zupełnie niesłuszna. Mieszkanie w mieście nie musi, a nawet nie powinno być dyskomfortem. Można wymagać mądrego poprowadzenia arterii komunikacyjnych, zachowania zieleni i swoistego szacunku dla mieszkańców. Chyba nikt nie chciałby zamieszkać w bloku przy ulicy Radzymińskiej 46 – właśnie tam tuż przed oknami i balkonami przebiegnie ta ruchliwa trasa. Oby na estakadzie pojawiły się ekrany akustyczne – w przeciwnym razie będzie to swoista agonia hałasem. Chciałabym zwrócić uwagę na to, że sama budowa tej ulicy przebiega bardzo chaotycznie i jest, za przeproszeniem, upierdliwa. Wieczne rozkopy, błoto, brak wytyczonych ciągów pieszych. Spójrzcie również na ulicę Hajnowską, na której asfalt urywa się tuż za skrzyżowaniem. Otóż ulica Hajnowska nie należy ponoć do miasta, lecz do policji. Zatem szykujcie się na nagły uskok i zasuwajcie dalej po wyeksploatowanej trylince. Jestem też bardzo ciekawa, jak rondo zachowa się po ulewie. Jest położone w lekkim zagłębieniu, będzie doń zatem spływała woda. A wiecie, jak się teraz buduje kanalizację w Białymstoku – każda ulewa nam o tym przypomina… Powiem tak – mam nadzieję, że moje obawy nie sprawdzą się :)

EDIT: Terminy gonią, więc drogowcy uraczyli dziś (29.04.) okolicznych mieszkańców robotami w niedzielę. Piękna pogoda, a człowiek nawet w ten jeden dzień w tygodniu nie może odpocząć od hałasu maszyn. Brawo za poszanowanie prawa do ciszy i wypoczynku…

[Mam trochę zdjęć z okresu wczesnej budowy – obiecuję, że je opublikuję, żeby tacy nostalgicy jak ja mogli powspominać dawne czasy].

Po czwarte – zniknął chodnik na ulicy Sitarskiej, na którym uczyłam się z dziadkiem nazw polskich rzek. Już wyjaśniam. Asfalt na chodniku (przy dawnym kiosku) był popękany. Spacerując z dziadkiem, uważałam, żeby nie nadepnąć na linie pęknięć, ponieważ to właśnie one były rzekami :) Im grubsza wyrwa, tym większa rzeka. Niby banalna sprawa, a łączy przyjemne (spacer z dziadkiem) z pożytecznym (nauka). Pozostańmy jeszcze na chwilę w kwestii chodnikowej. Muszę jeszcze ponarzekać. Zawsze myślałam, że na Białostoczku są zadbane chodniki, podjazdy dla wózków i że łatwo się tam spaceruje z wózkiem dziecięcym. Ekhm, byłam w błędzie. Dziś powiedziałabym, że to osiedle cechuje nadmiar wąziutkich chodniczków, wkurzających krawężniczków i źle wyprofilowanych podjazdów.

Po piąte – żegnajcie sady… Białostoczek położony jest na terenie dawnych sadów, dlatego jest, a raczej coraz bardziej było tam tak wiele drzew owocowych. Jabłka, mirabelki – to nieodłączny element osiedlowego krajobrazu. Dziś sukcesywnie się te owocowe drzewa wycina, a wraz z ich znikaniem znika również Białostoczek mojego dzieciństwa. Taka kolej rzeczy, świat się zmienia, miasto uprawia swoją politykę, której z zielenią coraz rzadziej po drodze. Jedni powiedzą, że to jest właśnie rozwój na miarę miasta. Ja powiem, że jest to pomyłka. Ci pierwsi powiedzą, że żyję wspomnieniami, a przecież i tak mieszkam gdzie indziej. Ja powiem, że cieszę się, że mam tak dobre i kolorowe wspomnienia, a gdy dopadnie mnie nostalgiczny nastrój, pooglądam sobie zdjęcia osiedla, które zrobiłam kilka lat temu. Cieszę się, że je mam.

Jak wiecie, mój blog nosi nazwę BIAŁYSTOK WEDŁUG ANI. To, co tutaj publikuję, to moje opinie i spostrzeżenia. Mam do nich prawo, tak jak Wy, drodzy Czytelnicy, macie prawo do swoich własnych. Szanujmy to.