zgadywanki

Poprzednia fotozagadka okazała się wyjątkowo trudna, dlatego dziś publikuję coś łatwiejszego. To zagadka dla bacznych obserwatorów! Podpowiem Wam, że ten pięknie ukwiecony balkonik znajduje się w ścisłym centrum miasta i jak wynika ze zdjęcia (cóż za nieporadna perspektywa!) przynależy do mieszkania na ostatnim piętrze…

Gdzie jest ten balkon?

Reklamy

Zrób to w Białymstoku! (CZĘŚĆ 1)

Jeszcze będąc na studiach, weszłam w posiadanie pierwszego wydania książki Zrób to w Warszawie!/Do it in Warsaw! W czasach, kiedy w stolicy nie było jeszcze ogólnoświatowych sieci kawiarni, a ciekawie zaaranżowane lokale dopiero raczkowały, grupa zapaleńców stworzyła osobliwy przewodnik po tym mieście. Taki z przymrużeniem oka! I dla lokalsów, i dla przyjezdnych. Co nietypowego można zrobić w Warszawie? Można policzyć klatki najdłuższego bloku mieszkalnego, przejechać się najbardziej pokręconą linią autobusową, poszukać w przestrzeni miejskiej elementów w kolorze wściekłego różu, znaleźć wszystkie warszawskie Syrenki… Takie niesztampowe i żartobliwe podejście do tematu zachęca do innego spojrzenia na to, co nas otacza i pozwala poznać miasto niekoniecznie od strony historycznej. Książka okazała się sukcesem, do dziś ukazało się wiele wznowień i aktualizacji, a sama idea takiego przewodnika dotarła również do innych większych polskich miast. Wersji o Białymstoku nigdy nie napisano, a ja już od kilku lat biję się z myślami, czy przelać na klawiaturę moje pomysły. W końcu doszłam do wniosku, że spróbować warto, bo Białystok również zasługuje na taki wpis pół żartem, pół serio.

Zatem… ZRÓB TO W BIAŁYMSTOKU!

1. Umów się pod fontanną!

Każde miasto ma swój charakterystyczny punkt spotkań. W Warszawie ludzie umawiają się pod rotundą i robili to nawet wtedy, kiedy tę starą zburzono i jeszcze nie zaczęto odbudowywać jej na nowo. W Toruniu takim magnetycznym miejscem jest Pomnik Kopernika. A w Białymstoku? Wciąż sporo ludzi umawia się pod fontanną na Rynku Kościuszki i stamtąd wyrusza na podbój miasta. Ja się umawiałam pod fontanną, a Wy?

2. Upoluj wolne miejsce na tarasie Cukierni Astoria!

To bodajże jedyny lokal gastronomiczny, z którego możemy spojrzeć na Rynek Kościuszki z góry. Szczególnie w ciepłe letnie wieczory i weekendy trudno znaleźć tam wolny stolik, oczywiście najbardziej oblegane są te z tak zwanym widokiem. W Astorii napijecie się kawy, zjecie deser lodowy lub ciasto, w ofercie mają tam również napoje procentowe, a nawet coś na większy głód. Byłam tam dwa razy i uważam, że chociaż raz warto spróbować.

3. Znajdź swoje ulubione lody!

Jeszcze do niedawna białostoczanie dzielili się na dwie grupy: jedna z nich preferowała lody z lodziarni Joanna, a druga lody z automatu z budki przy Mickiewicza (oba przybytki znajdują się na Plantach). Ostatnich kilka lat przyniosło ożywienie w tej materii i w mieście pojawiło się dużo lodów naturalnych (na ile faktycznie są naturalne, a na ile to tylko slogan, każdy musi ocenić samodzielnie). Chociaż nie jem lodów zbyt często, udało mi się stopniowo spróbować lodów śmietankowych w każdej lodziarni z okolic Rynku Kościuszki. I już rok temu znalazłam moje ulubione lody w Białymstoku – to Lody Gusto i ich smak śmietanka alpejska. Innych już nie kupuję ;)

