zgadywanki

Nauczona doświadczeniem, staram się przeplatać zagadki trudne z tymi łatwiejszymi, żeby potencjalny odbiorca się nie zniechęcał :) Dziś publikuję zatem zdjęcie ze (uwaga, to podpowiedź) ścisłego centrum miasta. Urzekła mnie ta aranżacja!

IMG_5956

Tak, dobrze Wam się wydaje! To najprawdziwszy krasnal!

IMG_5958

Zatem… Gdzie jest ta ulica, gdzie jest ten dom, gdzie jest ten krasnal i ten balkon? ;)

Reklamy

Na świeże powietrze marsz!

Jak mówi stare ludowe porzekadło, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! Moja pierwsza myśl dotycząca zmiany czasu na letni akurat w niedzielę wielkanocną brzmiała mniej więcej tak: nie dość, że w tygodniu brakuje mi snu, to jeszcze w święta nie będzie mi dane pospać… Szybko okazało się jednak, że zmiana czasu okazała się chyba jednym z lepszych elementów kończących się właśnie świątecznych dni, a wszystko za sprawą pięknej wczesnowiosennej pogody! W Niedzielę Wielkanocną wybraliśmy się na popołudniowy spacer po mieście, natomiast w poniedziałek wyruszyliśmy na eksplorowanie Podlasia. Nie mieliśmy ochoty na dłuższą jazdę samochodem, dlatego postawiliśmy sobie warunek: nasz cel musi znajdować się niedaleko Białegostoku. Wiecie już z moich wcześniejszych wpisów, że położenie naszego miasta postrzegam jako wielką zaletę pod kątem turystyczno-krajoznawczym, ponieważ naprawdę szybko możemy zostawić w tyle miejskie życie i wybrać się na łono natury.

Po tym przydługim wstępie wypada wreszcie zdradzić, gdzie zażywaliśmy dziś świeżego powietrza: Narwiański Park Narodowy – kładka między wsiami Śliwno i Waniewo. Nie był to pomysł oryginalny, gdyż ruch na pomostach był dość spory, ale to tylko powód do radości, że coraz więcej ludzi postanawia spędzić chociaż część Świąt Wielkanocnych aktywnie, a nie tylko i wyłącznie przy suto zastawionym stole w czterech ścianach. Zwłaszcza, gdy pogoda dopisuje tak jak dziś!

Z Białegostoku wyjechaliśmy ulicą Popiełuszki, przejechaliśmy przez Krupniki, Sienkiewicze, mineliśmy „Szubienicę” czyli pomnik Powstania Styczniowego upamiętniający miejsce straceń powstańców z Choroszczy i okolic. Wzdłuż szosy ciągnie się świeżo wylana ścieżka rowerowa stanowiąca fragment szlaku Green Velo. My pojechaliśmy do Śliwna trochę wydłużoną drogą, żeby zahaczyć o wieś Kruszewo. Miejscowość znajduje się przy dawnej szosie jeżewskiej, jednak przez rzekę Narew się w niej nie przeprawimy. Tamtejszy most został mianowicie kilkakrotnie zniszczony: podczas wojny polsko-bolszewickiej oraz  w trakcie II Wojny Światowej. Przesąd głosi, że każda odbudowa mostu prowadzi niechybnie do wojny. Czy dlatego do dziś go nie zrekonstruowano?

W Kruszewie odniosłam bardzo pozytywne w sumie wrażenie. Poczułam się tak, jakbym dotarła na koniec świata. Z dawnej trasy do Jeżewa musimy skręcić w lewo, przed nami ślepa droga, wokół cisza niebywała i piękne widoki. Na skraju wsi znajduje się kaplica z przełomu XVIII i XIX wieku. Drzwi do niej są otwarte, w środku urządzono maleńki ołtarzyk. Jest w tym coś magicznego. Po drugiej stronie drogi rzuca się w oczy pozostałość po wiatraku typu holender z 1936 roku.

IMG_6003

Dopiero w domu zauważyłam, że nie ujęłam w kadrze całego krzyża. Chciałabym Wam jednak pokazać również front kapliczki i wspomniane otwarte drzwi. Proszę zatem o zrozumienie. Krzyż w całości na kolejnym zdjęciu.

