starocie

Maciej Mardylas podesłał mi niedawno dwa historyczne zdjęcia Białegostoku, które jemu podesłał z kolei ktoś inny :) Na pewno część z Was widziała je już w Internecie na stronach poświęconych historii miasta, ale skoro już je mam „na własność”, wrzucam je na bloga. Historii Białegostoku nigdy za wiele :)

1305533_10202013441595228_767344675_n

1376107_10202013441835234_1043540812_n

Reklamy

Czy to pozostałość po dożynkach centralnych?

Mateusz Promyk przesłał mi dziś dwa zdjęcia metalowej kompozycji, która znajduje się u zbiegu Alei Solidarności i ul. Zwycięstwa. Bardzo Ci dziękuję! Już wiele razy chciałam zrobić im zdjęcie, ale nigdy nie było mi aż na tyle po drodze, a kiedy już znalazłam się w tamtych okolicach, nie miałam przy sobie aparatu. Co przedstawia ta rzeźba – trudno stwierdzić. Jest bowiem dość abstrakcyjna, a powstała chyba przy okazji masowego ozdabiania miasta przed centralnymi dożynkami w roku 1973, prawda? Również z tej okazji ustawiono przy ulicy Kawaleryjskiej herb miasta na metalowym stelażu. Jeżeli się mylę, proszę, poprawcie mnie :) Najważniejsze, że mimo upływu czasu i zmiany systemów, nikt nie wpadł na pomysł, aby te „koła” zlikwidować :)

539160_169015713293201_1477705373_n

553059_169015666626539_1663505670_n

To niemożliwe …

W sumie do tej pory ciężko mi w to uwierzyć. Magda napisała mi rano, że pali się kościół św. Wojciecha. Zamurowało mnie, ale jak wiecie, nie da się dziś przy niedzieli i braku innych informacji uciec od tego tematu w Internecie, telewizji i radiu. Strasznie mi smutno, bo to, jak wiecie z bloga, mój ulubiony kościół w Białymstoku, od jakości Mszy po akustykę. Z chęcią tam chodziłam, rodzice chodzą tam cały czas. W niedalekiej przeszłości udało się tam tyle wyremontować. Widać było, że ludzie chcą wspomagać remonty i renowacje finansowo i to robili. A teraz tak ogromne zniszczenia. Wierzę, że mimo wszystko uda się przywrócić świątynię w miarę szybko do porządku. Ja w każdym razie wspomogę odbudowę wieży finansowo. Tak sobie myślę, że zniknął nam pewien stały element architektoniczny. Czuję się tak, jakby jakaś istotna cząstka miasta przestała istnieć. Ale to nie o tym chciałam pisać. Najbardziej zszokowały mnie komentarze szanownych internautów. Nawet nie na Interii i innych badziewnych portalach (Nieszczęśliwie mam pocztę na Interii i widzę te wszystkie newsy, ale żeby je czytać?:D), ale na naszych lokalnych Porannych, Wyborczych itp. Matko, w jakim mieście i w jakim kraju ja żyję?! Przecież to nie do pojęcia, co, jakim językiem i w jakim tonie ludzie wypisują! Nie masz nic do powiedzenia – siedź cicho. Masz coś do powiedzenia – napisz, ale nie obrażaj. Nagle okazuje się, że 3/4 towarzystwa wręcz pluje jadem na Kościół i tych, którzy do kościoła chodzą. Może walcząca na wszystkich frontach o tolerancję gazetka Wyborcza powinna zajrzeć, co też w duchu upragnionej tolerancji dzieje się na jej własnym forum? Dlaczego większość Polaków potrafi tylko paskudnie hejtować, nie reprezentując sobą niczego? Opadły mi ręce, naprawdę.

Miał być Franek. Ale nie był ;) Zamiast Łukaszówki – Maciejówka. Ale chociaż był rower ;)

W miniony weekend wybraliśmy się z Januszem do Białegostoku. Powodem tej wczesnojesiennej wizyty nie był festyn Franka na „stadionie” w Białymstoku, ale chcieliśmy skorzystać z okazji i wstąpić na Słoneczną. Niestety, nie było nam to dane. W piątek moja niezastąpiona Mama zaoferowała się z pomocą. „Kupię Wam te bilety, przechodzę przecież obok punktu Jagiellonii przy dworcu PKS”. Miało być pięknie, wyszło jak zwykle. Po południu w budce Jagi zawiesił się system i biletów nie można było zakupić. Pani potwierdziła jednak, że sprzedaż wejściówek prowadzona będzie również w sobotę. Z samego rana wsiedliśmy z Januszem na rowery i udaliśmy się w kierunku dworca. Kolejka stała do drzwi, jacyś Polacy mieszkający na stałe w UK obkupili się w gadżety drużyny. Po 20 minutach oczekiwania wreszcie coś drgnęło. Ale pani sprzedawczyni dopiero wówczas ze stoickim spokojem oznajmiła, że sprzedaż biletów jest niemożliwa. Dostępne są w jednej (tak, słownie „jednej”) kasie na stadionie. Haha. Dobre sobie. Zmarnowany czas, brak wejściówek, ogólne wkurzenie. Podjechaliśmy jeszcze na Malmeda, tam również nici z zakupu biletu, ale pan sprzedawca chociaż nie krył swojego poirytowania zachowaniem Jagiellonii i bez ogródek przyznał, że to niepoważne! Trudno się z nim nie zgodzić. Pogoda była jednak przednia. Wybraliśmy się zatem na dłuuugą wycieczkę rowerową po mieście. Od majówki (opisywanej zresztą na blogu) przybyło jeszcze kilka ścieżek rowerowych. I naprawdę bardzo fajnie się nam po Białymstoku „rowerowało”. Dotarliśmy nawet pod oddany do użytku łuk stadionu, ale zgodnie stwierdziliśmy, że żal nam czasu na oczekiwanie w kolejce po bilety na popołudniowy fest. Trudno, Franek świętował bardzo dobrze i bez nas, fotorelacja w Internecie super. A ja stadion zwiedzę kiedyś może w całości :P Niestety, sobotnie zawirowanie biletowe to niejedyne rozczarowanie minionego weekendu. W niedzielę doznaliśmy szoku w tak przecież lubianej supraskiej Łukaszówce. Pani kelnerka potraktowała nas tam w tak bezczelny sposób (nie zauważyła, że do lokalu weszły cztery osoby, nie posprzątała stolika, bo „jest dużo gości”, nie podała nam karty dań, bo „jest dużo gości i nie ma menu”). Zamurowało nas. Miało być fajnie. Było żenująco. Cóż zrobić. Pogratulowaliśmy pani umiejętności obsługi gości i pojechaliśmy do Maciejówki w Białymstoku. Jedno jest pewne – do Łukaszówki już nigdy się nie wybiorę, tym bardziej z gośćmi. Było mi zwyczajnie wstyd. Weekend upłynął nam pod znakiem roweru i kometki :) W sobotnie popołudnie zajechaliśmy jeszcze do Parku Lubomirskich. Wprawdzie to jeszcze nie jesień, a to właśnie jesienią jest tam najpiękniej, ale i tak miło było tam posiedzieć.

DSC_0272

Wieczorem byliśmy jeszcze na rynku. W drodze powrotnej strasznie żałowałam, że nie mam przy sobie aparatu. Dlatego możecie zobaczyć tylko wariację na temat (ach, ta komórka) … Ażurowa wieża kościoła św. Rocha bardzo ładnie prezentowała się na tle wieczornego nieba. Uwierzcie mi na słowo :)

DSC_0280