4. Spróbuj słynnych pączków z Fly High Coffee!

Jeśli Białystok ma mieć jakieś instamiejsca, to z pewnością należy do nich kawiarnia Fly High Coffee (vis a vis dawnego Kina Pokój). Największą reklamę zrobiła im chyba Eliza z lubianego przez wielu bloga kulinarnego White Plate, ponieważ rozsławiła ten lokal i ich pączki chyba na całym IS ;) O owych pączkach dowiedziałam się z internetowych relacji moich znajomych z innych miast! Okazuje się, że trzeba na nie polować, tak szybko się rozchodzą! Zatem jest wyzwanie!

5. Idź na zakupy do Centralu!

Podczas gry w większości polskich miast sklepy Społem zdecydowanie trącą myszką i wywołują głównie nostalgię, białostocki PSS święci triumfy i wciąż się rozwija. Nigdzie indziej nie widziałam tak ładnych supermarketów czy barów mlecznych PSS-u, w których jest tak dużo klientów (mimo stosunkowo wysokich cen). Kultowym miejscem na mapie Białegostoku jest Dom Handlowy Central, gdzie możemy zaopatrzyć się w produkty AGD, artykuły papiernicze, zabawki, biżuterię, kosmetyki, tkaniny, ręczniki, walizki, obuwie i ubrania. Chyba nie ma w Białymstoku osoby, która nigdy nie była w Centralu. Klimat gwarantowany, a i kupić też coś można.

6. Zapisuj śmieszne nazwy ulic!

W każdym mieście znajdzie się przynajmniej jedna ulica o zabawnej nazwie. Także w Białymstoku można poprawić sobie humor, kiedy trafi się na ulicę Uśmiechu :) Groźnie może być za to na ulicy Boruty, chociaż może jednak bardziej Baśniowo… Dyngusowa to dobra ulica na Wielkanoc, a Gwiazdkowa na Boże Narodzenie. Może być też Przytulnie, Familijnie, Szczęśliwie. Jeżeli lubimy bajki, z pewnością rozbawią nas ulice Rumcajsa, Hanki i Cypiska. A tuż obok przeniesiemy się w świat Krasnoludków, Czerwonego Kapturka, Skrzatów i poczciwego Plastusia. Można też odwiedzić Jacka i Agatkę albo zajrzeć do Janosika. Ja lubię jeszcze ulicę Zuchów i Puchatka. Mała rzecz, a cieszy!

7. Policz wszystkie fontanny w mieście!

Wędrując po centrum miasta napotkamy wiele fontann. Może warto je policzyć? Wbrew pozorom jest ich więcej niż może się wydawać. A wyniki obliczeń można zweryfikować chociażby tutaj:

Fontanny w Białymstoku. Weekend na Podlasiu

8. Odszukaj wszystkich mini-robotników na mini-muralach!

Z roku na rok w Białymstoku przybywa murali, które coraz częściej stają się znakiem rozpoznawczym miasta. Bardzo podoba mi się ten trend i uważam, że zdecydowana większość białostockich murali potrafi zachwycić. O ile nietrudno natknąć się na te wielkoformatowe, o tyle niektórych malunków na murach trzeba naprawdę uważnie poszukać. Dobrą zabawę gwarantują mini-robotnicy, czyli malutkie murale, które powstały w ramach festiwalu Underground/Independent. Miejcie oczy szeroko otwarte!

