„Krótki kurs piosenki aktorskiej” i anioły „Zza horyzontem”

Ostatnio na blogu piszę głównie o lokalnej kulturze, ponieważ ilekroć przyjeżdżam do Białegostoku pogoda płata figle i robi wszystko, żebym nie poszła na spacer z aparatem po mieście. Tak też jest i w tym razem. Na szczęście zawsze odpowiednio wcześniej czynię przygotowania na okres świąteczno-noworoczny, więc nawet niesprzyjająca aura nie jest mi go w stanie popsuć. Już na początku grudnia mama zakupiła nam bilety do Białostockiego Teatru Lalek (pierwszy raz nie udało mi się ich kupić przez Internet) na spektakl dla dorosłych pod tytułem „Krótki kurs piosenki aktorskiej”. Powrócił on po wielu latach na afisze i faktycznie wart jest obejrzenia. Jak to w BTL-u dużo się w nim dzieje, nie tylko na scenie, ale również na widowni. Scenografia jest świetna, gra aktorska jak zwykle w tym teatrze bardzo dobra, śpiew rewelacyjny, stroje imponujące. I cena biletu normalnego bardzo zachęcająca – 25 zł za naprawdę dobry spektakl w najlepszym teatrze lalkowym w Polsce :)

img_7482

Wszyscy widzowie teatru lalek mają do końca stycznia możliwość obejrzenia sympatycznej wystawy… aniołów Aleksandra Grzybka. W foyer w ramach Galerii BTL można podziwiać przeróżne wizerunki aniołów i sprawia to naprawdę dużą przyjemność. Na dworze zimno i ciemno, a w środku ciepłe żółte światło, girlanda z kolorowych żarówek rozwieszona pod sufitem i połyskujące złotem anioły namalowane na wzór figur z ołtarzy w starych kościołach. Wszystkie wykonane na starych deskach. Tutaj znajdziecie relację z wystawy przygotowaną przez TVP Białystok.

img_7481

dsc_0036

dsc_0037

dsc_0038

dsc_0039

Muzeum Historyczne w Białymstoku

W niedzielę pogoda w Białymstoku była beznadziejna. Ponuro, chłodno, w końcu spadł śnieg z deszczem. Mimo wszystko postanowiliśmy nie przesiedzieć całego dnia w ciepłym domu. Po kościele zahaczyliśmy o księgarnię na ulicy Warszawskiej, tę z ładnym neonem „KSIĘGARNIA”. Byliśmy jedynymi klientami. Zakupiłam kalendarz na nowy rok – udało się znaleźć taki lekki, w formacie A5 i z pionowym tygodniowym rozkładem na obu stronach. Jestem tradycjonalistką i mimo wszelkich nowoczesnym rozwiązań w smartfonach i tabletach kupuję co roku klasyczny kalendarz, który chyba tylko w trakcie urlopu opuszcza moją torebkę i ląduje w walizce. Bo przecież bez kalendarza tak naprawdę nigdzie się nie ruszam.

Zmierzając w stronę ulicy Pałacowej, dotarliśmy do kamienicy Cytronów. To jeden z tych pałacyków fabrykanckich, które do dziś możemy podziwiać w Białymstoku. Obecnie mieści się w nim Muzeum Historyczne. Byłam w nim raz, już dawno temu, jeszcze z babcią i dziadkiem. W międzyczasie wyprawiłam tam kilka razy moich rodziców, ponieważ znalazłam informacje o ciekawych wystawach czasowych, a że oboje lubią historię Białegostoku, nie musiałam ich długo namawiać na wizytę. Tym razem postanowiłam zabrać tam Janusza, a właściwie to przede wszystkim szukałam pretekstu, żeby samej ponownie tam zawitać.

Dochodziła godzina 14:00. Byliśmy chyba jedynymi zwiedzającymi w ten ponury dzień, ponieważ pani kustosz włączyła nam wszystkie światła w salach wystawowych. Nie lubię tego uczucia, ale z drugiej strony myślę sobie, że muzealnicy cieszą się w dzisiejszych czasach pewnie z każdego gościa i z każdego sprzedanego biletu.

img_7456Bilet normalny kosztuje 8 zł. W soboty wystawy stałe można zwiedzać bezpłatnie.

img_7457

Do pełni szczęścia brakuje mi już tylko wizyty w Muzeum w Bielsku Podlaskim. Pozostałe placówki zdążyłam już odwiedzić. Ale po świętach wybieram się do Muzeum Rzeźby im. Alfonsa Karnego, ponieważ moja ostatnia wizyta w tej placówce miała miejsce grubo ponad 15 lat temu.

