Wiosna :)

Wszystkiego dobrego ze świętami :) Niedziela Wielkanocna nie rozpieszcza nas niestety tak jak Wielka Sobota, ale i tak nie powinniśmy narzekać na pogodę, ponieważ wiosna w pełni! W przerwie między jednym posiedzeniem przy stole a drugim wyszłam na chwilę do ogrodu. Bardzo chętnie towarzyszył mi nasz kot – on autentycznie się cieszy, kiedy ktoś wyjdzie z nim do ogrodu :) W tym roku obrodziło u nas w stokrotki, są dosłownie wszędzie, ale nie mamy sumienia wyrwać ich nawet z trawnika, bo tak ładnie kwitną … Podejrzewam, że śladów wiosny w mieście jest jeszcze więcej niż tutaj u nas w skromnym zakątku. Bierzcie zatem aparaty w dłoń i ruszajcie na jej poszukiwania! Ja tymczasem wracam do stołu i do dobrej muzyki :)

IMG_1901

IMG_1902

IMG_1905

IMG_1906

IMG_1907

Reklamy

Kijowska street art

O istnieniu tych malowideł wiedziałam już od dawna (no dobrze, poza kotem, bo z perspektywy ulicy trudno go zobaczyć), ale nie mogłam się zmobilizować, żeby wreszcie zrobić im zdjęcia. Dziś przejeżdżaliśmy przez ulicę Kijowską i postanowiłam skorzystać z okazji. Nagle dopadła mnie myśl, że przecież przy mojej kolejnej wizycie w Białymstoku jednej z tych kamienic może już nie być. Budynek przy Kijowskiej 1 jest przecież zabytkiem, ponoć ma w nim powstać nawet muzeum, za do bardzo mocno trzymam kciuki. Ale co do wypatroszonego budynku (można tak jeszcze o nim mówić?) nie mam już takiej pewności. Dlatego pod wpływem chwili spytałam, czy możemy tu na chwilę stanąć. Graffiti z okazji przedstawienia „Upiór w operze” można spotkać na rożnych budynkach, barakach, a nawet na rozdzielni prądu (odsyłam do postu Wokół (nielubianej) opery) w bezpośrednim sąsiedztwie instytucji przy ulicy Odeskiej 1. Lubię takie miejskie drobiazgi, bo sprawiają, że nawet na dawne opuszczone kamienice z Chanajek milej się patrzy, choć niezmiernie mi ich szkoda. Na Kijowskiej budują się już nowe bloki (to chyba jedna z niewielu rzeczy, która w Białymstoku wychodzi, jednak ku ogólnemu niezadowoleniu mieszkańców), które całkowicie zmienią charakter tej od zawsze biednej i przez lata zaniedbywanej części Białegostoku. Dlatego spieszcie z aparatami, jeśli chcecie uchwycić coś jeszcze z tych dawnych Chanajek. Ja już tam byłam, nawet kilka razy, o czym przy okazji chętnie przypomnę: Chanajki

IMG_1884

IMG_1885

IMG_1894

IMG_1886

IMG_1887

IMG_1888

IMG_1889

IMG_1890

IMG_1893

IMG_1895

IMG_1896

IMG_1891

Ekumeniczna Wielka Sobota

Piękną mamy dziś pogodę! Aż chciałoby się, żeby tak śliczna aura została z nami jak najdłużej, ale ponoć już pojutrze ma padać … Deszczowy lany poniedziałek? Czemu nie ;) W tym roku po raz kolejny Wielkanoc wypada w tym samym terminie u katolików i u prawosławnych, postanowiliśmy zatem z Tatą pojechać i tym razem na Rynek Kościuszki na ekumeniczne święcenie pokarmów. W porównaniu z poprzednim razem, a było to już kilka lat temu, ludzi było jeszcze więcej, na szczęście stołów też. Pod ratusz dotarliśmy dosłownie za pięć dwunasta, nie było zatem szans, aby samemu ustawić koszyczek na jednym z przygotowanych stołów. Na szczęście znaleźli się wokół pomocni ludzie :) Przed ceremonią udało mi się zrobić jeszcze kilka zdjęć (wysoki wzrost ma jednej swoje korzyści!), punkt 12 schowałam jednak aparat. Niestety, fotoreporterzy przeszli w tym roku samych siebie i dosłownie okleili zwierzchników obu Kościołów ze wszystkich możliwych stron. Było to tak namolne, wręcz nawet niesmaczne … Totalny brak wyczucia chwili. Bardzo szkoda. No ale dzięki temu mamy lawinę zdjęć w internecie. Zaciekawionym polecam galerię na stronie Polskiego Radia Białystok. Tradycyjnie biją na głowę Poranne, Wyborcze itp. Jeśli dobre zdjęcia, to tylko Radio Białystok: Kilkaset osób na ekumenicznym święceniu pokarmów