9. Zanurz się w świat bajek w Piwnicy Lalek!

Białostocki Teatr Lalek to instytucja-legenda. Uwielbiałam chodzić tam jako dziecko, uwielbiam i teraz. Każdą wizytę w Białymstoku staram się łączyć z wyjściem do BTL-u na spektakl dla dorosłych i wszystkim polecam przedstawienia w tym teatrze. BTL umożliwia widzom przeniesienie się w bajkową rzeczywistość nie tylko na scenie, ale również w piwnicy. Tak, tamtejsza Piwnica Lalek to miejsce wyjątkowe, ponieważ zgromadzone są tam lalki grające w spektaklach na przestrzeni wielu, wielu lat. Białostoczanie mogą odnaleźć swoich scenicznych bohaterów z dzieciństwa, ale i turyści nie będą się tam nudzić! Bardzo, bardzo warto tam być!

10. Zrób zdjęcie z Praczkami!

Może i nie ma w Białymstoku rzeźby, której potarcie miałoby przynosić szczęście, ale odsłonięta niedawno figura młodego Ludwika Zamenhofa ma szansę stać się taką „maskotką”. Myślę, że większość białostockich dzieci ma jednak przynajmniej jedno zdjęcie ze słynnymi Praczkami z Parku Planty. Każda pora roku jest dobra, aby do nich zajrzeć, chociaż ja osobiście najbardziej lubię je latem, kiedy kwitną lilie i róże. Może selfie z praczkami? Z selfie stickiem powinno się udać!

Mam nadzieję, że udało mi się zachęcić Was do spojrzenia na miasto z humorem i potraktowanie go nieco mniej serio. W „blogowym” notesie mam sporo zapisków do kolejnych części cyklu Zrób to w Białymstoku! i postaram się go regularnie publikować.

Migawki z Wygody

Kiedy myślę o drewnianych domach w Białymstoku, automatycznie wędruję myślami na Bojary, w okolice ulicy Grunwaldzkiej czy Piaskowej. Doskonale pokazuje to moją słabą znajomość osiedla Wygoda, gdzie po dziś dzień stoją nierzadko piękne domy z drewna. Nie jest to moja konotacja z drewnianą zabudową miasta, a zdecydowanie powinna nią być. Co ciekawe, tylko jedna osoba odgadła moją ostatnią fotograficzną zgadywankę – wszystkie odpowiedzi na Facebooku były błędne, co może świadczyć o tym, że i spora część Czytelników nie zna dobrze tych terenów.

Osiedle Wygoda należy do najciekawszych rejonów Białegostoku i może poszczycić się bogatą historią. Przyznaję jednak, że moja obecność tam ograniczała się zazwyczaj do wizyty w supermarkecie PSS Społem Wygoda, a na tamtejszym lapidarium cmentarza ewangelickiego byłam tylko raz w życiu, ale mam na to dowody. Gwoli ścisłości muszę napisać, co rozumiem pod pojęciem Wygoda – dla mnie to teren od ulicy Traugutta po okolice szkoły przy ulicy Jesiennej, także nieco mniejszy obszar aniżeli ten ściśle administracyjny z Pieczurkami i Bagnówką włącznie.

Historia Wygody sięga lat siedemdziesiątych XVIII wieku. Portal Białystok z drewna podaje, że swoją sympatyczną nazwę Wygoda zawdzięcza leśnej karczmie położonej niegdyś przy trasie do Supraśla. To właśnie wokół karczmy „Wygoda” miała rozrosnąć się osada, która dała początek białostockiej Wygodzie. Wówczas na tym terenie znajdowały się dobra Sobolewskie czyli wsie Pieczurki, Pietrasze i Bagnówka. Kiedy spojrzymy na przebieg obecnych ulic w tym rejonie, bez problemu stwierdzimy, że krzyżują się tu szlaki komunikacyjne w kierunku Grodna i Supraśla/Krynek. Właśnie to korzystne położenie miało być motorem napędowym rozwoju Wygody. W 1886 roku wybudowano kolej na trasie Białystok-Wołkowysk-Baranowicze, wtedy także powstał obecny dworzec Białystok Fabryczny, zwany wcześniej Białystok Poleski. Jednym z ważniejszych czynników decydujących o charakterze Wygody było ulokowanie tam w 1884 roku koszarów Kazańskiego Pułku Piechoty.