IMG_5999

IMG_6000

IMG_5996

IMG_5998

Pozostałości wiatraka:

IMG_6004

Przejechaliśmy przez Kruszewo do Śliwna. Warto wspomnieć, że w przeszłości jednym z właścicieli Śliwna był sam Zygmunt Krasiński! Przed kładką parkowało już wiele samochodów. Wejście na teren Narwiańskiego Parku Narodowego jest płatne w sezonie, to znaczy od maja do września, dlatego mogliśmy przespacerować się nad rzeką zupełnie za darmo. Natura dopiero nieśmiało budzi się do życia, ale po drodze spotkaliśmy sporo ptaków, które są jedną z największych atrakcji NPN. Podczas spaceru kładką kilkakrotnie musimy skorzystać z pływających platform, które napędzane są siłą naszych rąk :) Ciągniemy za łańcuchy i linę i wprawiamy pomosty w ruch :) Jest frajda! Kładką dotrzemy do wsi Waniewo, w której znajduje się zabytkowy kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

IMG_6012

IMG_6015

IMG_6018

IMG_6021

IMG_6022

IMG_6026

IMG_6027

IMG_6029

IMG_6030

IMG_6031

IMG_6032

IMG_6035

IMG_6037

IMG_6041

IMG_6042

IMG_6043

IMG_6045

  Zejście na kładkę od strony wsi Waniewo:

IMG_6054

IMG_6055

IMG_6056

IMG_6057

IMG_6058

IMG_6059

IMG_6062

IMG_6063

IMG_6064

Wspomniany kościół w Waniewie: Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

IMG_6047

IMG_6049

IMG_6050

Sąsiadujący z kościołem drewniany dom:

IMG_6051

IMG_6053

W drodze powrotnej do Śliwna:

IMG_6066

Polecam również kilka linków związanych z kładką i okolicami:

Więcej zdjęć z kładki Waniewo-Śliwno

Kładka Waniewo-Śliwno. Turystyczny raj spacerowiczów

Atrakcja turystyczna: Kładka na bagnach łącząca Śliwno i Waniewo

Waniewo: Średniowieczny zamek szlachecki (zniszczony)

Podsumowanie wycieczki:

Plusy: przyroda, świeże powietrze, cisza, bezkresne widoki, Narew w całej krasie, platformy

Minusy: stan toalety w Śliwnie, pojedyncze śmieci wrzucone w trzcinę oraz wanna (!) pływająca w Narwi – to chyba nie sprawka turystów…

Tajemnice ulicy Częstochowskiej

Moja ostatnia zagadka fotograficzna nie została do końca poprawnie rozszyfrowana, dlatego spieszę wyjaśnić, gdzie zostało wykonane zdjęcie z poprzedniego wpisu. Może trudno w to uwierzyć, ale w ścisłym centrum miasta przy obecnej Alei Piłsudskiego. Vis a vis Banku Millenium znajduje się fragment dawnej ulicy Częstochowskiej, której pierwotny przebieg został przerwany po wybudowaniu wspomnianej arterii mającej na celu odciążenie ulicy Lipowej. Tak jak ulica Waryńskiego, tak też i ulica Częstochowska została podzielona na dwa fragmenty. Pomiędzy blokami, tuż za przystankiem autobusowym, stoją dwie zabytkowe kamienice. Ich stan jest katastrofalny, czym od pewnego czasu interesują się lokalne media. Na 6 kwietnia 2016 roku został wyznaczony przetarg na sprzedaż obu kamienic, jednak pierwsza taka próba zakończyła się fiaskiem, dlatego mój optymizm jest pohamowany. Nie pierwszy to już raz kamienice w Białymstoku niszczeją, coraz więcej mieszkańców ma podejrzenia, że nie jest to przypadek.

Zachęcam do zapoznania się z historią opisywanych kamienic: Ul. Częstochowska. Sprzedawano tu artykuły chirurgiczne. Tutaj znajdziecie z kolei zdjęcia budynków przed zabiciem okien pilśnią: Ulica Częstochowska odkryta na nowo. Warto poczytać również o problemach z plądrującymi posesje złomiarzami: Piłsudskiego 20b. Opuszczona kamienica ciągle była plądrowana oraz o przygotowaniach do zbliżającego się przetargu: Miasto nie ogrodzi kamienic przy alei Piłsudskiego

IMG_5924

IMG_5926

IMG_5927

IMG_5930

IMG_5932

IMG_5933

IMG_5934

IMG_5935

IMG_5936

IMG_5937

IMG_5940

IMG_5942

Warto przypomnieć, jakie skarby kryje kamienica usytuowana bliżej Alei Piłsudskiego: https://aniaontour.wordpress.com/2010/06/21/ludowo-kolorowo/ (zdjęcie drugie).

zgadywanki

Dziś do południa była piękna pogoda – świeciło słońce, nie było wiatru, czuć było w powietrzu wiosnę. Postanowiłam wykorzystać tę okazję i przejść się na krótki spacer po mieście, a co za tym idzie, zrobić kilka nowych zdjęć na bloga, ponieważ moje zasoby są już na wyczerpaniu.

Kto z Was odgadnie, dokąd mnie dziś zaniosło?