Na Rynku pojawiły się kilka dni temu ozdobne jabłonie w donicach. Ponoć mają być odporne na niższe temperatury, ale niedawno stały jeszcze opatulone niczym białe kokony. Dziś prezentowały się całkiem ładnie :) Podobnie jak drzewo przed starym kościołem farnym. Tak ładnie kontrastowało z białą fasadą kościółka, że nie mogłam przejść obok tego widoku obojętnie :) W parku też już wszystko gotowe, fontanny działają, więc jutro można spodziewać się szturmu spacerowiczów. Po moich bożonarodzeniowych doświadczeniach spacerowych potwierdzam, że nie ma nic lepszego niż świąteczny spacer! Piękną wiosnę dziś mamy!

IMG_1874

IMG_1875

IMG_1876

IMG_1880

IMG_1881

IMG_1882

IMG_1883

Genialna Lura w Białymstoku

O pewnych wydarzeniach dowiadujemy się zbyt późno i żałujemy, że w nich nie uczestniczyliśmy. Nieco trudniej jest chyba jednak pogodzić się z faktem, że o jakimś wydarzeniu wiedzieliśmy, ale wykazaliśmy się zbyt dużą ignorancją i nie potrafiliśmy go docenić. Ja doszłam do takiego wniosku po prawie pięciu latach. Ubiegłoroczne wakacje w Lizbonie wywarły na mnie ogromny wpływ, choć miejsce wypoczynku wybieraliśmy dość spontanicznie i w ciemno. „O, Lufthansa ma dobre połączenia do Lizbony, niech będzie zatem Lizbona”. I tak już prawie od roku nie umiem się z tej Lizbony otrząsnąć, choć nie chciałabym tam zamieszkać na stałe. Lizbona żyje sobie jednak we mnie i od czasu do czasu silniej daje o sobie znać. Wtedy korzystam z dobrodziejstw światowej sieci i puszczam sobie coś w stylu „5 horas de fado”, żeby łatwiej wczuć się w klimat. Po obejrzeniu chyba wszystkich programów o Lizbonie i Portugalii (dzięki Wam, Niemcy, że macie bzika na punkcie programów turystycznych i umieszczacie je w swoich mediatekach w internecie!!!) przerzuciłam się na książki. W promocji na merlinie kupiłam sobie album „Lizbona. Muzyka moich ulic” Marcina Kydryńskiego. O ile samego Kydryńskiego nie lubię, o tyle jego legendarna już Siesta w radiowej Trójce od lat wywołuje we mnie pozytywne emocje. Do kolekcji moich „siestowych” płyt dokupiłam jeszcze tę najnowszą kompilację z muzyką do napisanej przez Kydryńskiego książki. Też w promocji, dosłownie rzuciła się na mnie w Empiku. Za pół ceny przeniosłam się zatem zimą do klimatycznej Lizbony, w której to nie chciałabym zamieszkać na stałe, ale do której chciałabym jeszcze wiele razy wracać. Czytałam, słuchałam i coś zaczęło mi świtać w pamięci. A konkretnie słowa Kydryńskiego z jednej z jego audycji, o tym, że taka WIELKA artystka muzyki luzofońskiej wystąpi ZA DARMO na dniach miasta w TAKIM Białymstoku. Pamiętam, jak się wtedy zdenerwowałam, no bo jakim to prawem Kydryński będzie nazywał moje miasto TAKIM Białymstokiem, a nie Białymstokiem po prostu. „Nadęty bufon!”, pomyślałam sobie. No i wystąpiła. Na Dniach Miasta Białegostoku w 2009 roku w deszczowy wieczór na Plantach. Lura. Wtedy byłam rozczarowana, no bo jak to tak? Muzyka południowa? Przecież to nie dla mnie! Dziś okropnie żałuję, że jednak nie wybrałam się na Planty, bo mogłabym pochwalić się w towarzystwie, że byłam na koncercie wielkiej gwiazdy, bo Lura zdecydowanie taką gwiazdą jest, choć w Polsce kojarzą ją pewnie tylko zainteresowani. Udało mi się znaleźć filmik z jedną piosenką, którą Lura wykonała na początku koncertu. Jakość jak na film koncertowy całkiem dobra. Przy okazji polecam Lizbonę na wakacje :) Wrażenia i wspomnienia gwarantowane!