Najbardziej charakterystyczny budynek w okolicy czyli kościół rzymskokatolicki pw. Najświętszego Serca Jezusa był pierwotnie cerkwią prawosławną pw. Zaśnięcia Matki Bożej. Świątynia stanowiła część zabudowy kompleksu koszarowego, a podobne cerkwie znajdowały się kiedyś w wielu carskich koszarach. W Białymstoku jest jeszcze jeden taki kościół, który pierwotnie był cerkwią – to kościół pw. św. Stanisława B.M. przy jednostce wojskowej. Bardzo podobny kościół w dawnym budynku cerkwi widziałam również w Chełmie – także przy dawnych zabudowaniach garnizonowych. Poniżej porównanie Kazańskiego Soboru w Białymstoku z obecnym kościołem. Zdjęcie historyczne pochodzi z Wikipedii.

Ulica Traugutta wprowadza nas w nieco inny świat. Nie ma tam wielkiego ruchu ulicznego, ponieważ nie jedzie się tamtędy przejazdem w inne miejsce. Tuż za lubianym kiedyś przeze mnie sklepem „Wygoda” funkcjonuje od niedawna hotel z bardzo elegancką restauracją Regiment. W ramach budowy odrestaurowano dwa zabytkowe budynki, a w głębi postawiono nowy, który jednak bardzo zgrabnie wtapia się w otoczenie. Jak wyglądają restauracja oraz pokoje hotelowe (ładnie!) zobaczycie na ich oficjalnej stronie.

Po przeciwnej stronie ulicy, ale i zaraz za terenem hotelu zaczyna się zupełnie odmienny świat. Drewniane domy, piękne malwy, bujna roślinność w ogrodach, sąsiedzkie rozmowy, owocowe drzewka i rozstawione pod nimi drewniane drabiny. Przyznam, że krępowałam się bardzo i nie chciałam być zbyt nachalna w moim spacerowaniu, dlatego nie zrobiłam aż tylu zdjęć, ile bym chciała. Praktycznie w każdym ogrodzie ktoś odpoczywał i zwyczajnie niezręcznie przychodziło mi manewrowanie z aparatem i na dodatek na rowerze. Uwierzcie mi jednak na słowo, że panował tam naprawdę sielski klimat i tylko bloki na terenie dawnych Uchwytów przypominały, że jesteśmy we współczesnym Białymstoku.

Dworzec Fabryczny to bez wątpienia jedno z tych miejsc w mieście, których z powodu zaniedbania najbardziej mi żal. Obecnie nie wejdziecie nawet na jego teren, ponieważ został wykupiony i jest ogrodzony płotem. I niszczeje tak samo jak i wcześniej. Ja byłam tam dziewięć lat temu. Nie można nie wspomnieć o tragicznej karcie z białostockiej historii, która ściśle wiąże się z tym miejscem. To właśnie z ówczesnego Dworca Poleskiego wywożono Polaków na Sybir i do Kazachstanu, o czym przypomina ustawiona nieopodal tablica pamiątkowa:

Na ogrodzeniu sąsiadującego z kościołem przedszkola znajduje się tablica poświęcona 42. Pułkowi Piechoty im. Henryka Dąbrowskiego, który stacjonował na terenie koszar wojskowych w latach 1923-1939 i odegrał bardzo istotną rolę w historii Białegostoku.

Ulica Traugutta jest ślepa, dlatego skręciłam w głąb osiedla. Przy ulicy Kapralskiej zaskoczył mnie dom z wmurowaną kapliczką. W Warszawie jest bardzo dużo takich kamienic, jednak w Białymstoku spotkałam się z czymś takim po raz pierwszy.

To właśnie na rogu ulic Kapralskiej i Pionierskiej stoi dom z mojej fotozagadki. To bardzo ciekawy przykład architektury drewnianej, ponieważ jest to dom typu bliźniak. Czy są jeszcze inne takie w Białymstoku?

