Dalej na wschód jest już tylko mir…

Pociągi osobowe do Zubek Białostockich tuż przy granicy z Białorusią nie jeżdżą od 2000 roku. Pamiętam ostatnie połączenie z Białegostoku do tej przygranicznej miejscowości i to uczucie, że coś się prawdopodobnie bezpowrotnie kończy. No bo jak to? Już nigdy nie zobaczę pociągu pasażerskiego na przejeździe kolejowym między ulicą Sitarską a Poleską? Już nigdy więcej nie będzie tego napięcia? „Ciekawe, jaki pociąg będzie jechał – osobowy czy towarowy…”. Dopiero rok 2016 przyniósł zalążek zmian – weekendowe połączenie szynobusem na trasie Białystok-Waliły. Dobrze, że jest, ale to już jednak nie to samo. Linia kolejowa, o której mowa, zapisała się w historii Białegostoku na zawsze, ponieważ właśnie na niej miała miejsce katastrofa kolejowa w 1989 roku. 9 marca na wysokości ulicy Poleskiej wykoleił się skład wiozący chlor z ZSRR do NRD. Cysterny na szczęście nie rozszczelniły się… Z obecnego dworca Białystok Fabryczny w czasie II wojny światowej wywożono również Żydów do obozów zagłady. Kilka lat temu nad ulicą Piastowską wybudowano natomiast bardzo drogi most kolejowy na zamkniętej linii kolejowej. Dziś przeturla się po nim kilka składów pociągu do Walił…

W niedzielę miałam wreszcie okazję zobaczyć, gdzie kończą się tory do Zubek. Jechaliśmy z Jałówki do Bobrownik, kiedy nagle po prawej stronie wyłonił się… MIR! Żałuję, że nikt nie nagrał naszej reakcji, ponieważ niemalże wyskoczyłyśmy z auta z okrzykiem „Mir! To tutaj! Stop! Mir!”. Co najmniej jakbyśmy zobaczyły na horyzoncie raj… Bramę nad torami kolejowymi widziałam wcześniej na zdjęciach w Internecie, ale dopiero kilka dni temu miałam okazję przyjrzeć się jej z bezpiecznej odległości (jakie to szczęście, że aparaty mają zoom!). Metalowa konstrukcja, relikt dawnej epoki, znajduje się oczywiście po białoruskiej stronie granicy. Drugą taką, jednak z dwutorową linią kolejową, możecie zobaczyć za wsią Brzezina nad Zalewem Siemianówka (tak, to do niej prowadzą tory kolejowe nad południową częścią zbiornika wodnego): Koniec torów, koniec świata Polecam również wspomniany w artykule reportaż Polskiego Radia Białystok autorstwa Lecha Pilarskiego z 2004 roku: Durnowato, nastawiony optymistycznie 

IMG_6791

IMG_6793

IMG_6794

IMG_6801

Bez tytułu

Miejsce to wywarło na mnie ogromne wrażenie. Droga z Jałówki prowadzi niemalże przy samej granicy z Białorusią, gdzieniegdzie na polach zasianych gryką dostrzeżemy polskie słupki graniczne. W pewnym momencie urwało się nam nawet polskie radio i odbieraliśmy sygnał z Grodna. Takie swoiste poczucie „końca świata”, chociaż to przecież praktycznie środek Europy. Niesamowita cisza, o której gdzie indziej można pomarzyć. Tylko w mijanych wsiach można spotkać ludzi, którzy patrzyli na nasze auto z nieukrywanym zaciekawieniem. Ale my to i tak ludzie „stąd”. Wyobrażam sobie, jakie wrażenie musiał na nich wywrzeć samochód na gdańskich rejestracjach, który minęliśmy jako jedyny podczas całej trzynastokilometrowej trasy :) I odwrotnie – jak silne musiało być u tych gdańszczan wrażenie „końca świata”, skoro nawet u nas, przyzwyczajonych przecież do bliskości granicy, dało się odczuć ten dreszczyk emocji :)

Kiedy wjechaliśmy do Bobrownik, poczuliśmy się jak na autostradzie. Asfalt, szeroka droga, polskie rozgłośnie radiowe! Szał w trampkach! Byłam już w wielu przygranicznych miejscach, jednak chyba właśnie za Zubkami odczuwałam jej obecność najsilniej. Niewielka rzeczka dzieli nas od Białorusi. Za bramą nad torami roztacza się inny świat. I tylko torów po wschodniej stronie już nie ma…

Kolejny cel wyprawy: brama nad torami kolejowymi nad Siemianówką!

