Niedzielne popołudnie w Supraślu

Przyśnił mi się sen: mieliśmy z Januszem wyjechać na miesiąc do Supraśla na wakacje. Wszystko było gotowe, lokum, wyżywienie – all inclusive. Ale pod jednym warunkiem: nie wolno nam było przez ten miesiąc opuścić miasteczka i pod żadnym pozorem nie mogliśmy pojechać do Białegostoku. Senny koszmar? Wręcz przeciwnie!

Wracam dziś do Was po bardzo długiej przerwie. Powoli dojrzewam do pisania o Białymstoku na nowo, ale wciąż trudno mi bez emocji mówić o tych przekrętach, układach i oczywiście przypadkowych pożarach, o których regularnie czytam w internecie. Dlatego dziś będzie łagodnie i przyjemnie (choć Supraśl wolny od afer nie jest, nie jest jednak moim miastem rodzinnym i nie przeżywam ich tak osobiście jak w przypadku Białegostoku). W minioną niedzielę pojechaliśmy późnym popołudniem do Supraśla. Skwar był nie do zniesienia i nawet chłodny jeszcze w sobotę dom nie dawał już wytchnienia. Tak naprawdę nie mieliśmy co ze sobą zrobić, a jak zwykle w takich wypadkach Supraśl jest niezastąpiony. Chwila moment i przenosimy się do innego świata. Naturalnie nie tylko my wpadliśmy na ten mało oryginalny przecież pomysł – w centrum miasta nie było gdzie zaparkować auta (rejestracje nie tylko od nas, ale z najróżniejszych zakątków Polski), ale po kilku rundkach udało się zaparkować w cieniu. Zakupiliśmy obowiązkowe lody i poszliśmy na spacer. Warunek był jeden – jak najdalej od tłumów ludzi na ulicy 3. Maja i na plaży. Poszliśmy zatem za liceum plastyczne, bulwarami w stronę mostu na trasie do Krynek. W tych rejonach nie spotkaliśmy na szczęście zbyt wielu turystów, mogliśmy za to na spokojnie popatrzeć na rzekę i urocze domki na skarpie. Szczerze zazdroszczę ludziom, którzy mają w Supraślu dom (najchętniej drewniany!) i mogą na co dzień lub przynajmniej przez pewien czas w roku żyć sobie w ciszy i spokoju. Pamiętam moją krótką rozmowę z Piotrem Tomaszukiem i Wiktorem Wołkowem w warszawskiej Fabryce Trzciny. Kiedy przyznałam się, że pochodzę z Białegostoku i stąd moje zainteresowanie Podlasiem, pan Wołkow powiedział tylko, że strasznie mi współczuje, że mieszkam w Białymstoku (a że tak naprawdę w Warszawie to tym bardziej…), bo prawdziwe życie to jest dopiero w Supraślu… Zdziwiłam się wtedy, ale z biegiem lat chyba coraz lepiej rozumiem, co miał na myśli.

IMG_3904

IMG_3905

IMG_3906

IMG_3909

IMG_3912

IMG_3916

IMG_3917

IMG_3918

IMG_3921

IMG_3923

IMG_3924

IMG_3930

IMG_3931

IMG_3932

IMG_3934

IMG_3935

IMG_3936

IMG_3937

IMG_3938

IMG_3941

IMG_3942

IMG_3943

Advertisements

4 uwagi do wpisu “Niedzielne popołudnie w Supraślu

  1. Bożena Kowalska Aż chce się powiedzieć: ”urocze…” Naprawdę, oglądając te piękne ujęcia rzeki, ciche i zadumane, oraz sielskie domki i uliczki, chce się żyć dla samego krajobrazu i tego naturalnego spokoju…Tam rzeczywiście odpoczywa się, chociażby na krótko …
    Lubię to! · Odpowiedz · 1 min · Edytowany

  2. W zeszłym tygodniu odkrywałem Podlasie – w tym również Supraśl i okolice. Żałuję, że zwlekałem z tym tak długo…

  3. To jest wymarzony świat także dla nas. Odkryliśmy Podlasie siedem lat temu. Szybko „łykaliśmy” je przez kolejne dwa. Teraz, gdy wspominamy poniedziałkowe psiaki wygrzewające się na środku ulicy, w ciszy i bezpieczeństwie, znów ckni nam się za Supraślem. To, dla nas dolnoślązaków, jest raj na ziemi.. Pozdrawiamy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s