Wygoda została włączona do Białegostoku 10 maja 1919 roku czyli już po odzyskaniu przez miasto niepodległości. W okresie międzywojennym powstało na Wygodzie kilka kolonii mieszkaniowych, czego doskonałym przykładem są budynki zlokalizowane dziś tuż przy Trasie Generalskiej. Myślę, że warto o nich wspominać, ponieważ w Białymstoku nie ma zbyt wielu przykładów takiej architektury.

Tuż obok znajduje się jedna z najstarszych szkół w Białymstoku – obecnie SP 8. Dziś zamieszczam tylko jedno zdjęcie tego budynku, ponieważ w planach mam wpis o najciekawszych według mnie budynkach szkolnych w mieście i szkoła z Jesiennej zdecydowanie się do nich zalicza.

Osobiście uważam, że Trasa Generalska zbyt mocno podzieliła Wygodę. Poza tym hałas ciężarówek mknących pośród domów jednorodzinnych jest męczący, a ekrany akustyczne nie wygłuszają go przecież całkowicie. Przejście podziemne również bardziej dzieli niż łączy – strome schody są dla wielu ludzi barierą nie do pokonania.

Humor na koniec rowerowej przejażdżki po Wygodzie poprawiły mi kolejne piękne malwy, które w promieniach zachodzącego słońca prezentowały się wspaniale! Czy ja już aby nie wspominałam, jak lubię białostockie malwy?

Chciałabym zwrócić Waszą uwagę na to, jak wiele ważnych i ciekawych miejsc znajduje się na Wygodzie. To nie tylko dokumentujące historię miasta nekropolie, a te ciekawie opisała Anna z bloga Białystok subiektywnie:

Białostockie cmentarze XIX wieku. Po śmierci wszyscy zgodnie szli na Wygodę…

Wygoda ma w sobie według mnie coś z miasta-ogrodu, w którym czas zwalnia. To również naprawdę duże osiedle domów jednorodzinnych. Ciekawa jestem, jak mieszka się na Wygodzie. Jest tu ktoś, kto może podzielić się wrażeniami?

Jeżeli zainteresowała Was historia starej Wygody, śledźcie spacery tematyczne organizowane przez PTTK w Białymstoku. Widziałam, że w czerwcu mieli w planie wycieczkę właśnie po tym rejonie ze zbiórką na Traugutta :)

Galeria Widmo czyli niewypał do Kwadratu

Dawno, dawno temu, kiedy w mieście Białystok nikt jeszcze nie słyszał o hipermarketach, a największymi sklepami spożywczymi mogło pochwalić się PSS Społem, w grodzie nad Białą otwarto supermarket Marko. Przez krótki okres funkcjonował on przy ulicy 1000-lecia Państwa Polskiego, a następnie został przeniesiony do dawnej hali produkcyjnej Biazetu. Chodziłam wówczas do podstawówki i do dziś pamiętam, jakie wrażenie robił na mnie szeroki wybór towarów w tym sklepie. Cóż to było za przeżycie, kiedy razem z mamą poszłyśmy tam na zakupy… Z perspektywy dziecka było to coś naprawdę wielkiego! Do tego stopnia, że kiedyś zażyczyłam sobie w ramach prezentu urodzinowego wyprawę do Marko… :D Podobało mi się tam wszystko – od działu z zabawkami, przez AGD po spożywkę. Proste radości dnia codziennego!