zgadywanki

Na dzisiejszy wieczór wyszperałam zagadkę historyczną. Nie jest ona trudna, po dwóch charakterystycznych elementach możecie rozpoznać, w jakim miejscu w powojennym Białymstoku zostało wykonane to zdjęcie. Powodzenia!

F1040016

Wokół (nielubianej) opery

W poniedziałek postanowiłam przejść się na spokojnie wokół opery, która u większości z Was wywołuje negatywne emocje i nie budzi sympatii. Ja mam do niej stosunek dość obojętny i wcale nie uważam jej za tak brzydką jak opinia publiczna :) Może dlatego, że pięć lat mojego życia spędziłam praktycznie przy BUW-ie ;) Nie no, racja, BUW jest jednak ładniejszy. Wiem, że opera pochłonęła duże pieniądze, ale mając do wyboru finansowanie opery i na przykład finansowanie Jagiellonii zdecydowanie wspieram to pierwsze rozwiązanie. Widzów też im raczej nie brakuje, zainteresowanie repertuarem jest duże, wbrew temu, co wypisują internetowe mądrale na forach Porannego & Co., którzy o kulturze wyższej pojęcie mają często mętne lub wręcz żadne. Czytam Wasze komentarze tutaj na blogu oraz na moim profilu na fb i wiem, że jesteście raczej na pewno na „nie” i wszystko co związane z operą zasługuje według Was na krytykę. Ja pozostaję bardziej neutralna, opera jest mi w gruncie rzeczy dość obojętna, ale cieszę się, że jednak jest w mieście taka instytucja. To, co przeszkadza mi najbardziej, to brak zagospodarowania terenu wokół opery. Plac Stanisława Moniuszki woła o pomstę do nieba! Przecież tam potrzeba nowej nawierzchni zamiast tego starego asfaltu, który pamięta jeszcze stary amfiteatr … Plac trzeba zaplanować, ustawić ławki (obecnie jest ich o wiele za mało), tak, aby można było tam w spokoju przysiąść. Widok od strony opery na podupadające Chanajki, na które przez lata nikt w magistracie nie znalazł pomysłu to chyba kontrast roku. Kawałki betonu z konstrukcji starego amfiteatru sąsiadujące z nowymi elementami wyglądają po prostu źle. Liczę na to, że ktoś nad tym jednak czuwa i doczekam się jednak porządnego obejścia, gdyż obecnie opera przypomina przybysza z przyszłości wrzuconego w środek starej wsi … Największy minus, to zamknięty i PŁATNY ogród na dachu, w którym nic nie ma. Przecież to miejsce powinno być otwarte w sezonie w godzinach od do, na dachu powinien czuwać ochroniarz, ale pobieranie opłaty za wstęp wydaje się być czystą bezczelnością ze strony opery! Na BUW-ie jest ładniej i jest za darmo. Jeżeli ogród ma być częścią miasta, powinien być ogólnodostępny. Obecnie kompletnie się z miastem nie integruje.

IMG_1859

IMG_1860

IMG_1861

IMG_1862

IMG_1863

IMG_1864