IMG_5929

Pamiątki z Białegostoku

Niechętnie kupuję pamiątki. Nie lubię tych typowo turystycznych sklepów z kubkami, breloczkami i pstrokatymi torbami w stylu „I love (wstaw odpowiednią nazwę miasta)”. Podczas każdego wyjazdu zaglądamy jednak do takich przybytków, ponieważ zawsze istnieje szansa, że natrafimy na całkiem zgrabny gadżet albo nietypową pocztówkę. Poza tym staramy się przywieźć kilka drobiazgów tym, którzy się ich najzwyczajniej w świecie spodziewają i potrafią się nimi szczerze cieszyć.

Ja najbardziej lubię pamiątki kulinarne, które wprawdzie nie są wieczne, ale pozwalają przedłużyć wrażenia związane z pobytem w innym kraju lub mieście. Dlatego zawsze zwożę do domu jakieś niedostępne w Polsce produkty lub produkty regionalne.

Nie oznacza to jednak, że całkowicie stronię od gadżetów takich jak kubki czy lniane torby. Lubię je, ale sprawiają mi one radość jedynie wtedy, kiedy jakieś miasto obdarzam prawdziwym sentymentem i sympatią. Z miast polskich w rachubę wchodzą tak naprawdę tylko dwa: Białystok i Warszawa. W innych ośrodkach też jest wprawdzie fajnie, ale jakoś nie wyobrażam sobie siebie pijącej kawę z dizajnerskiego kubka z napisem „Kraków” czy z odwzorowaniem neonu z Poznania :) Mam oczywiście na myśli tak zwany miejski dizajn, a nie zwykłe pamiątki. O ile w Warszawie bez problemu można się w tej materii zadowolić, o tyle w Białymstoku natrafiamy już na problem. Otóż miejskiego dizajnu u nas praktycznie nie ma :( Nawet niedawny konkurs na nową grafikę reklamującą nasze miasto nie wpisuje się w ten praktykowany w wielu miastach trend, chociaż jest już krokiem w dobrym kierunku. Bardzo cenię inicjatywy ze Śląska – tam bez problemu kupimy ciekawy gadżet, zabawny t-shirt czy torbę. Pragnę podkreślić, że lubię Górny Śląsk, chętnie tam jeżdżę i zdaję sobie sprawę, że mam tam jeszcze wiele do odkrycia. Ale brakuje tego osobistego pierwiastka, który pozwalałby mi latać po mieście w śląskiej koszulce (choć obiektywnie uważam ją za zabawną!). Zobaczcie, co oferują niektóre śląskie sklepy internetowe:

Gryfnie

Slonski Dizajn

Slonski Chachor

i zerknijcie na zestawienie 10 najlepszych śląskich gadżetów:

10 najlepszych śląskich gadżetów

Prawda, że dobre? :)

Po tym preludium wróćmy jednak na nasze Podlasie. Na rynku funkcjonuje sklep Xoroshe, po którym obiecywałam sobie dużo więcej. Tymczasem inicjatywa rozwinęła się dość mocno w nurcie białorusko-podlaskiego folku. Oferują dobre gatunkowo i stuprocentowo polskie ubrania i inne produkty, jednak nie umiem się z nimi utożsamiać. Poza tym brak im tego przysłowiowego „jaja”. Nie da się im jednak odmówić innowacyjności na lokalnym rynku – to pierwsza taka firma na Podlasiu, która wykorzystuje zainteresowanie „małą ojczyzną” i przywiązaniem do niej. Czy możemy jednak znaleźć coś jeszcze?

Kiedyś postanowiłam obejrzeć wystawę pamiątek z Białegostoku wyeksponowanych w witrynie kwiaciarni Żonkil. Zobaczyłam tradycyjne magnesy na lodówkę, breloczki ze śledziem, śnieżne kule, otwieracze do butelek, dzwonki i kubki. Z tego zestawu kubek był chyba najlepszy, aczkolwiek nie idealny. Jednak ogromny plus za nowoczesną grafikę! Kiedyś w kiosku na Sienkiewicza widziałam jeszcze lniane torby i t-shirty ze śledzikiem białostockim… Tu wersja internetowa: Śledzik białostocki

Chyba przyznacie, że po obejrzeniu kilku zaledwie stron ze śląskim dizajnem, oferta śledzików wydaje się bidna i nudna niczym mysz kościelna… Zdaję sobie sprawę, że Białystok nie jestem centrum ruchu turystycznego. Ale mieszka w nim wielu oddanych temu miastu ludzi. Jestem przekonana, że choćby na rynek lokalny warto byłoby wejść z ciekawą linią bluz, t-shirtów, lnianych toreb i innych drobiazgów, które znalazłyby zbyt wśród mieszkańców, a być może również i wśród przypadkowych turystów.

Co dziś przywiozłabym z Białegostoku jako pamiątkę? Chyba klasyk z puszki – pasztet białostocki z drobiu ;)

IMG_3848