Udało mi się nawet znaleźć logo Marko w jednym z wątków na Wykopie:

Z biegiem czasu wokół supermarketu Marko przy Andersa zaczęły powstawać różne mniejsze sklepy i mała gastronomia. Pamiętam sklep z butami po lewej stronie od wejścia głównego, chyba nazywał się Totem… Po prawej stronie z kolei można było zakupić AGD i RTV. A na stoisku z kasetami i płytami CD zaopatrzyłam się między innymi w kasetę Backstreet Boys! Również w tym miejscu (pamiętam jak dziś zielony kolor tamtejszej posadzki) znalazłam moje pierwsze i jak na razie jedyne znalezione pieniądze – całe 100 zł! Cóż to była za kwota, szczególnie dla dziecka! Kiedy sięgam pamięcią wstecz, to właśnie od tej stówy zaczęło się moje oszczędzanie. W pierwszej klasie liceum pojechałam tam z tatą do salonu Idea i dostałam mój pierwszy telefon komórkowy. Na abonament, a nie na kartę! Co ciekawe, do dziś mam ten sam numer telefonu, który leżał jako pierwszy w pliku kopert z numerami do wyboru. Od razu wyczułam, że to numer dla mnie, ponieważ zawierał moją ulubioną kombinację cyfr. Żeby było zabawniej, numer telefonu męża ma dokładnie taką samą kombinację cyfr, to musi być przeznaczenie ;) Moje ostatnie wspomnienie z Galerii Kwadrat, która powstawała stopniowo wokół supermarketu Marko, to wielka pizza. W piątek przed studniówką pojechałyśmy z Kaśką do Galerii Kwadrat i zamiast nerwowo liczyć kalorie, zjadłyśmy na spółę gigantyczną pizzę. Oj, za taką przemianą materii jak dawniej tęsknię chyba najbardziej!

Dopiero po spisaniu luźnych wspomnień okazuje się, że Marko i Galeria Kwadrat przewijały się dość regularnie w moich białostockich latach. To miejsce nie miało żadnej konkurencji, było namiastką prawdziwych galerii handlowych, które znaliśmy z innych polskich czy europejskich miast. Aż do momentu otwarcia Auchan przy ulicy Produkcyjnej. Można śmiało stwierdzić, że był to przełom w białostockim handlu. Do Auchan ciągnęły tłumy ludzi, autobusy linii 7 i 9 stały się najbardziej oblegane w mieście, a sam hipermarket i tak naprawdę maleńka wówczas galeria wokół niego zmieniły nawyki zakupowe wielu białostoczan. Kiedy dziś wspominam tamte czasy, wydaje mi się to dość groteskowe, jednak nie myślę o nich w kategoriach obciachu.

Dlaczego rozpisuję się na temat zakupów? Otóż natchnęła mnie do tego jedna z wieczornych przejażdżek rowerowych po mieście. Postanowiłam zjechać z trasy i zajrzeć na teren dawnej Galerii Kwadrat. Od razu mówię, że jest to widok dość przygnębiający. Opuszczone hale, roślinność powoli odzyskująca przestrzeń, dawne logo Parku Handlowego Kwadrat, który ostatecznie nie powstał. Na ówczesnym parkingu rozlokowały się pojazdy szkoły nauki jazdy czy stare autokary. Znaki drogowe wyblakły. Ale nic nie przebije surrealistycznego widoku samotnej skrzynki pocztowej wyłaniającej się z traw przed wieżowcem Biazetu. I smutno, i straszno.

Jaka przyszłość czeka ten rozległy teren? Czy kiedykolwiek powróci tam jeszcze handel? Białystok jest już nasycony galeriami i sklepami, brakuje co najwyżej marketów typu OBI, Jula czy wytęsknionej przez wielu Ikei, jednak ta chyba nie planuje sklepu w Białymstoku, skoro zainwestowała w punkt odbioru zamówień. Aż boję się powiedzieć to głośno, ale czy nie skończy się to tak, jak zwykle? Czy za kilka(naście) lat nie powstaną tam kolejne nowoczesne apartamenty z widokiem na las…