Białystok w „Poznaj swój kraj”

Pewien czas temu wspomniałam na blogu, że lubię od czasu do czasu sięgnąć po magazyny podróżnicze, chociaż w dobie Internetu nie jest to może zachowanie racjonalne. Bo niby po co płacić za coś, co za darmo można przeczytać w sieci? Ano jednak warto. Nie ukrywam, że książki lepiej czyta mi się w formie tradycyjnej, podobnie jak i prasę. Co innego usiąść w fotelu z papierowym magazynem w ręce aniżeli z tabletem. Dlatego jestem takim lamusem, który raz na jakiś czas wyłoży parę złotych na magazyn podróżniczy, aby poczytać sobie na spokojnie o różnych zakątkach świata. Co ciekawe, zazwyczaj w ugrzecznionej i cukierkowej wersji. Bo czym innym są te artykuły jeśli nie małymi laurkami wystawianymi miastom i regionom? Taka trochę wyidealizowana wizja świata, którą należy przepuścić przez odpowiednie filtry.

Szczególnie łaskawym okiem spoglądam na miesięczniki z polskim kapitałem, które może i mają przestarzałą szatę graficzną, ale tworzone są przez ludzi z pasją dla ludzi z pasją poznawania. Dlatego zdarza mi się kupić czasem Stolicę albo Poznaj swój kraj, który ukazuje się już od 1958 roku i obecny był chyba w każdej polskiej bibliotece szkolnej. Podczas wspomnianych w poprzednim poście porządków natknęłam się również na wydanie Poznaj swój kraj z 1999 roku, którego tematem przewodnim był… Białystok. Już wtedy przedstawiano nasze miasto jako tygiel kulturowy, którego siłą są duchowość, młodość i przyroda (czyli te same hasła reklamowe od lat…). Nie do końca zgodzę się jednak ze stwierdzeniem zawartym w wywiadzie z ówczesnym prezydentem Ryszardem Turem, jakoby Białystok był najmłodszym miastem wojewódzkim w kraju. Katowice są miastem młodszym od Białegostoku, ponieważ prawa miejskie otrzymały jeszcze później niż my – w 1865 roku :) Taka ciekawostka :)

IMG_6816

IMG_6817

IMG_6818

IMG_6819

IMG_6820

IMG_6821

IMG_6822

IMG_6823

Bilety na „empeki” ;)

Niemalże cały wczorajszy dzień spędziłam na przeglądaniu papierów w moim pokoju. Stwierdziłam, że chyba najwyższa pora definitywnie pozbyć się mało wartościowych starych notatek, obrazków i kartkówek, które w teczkach i pudełkach gromadziłam od czasów szkoły podstawowej. Udało mi się nieco odgruzować pokój, ale jestem dopiero w połowie drogi, ponieważ przede mną dalsze przekopywanie się przez zbiory z dzieciństwa. Sama nie byłam świadoma, ile skarbów sentymentalnych odnajdę. Natknęłam się oczywiście na „Złote myśli” z podstawówki, gazetki szkolne z SP26, do których nawet czasem coś pisałam, zalążek mojej powieści dla dzieci, którą zaczęłam pisać jako dziecko… I na całe pudełko biletów komunikacji miejskiej z różnych miast. Zbiór białostocki był oczywiście najobszerniejszy, dzięki czemu mogę i Wam pokazać kilka wzorów biletów komunikacji miejskiej w naszym mieście. Pamiętacie te naklejki na szybie kabiny kierowcy, które miały zachęcić do kupowania biletów miesięcznych? To było coś w ten deseń: „Czy skasowałeś już bilet? Tak. A czy on skasował już bilet? On nie musi, on ma bilet miesięczny”. Jeżeli ktoś z Was pamięta dokładnie tekst umieszczony na naklejkach, bardzo proszę o wpis w komentarzu :) Pamiętam, że bilety miesięczne zaczęłam kupować regularnie od czasu rozpoczęcia nauki w liceum, chociaż najczęściej i tak chodziłam do szkoły piechotą. Koniec i początek miesiąca oznaczał stanie w długich kolejkach w punktach sprzedaży biletów. Pierwsze bilety długookresowe były na okaziciela, później na odwrocie pojawiła się naklejka z miejscem na wpisanie adresu. Wszystko laminowano i bilet służył nam przez miesiąc. Bez klikania ;) Przyznam szczerze, że nie do końca podoba mi się dzisiejsze rozwiązanie BKM – dlaczego tak uparcie trzymają się tych biletów miesięcznych, zamiast wprowadzić wyłącznie takie na 30 lub 90 dni? Dlaczego bilety kupowane na przykład od 5. dnia miesiąca na okres 30 dni są nieco droższe niż te kupowane na cały miesiąc? Nie podoba mi się to rozwiązanie, ponieważ wciąż generuje to kolejki w punktach sprzedaży. W Białymstoku jeżdżę autobusami sporadycznie, dlatego najczęściej kupuję bilet dobowy lub ładuję sobie moją kartę na okaziciela, którą zakupiłam kiedyś za 5 zł ;) Moja opinia na temat obecnego systemu bierze się zatem w głównej mierze z obserwacji i relacji mojej mamy, która regularnie korzysta z autobusów miejskich w Białymstoku. Moje wspomnienia skupiają się jednak przede wszystkim na dawnych latach i kartonikowych biletach, których kilka wzorów znajdziecie poniżej:

IMG_6802

Bilety jednorazowe to osobna historia. Chyba do dziś najbardziej mam w pamięci te w delikatną krateczkę :) Bardzo nie podobały mi się z kolei te, które znajdują się po prawej stronie zdjęcia – czcionka a la Comic Sans na biletach komunikacji miejskiej to nieporozumienie.

