pocztówki (24)

Kino Pokój w czasach świetności. W repertuarze „Pamiętnik szalonej gospodyni” :) A jaki ruch na Lipowej!

IMG_9441

Reklamy

pocztówki (23)

Pamiętacie jeszcze, że na miejscu Pijalni Czekolady Wedla znajdował się kiedyś Marszand? :) I te parasole Browaru Dojlidy … Pamiętam, jaka byłam dumna, kiedy w dziewięćdziesiątych latach zobaczyłam je przy jakimś lokalu w Kołobrzegu!

IMG_9446

Kochasz Białystok?

Tak. W przeciwnym razie nie prowadziłabym tej strony na odległość od czerwca 2010 roku. Ale to tak zwana trudna miłość. I raczej nie taka od pierwszego wejrzenia. To chyba niemożliwe. Wysiąść na dworcu i zapałać wielkim uczuciem do tego miasta. Pierwsze myśli będą pewnie na „nie”. Na przykład w stylu: „Jaki rozwalony peron! A to ponoć jeden z ładniejszych dworców w Polsce. Chyba coś tu nie gra!” Albo: „Super. Budynek dworca ładny, ale zaraz obok jakieś budy i przaśna muzyka z głośników”. Czy mamy w Białymstoku takie miejsce, nad którym tak naprawdę możemy się zachwycić i powiedzieć: „Jak tu jest pięknie! To niesamowite!”. Hm, Pałac Branickich wieczorem? :) Bądźmy szczerzy – Białystok to zupełnie zwyczajne miasto. Miasto raczej nieturystyczne. Miasto, które ktoś przypadkowy ominie na trasie planowanej podróży. Miasto bez starówki, z niewieloma zabytkami, odbudowane po wojnie praktycznie od podstaw. Miasto ze swoistym „szczęściem” do obciachowych afer, obciachowych filmików na yt. A jednak mimo wszystko coś w sobie ma :) Ale uwaga, nie na pierwszy rzut oka! Jak wiecie, lubię miasta nieturystyczne, bo wymagają od nas dużo więcej wysiłku, wyobraźni i przede wszystkim użycia rozumu, z czym coraz więcej osób ma, niestety, problem. Większość naszego społeczeństwa karmi się powierzchownością, patrzy na opakowanie, nic nie rozumie, ale uważa się za eksperta, który wszędzie był i wszystko wie najlepiej. I przede wszystkim bardzo głośno o tym mówi, bo inaczej jeszcze ktoś by się o tym nie dowiedział … Będę szczera – nie lubię takich osób. Nie lubię, gdy najgłośniej krzyczą Ci, którzy wykrzykują tylko stereotypy, którzy nawet nie starają się poznać i zrozumieć. Ot, lenie paskudne! Co zatem lubię ja? Przede wszystkim uważnie patrzeć, aby dostrzec szczegół, drugie dno. I jestem w tym patrzeniu na świat bardzo wymagająca. Sama dla siebie, bo jak w przeciwnym razie mogłabym wymagać od innych? To, co mnie w kontekście Białegostoku wkurza, wkurzało i wkurzać będzie, to odwieczne jego deprecjonowanie przez tak zwany ogół. Oczywiście najczęściej tych, których stopa nie tylko w mieście, ale i na samym Podlasiu nigdy nie stanęła. I tych, którzy zamiast zechcieć poznać coś nowego, ze zwielokrotnioną siłą zaczynają nawijać o swoim mieście. Nudziarze. Co robię, aby zmienić świat? Drobne rzeczy. Dementuję krzywdzące plotki albo podpuszczam delikwenta, żeby go później lekko ośmieszyć :) A szanownych gości oprowadzam po mieście w taki sposób, aby coś z tej wizyty wynieśli. Gdybyście zapytali, za co właściwie kocham Białystok, musiałabym się chwilę zastanowić. Na pewno za wspomnienia: cudowne dzieciństwo i zacną wczesną młodość. Za Pałac Branickich – wystarczy, że zobaczę go na zdjęciu, a czuję się jak w domu :) Za Planty i Zwierzyniec. W żadnym innym parku nie można zjeżdżać wózkiem spacerówką z górki na Bulwarach Kościałkowskiego albo schować się w całości do dziupli. To oczywiście wspomnienia z cyklu „to se ne vrati” :) Za zapach powietrza jesienią. Za Białostoczek! Za stawy dojlidzkie. Za Bojary. Za najlepsze lody z automatu z budki na Plantach przy ul. Mickiewicza. I za ludzi. Dopiero gdy się to miasto opuści, doceni się, jak pomocni, serdeczni i przyjaźni ludzie w nim mieszkają. Może trochę prostolinijni. Ale na pewno dobrzy. W sobotę kupowałam gazetę w kiosku vis a vis przychodni na Białówny. Pan sobie ze mną pożartował i życzył mi miłego dnia, ja mu również. Przypadek? Być może. Ale częsty :) Albo to ja mam talent do wdawania się w takie small talks, a w Białymstoku zwyczajnie mam z kim :) Dlaczego właściwie wystartowałam dziś z tym miłosnym tematem? Parę dni temu pojawił się w sieci filmik-sonda, w którym mieszkańcy Białegostoku wypowiadają się, za co go kochają. Krótko mówiąc: za ludzi i za zieleń :) Oglądałam ten materiał, z osobą, która w Białymstoku jeszcze nigdy nie była. Śmiałam się, że gościnę już ma, teraz tylko trzeba wpaść i zobaczyć tę zieleń ;)