„Ku nieznanej postaci piękna” – z wizytą w Galerii im. Sleńdzińskich

Dzień przed imieninami Anny postanowiłam zrobić sobie kulturalne popołudnie. Zachęcona pozytywną recenzją wystaw w Galerii Arsenał opublikowaną w tygodniku „Wprost”, wybrałam się tam na zwiedzanie. O moich wrażeniach napiszę w oddzielnej notatce, a dziś chciałabym się skoncentrować na wystawie z Galerii im. Sleńdzińskich, na którą trafiłam dość spontanicznie. W drodze powrotnej z Arsenału zatrzymałam się na chwilę przy Legionowej. Zupełnie na zasadzie „A może i tu jest jakaś fajna wystawa? Może warto sprawdzić?” – i cóż mogę Wam powiedzieć… W Galerii im. Sleńdzińskich przy Legionowej 2 naprawdę jest świetna wystawa i macie jeszcze miesiąc czasu, żeby ją odwiedzić. Zupełnie za darmo, ponieważ w okresie wakacyjnym wstęp do wszystkich trzech placówek tej galerii jest darmowy. Także łapcie okazję! Ja już dawno nie oglądałam wystawy poświęconej twórczości konkretnego artysty z taką przyjemnością.

Czesław Sadowski. Do niedawna nieznana mi postać. Może ktoś uzna mnie za ignorantkę, być może gdzieś mi się to nazwisko już przewinęło, ale nie miałam z nim żadnych konotacji. Dopiero teraz zupełnie świadomie mogę przyznać, że wiem, kim był Czesław Sadowski. Człowiek wciąż ma szansę dowiedzieć się czegoś nowego, za co nie omieszkałam podziękować również w tradycyjny sposób.

[Zdjęcia wykonałam telefonem, a ten nie jest już pierwszej młodości… Z góry przepraszam za jakość…]

Czesław Sadowski, chłopak z Bojar, urodził się w 1902 roku w Białymstoku, zmarł natomiast w Łodzi. Żył 57 lat. Jest uznawany za jednego z najwybitniejszych malarzy wywodzących się z naszego miasta. Jako młody człowiek pozostawał w centrum życia kulturalnego. Malarstwo studiował w Warszawie, przebywał również w Paryżu oraz we Lwowie. Przed II wojną światową pracował w Białymstoku jako nauczyciel. Spod jego ręki wyszły liczne pejzaże, portrety, ale także plakaty, pocztówki czy karykatury znanych w swoim czasie postaci. Czesław Sadowski stworzył również kukiełki do przedstawień teatralnych oraz scenografie teatralne. Na wystawie prześledzicie jego życie i zgrabnie pogrupowaną tematycznie twórczość. O jego wpływie na lokalne środowisko artystyczne przeczytacie na stronie Galerii Sleńdzińskich.

Poniżej pokazuję Wam moje dwa ulubione portrety z całej wystawy:

Zawsze miło ogląda się swoje rodzinne miasto na obrazach i pocztówkach. Też tak macie?

Pejzaż z wiaduktem / Białystok II (1938)

Jest również Supraśl:

Artysta jest również autorem projektu kukieł do filmu animowanego „Dwa Michały”:

A na koniec jeszcze lokalne plakaty:

Na blogu publikuję oczywiście tylko wybrane zdjęcia prac Czesława Sadowskiego. Moim zdaniem warto poświęcić pół godziny na zapoznanie się z jego twórczością, tym bardziej, że nie będzie Was to kosztowało ani złotówki. Mimo wszystko radzę Wam jednak zabrać ze sobą trochę grosza do kieszeni, ponieważ sklepik Galerii im. Sleńdzińskich jest bardzo dobrze zaopatrzony. Kupicie tam lokalne publikacje – tak jak na przykład album towarzyszący wystawie prac Czesława Sadowskiego (50 zł), ale również kultowy album „Augustis 2.0”, który polecałam w prezentowym wpisie. Co ważne, jest on o połowę tańszy niż w Galerii Arsenał (50 zł zamiast 100 zł). Ważne: w sklepiku można płacić tylko gotówką.