IMG_6803

Dość długo obowiązywały w Białymstoku kasowniki dziurkowe. W innych miastach wkładało się bilet do kasownika, a u nas tradycyjnie zamiast wydruku daty i godziny, trzeba było docisnąć kasownik, żeby na bilecie pojawił się obowiązujący w danym autobusie układ dziurek. Zaleta? Można było kasować kilka biletów jednocześnie, co sprawdzało się na przykład podczas szkolnych wycieczek autobusem do miasta ;)

zgadywanki

Mam dla Was dobrą wiadomość – pobyt w Białymstoku (krótki, ale owocny) – przyniósł kolejne zdjęcia i materiał na kilka nowych wpisów na bloga, które wymagają pewnego opracowania. W ramach przerywnika mam jednak dość łatwą, ale ciekawą zagadkę fotograficzną :)

IMG_6696

Rodzinne fotografie z Białymstokiem w tle

Chyba każda rodzina ma mniej lub bardziej bogate zbiory rodzinnych fotografii. Mam to szczęście, że nasze zasoby są dość obszerne i sięgają kilka pokoleń wstecz, dzięki czemu mogę na przykład poznać codzienność z czasów młodości moich pradziadków. Nie byłabym sobą, gdybym nie zwróciła przy okazji uwagi na Białystok z dawnych lat, który załapał się jako tło wielu fotografii, o czym mieliście już okazję przekonać się we wpisie Fotografia spacerowa z rodzinnego albumu. Dziś przejrzałam na spokojnie zdjęcia z albumów moich dziadków i również natrafiłam na kilka miejskich ciekawostek, którymi chciałabym się z Wami podzielić.

Widok na ulicę Św. Rocha:

IMG_6715

Rok 1954, prawdopodobnie ulica Wesoła:

IMG_6716

Przed farą:

IMG_6718

Planty z widokiem na ulicę Mickiewicza; Teatr Dramatyczny:

IMG_6730

Rynek Kościuszki. W tle po prawej Stary Kościół i fara. Intryguje mnie ten budynek po lewej stronie zdjęcia…

IMG_6729

Bardzo pozytywne zdjęcie! :)

IMG_6720

Wśród zebranych na fotografii jest mój pradziadek. Dziadek nie ma pewności, czy zdjęcie zostało wykonane w 1938 czy w 1939 roku:

IMG_6721

Pradziadek i kulisy pracy w Elektrowni Białostockiej (EC I) oraz początki samochodowej komunikacji miejskiej w Białymstoku:

IMG_6722

IMG_6723

IMG_6724

IMG_6725

IMG_6726

IMG_6727

I jeszcze jedno, dużo nowsze już zdjęcie:

IMG_6728

Fotografowie białostoccy 1861-1915

Przed tegorocznymi Dniami Miasta otrzymałam w prezencie od Centrum Ludwika Zamenhofa w Białymstoku bardzo ciekawą i rewelacyjnie wręcz wydaną książkę dla miłośników historii naszego miasta. Mam na myśli najnowszą publikację CLZ poświęconą białostockim fotografom z lat 1861-1915. Ta książka to kopalnia informacji, za co należą się wielkie podziękowania pomysłodawcom. Nie pierwszy już raz ukazuje się wartościowa książka traktująca o dawnym Białymstoku. Ilekroć przeglądam takie publikacje, ogarnia mnie smutek, że w wyniku wojennych perturbacji z tego starego eleganckiego Białegostoku (ograniczonego wprawdzie do kilku ulic) praktycznie nic nam już nie pozostało. Tym bardziej warto zapoznać się z tym, co już nigdy nie wróci i co Białystok stracił bezpowrotnie.

IMG_6676

IMG_6677

IMG_6678

IMG_6679

IMG_6680

IMG_6681

IMG_6682

Bardzo się cieszę, że wciąż powstają nowe książki poświęcone historii Białegostoku. Czy zauważyliście jednak, że brakuje u nas książek o dzisiejszym mieście? W stylu „Zrób to w…” czy chociażby wertowanej niedawno przeze mnie „Rajza po Kato”. Czy zbyt mało jest w Białymstoku miejskich aktywistów, którzy chcieliby taką książkę „na luzie” napisać? Czy może brak u nas podatnego gruntu na takie niestandardowe publikacje? Czasem się śmieję, że jeśli czegoś takiego się nie doczekam, to usiądę i sama coś napiszę ;) Przynajmniej w Internecie :)

zgadywanki

Odkąd pamiętam, budynek przedstawiony na poniższym zdjęciu znajduje się w bardzo złym stanie. Jak myślicie: czy doczeka się wreszcie zasłużonego remontu, czy też może skończy tak jak większość starej zabudowy w Białymstoku? I jeszcze pytanie kluczowe: gdzie on się znajduje? :)

IMG_6675