W Muzeum Historycznym można obejrzeć naprawdę ciekawą stałą ekspozycję pod tytułem „W białostockiej kamienicy”. We wnętrzach pałacyku odtworzono z powodzeniem wystrój typowej fabrykanckiej kamienicy z Białegostoku. Tak na początku XX wieku mieszkali bogaci mieszczanie w naszym mieście. Godne pozazdroszczenia. Szczególnie ta wspaniała jadalnia. Zgodnie stwierdziliśmy, że idealnie nadawałaby się na wystawną rodzinną wieczerzę wigilijną :) Imponujące wnętrza, atmosfera mieszkania w kamienicy – to w Białymstoku rzadkość. Dlatego warto zobaczyć je na własne oczy i zastanowić się, co by było, gdyby historia potoczyła się inaczej… Na zachętę zajrzyjcie do galerii zdjęć na stronie muzeum.

img_7454 img_7455

Na piętro prowadzi nas stylowa klatka schodowa. W Poznaniu, Wrocławiu czy Krakowie mnóstwo ludzi ma taki widok na co dzień, ponieważ mieszka w starej stylowej kamienicy. U nas takie uroki tylko w muzeum…

img_7453

Godna uwagi jest oczywiście makieta miasta z czasów Branickich. „Białystok – makieta barokowego miasta” ukazuje Białystok za czasów Jana Klemensa Branickiego. Można stać i podziwiać.

img_7448

img_7449

img_7450

img_7451

Na ścianach w sali ekspozycyjnej znajdziemy również obrazy Białegostoku autorstwa białostoczanina Czesława Sadowskiego oraz Józefa Zimmermana, białostoczanina z wyboru, który opuścił Warszawę i osiadł wraz z żoną w Białymstoku.

W kolejnej sali zaprezentowano makietę nieodżałowanego hotelu Ritz. Można się tam poczuć jak w latach międzywojennych. Na potrzeby wystawy stworzono również animację ukazującą hotel w czasach jego świetności. Klimatu dopełnia odpowiednia muzyka.

img_7452

Do końca stycznia 2017 roku oglądać można jeszcze wystawę czasową Skarb ze Złotorii. Jak na nasz puszczański region odkrycie wczesnośredniowiecznych monet to nie lada gratka dla miłośników historii :)

Legendarna Młoda Polska

Już prawie dwa tygodnie upłynęły od mojej wizyty w Muzeum Podlaskim w Białymstoku. Wspólnie z rodzicami wybraliśmy się na wystawę Legendarna Młoda Polska, którą od 4 listopada można oglądać w białostockim ratuszu. Podczas gdy Białystok był w pewnym sensie zaaferowany wizytą Świętego Mikołaja i zaplanowaną na wieczór iluminacją świąteczną, my postanowiliśmy skorzystać z niewątpliwej okazji i zobaczyć dzieła malarstwa polskiego z przełomu XIX i XX wieku. Zwiedzających w ratuszu było niewielu. Nie byliśmy jednak jedynymi odwiedzającymi. Oprócz nas pośród obrazów przechadzało się jeszcze kilka osób, co oczywiście cieszy, ale i nieco smuci, ponieważ nie na co dzień Białystok ma szansę gościć tyle wybitnych dzieł jednocześnie. Nie ma u nas Muzeum Narodowego, nie ma też aż tyle sztuki malarskiej przez duże „SZ”, chociaż skłamałabym, mówiąc że na wystawie stałej w ratuszu nie ma nic godnego uwagi. Jak najbardziej warto ją przynajmniej raz zobaczyć (istnieje opcja bezpłatnego zwiedzania wystawy stałej w wybrany dzień tygodnia).

Niezmiennie uważam, że należy wspierać działania kulturalne i artystyczne nie tylko w głównych ośrodkach miejskich naszego kraju. Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań czy Gdańsk zawsze wyprzedzać będą pod tym względem miasta średniej wielkości i nie warto jest za wszelką cenę się z nimi porównywać. Ważne jednak, aby korzystać ze wszelkich atrakcji i możliwości, jakie pojawią się również i u nas. Tym razem nasze Muzeum Podlaskie umożliwia nam obcowanie ze sztuką najwyższej próby i naprawdę żal byłoby tę okazję zaprzepaścić! Do 15 lutego 2017 roku pozostało na szczęście jeszcze trochę czasu! :)

img_7442