Gdzie? Galeria im. Sleńdzińskich, ul. Legionowa 2

Kiedy? Wtorek-piątek 10-18, sobota-niedziela 11-17

Do kiedy? 8 września 2019 r.

Za ile? za darmo w okresie wakacyjnym

zgadywanki

W środę wybrałam się rowerem w rejony, które bardzo rzadko odwiedzam. Tamtędy raczej się nie przejeżdża, tam się po prostu przyjeżdża :) Okazuje się, że mam sporo do nadrobienia, ponieważ można tam wciąż napotkać wiele starych domów otoczonych bujną zielenią ogrodów. Gdzie byłam? :)

Park Antoniuk

Czy Wy też łapiecie się czasem na tym, że niczym koń dorożkarski jeździcie i chodzicie utartymi szlakami i zapominacie o istnieniu innych? Ja złapałam się na tym w minioną sobotę. Wieczorem wyszliśmy na rower, chcieliśmy pojechać do parku. Oczywiście jeśli park to tylko Planty, Ogrody Branickich i Zwierzyniec, bo właśnie te tereny zielone kojarzę w Białymstoku z nazwą park. W ostatniej chwili zmieniłam jednak plany i powiedziałam, że skręcamy w „nową drogę” (jakoś nie idzie mi posługiwanie się nazwą „ul. ks Sopoćki”) i jedziemy na Antoniuk. Z Białostoczku to rzut beretem, ale dopiero od niedawna zaczynam odkrywać te tereny na nowo, o czym pisałam wiosną we wpisie Sady Antoniukowskie.

Celem naszej rekreacyjnej przejażdżki był Park Antoniuk, który w moim osobistym słowniku zawsze nazywam Antoniukowskim. Park ten, położony wzdłuż ulicy Wierzbowej i rzeki Białej, powstał w latach 70 XX wieku. Moja mama sadziła tam za czasów licealnych drzewa, co musiało jej mocno utknąć w pamięci, bo po dziś dzień chętnie to wspomina. Pozdrawiam Cię Mamo, wiem, że to czytasz! :)

I teraz uwaga – jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, byłam w tym parku dopiero drugi raz w życiu. Z pierwszej wizyty pamiętam głównie komary, ponieważ byliśmy tam krótko po deszczu. Skupiałam się wtedy głównie na tym, jak nie zostać pogryzioną, a nie na walorach samego parku. Tym razem było odwrotnie. Park Antoniuk zaskoczył mnie bardzo pozytywnie.

Dlaczego warto się tam wybrać?

  • To park lokalny. Nie ma tam aż tak dużo ludzi jak na Plantach. Nie kupicie tam wprawdzie lodów i nie zaprezentujecie swojej najnowszej kreacji, ale zyskacie szansę na nieskrępowany odpoczynek.
  • Możecie tam pograć w piłkę nożną i koszykówkę (są wydzielone boiska), a na dużych polanach spokojnie możecie popykać w badmintona.

  • Odpoczniecie tam na jednym z dwóch hamaków. O ile będziecie mieli szczęście i akurat będą wolne.
  • Spędzicie tam czas na placu zabaw/siłowni dla młodzieży i dorosłych.
  • Zimą pozjeżdżacie z górki saneczkowej na sankach lub na jabłuszku.
  • Wasze dzieci nie będą się nudzić na tamtejszym placu zabaw.

  • Spędzicie czas nad rzeką – park położony jest w dolinie Białki.

  • Dojedziecie tam rowerem – wokół jest wiele ścieżek rowerowych, również po parku można pojeździć na jednośladzie.

Czy ten park ma jakieś wady? Kilka na pewno:

  • Nie jest tam idealnie cicho, słychać ruch uliczny głównie z ulicy Wierzbowej.
  • Po obfitych opadach deszczu park jest regularnie zalewany.

Gdyby tak każde białostockie osiedle miało swój park…