ale pasztet!

Do głębszych przemyśleń na temat pasztetu skłoniła mnie zakrojona na szeroką skalę kampania reklamowa Pasztetu Podlaskiego z Siedlec. Nie ma Podlaskiego – nie robię! Nie ma Podlaskiego – nie jadę! I pewnie jeszcze kilka innych haseł, które atakują nas na ulicach. Postanowiłam sprawdzić, co takiego niezwykłego jest w tych puszkach. I to był błąd. Gdyby nie grube plastry pomidora, nie tknęłabym moich kanapek! Może nie byłabym tak krytyczna, gdybym nie miała w pamięci smaku najlepszego według mnie pasztetu z puszki – Pasztetu białostockiego z drobiu! Ten Podlaski może mu co najwyżej buty czyścić! Niestety, wygląda na to, że jest to nasz produkt regionalny, ponieważ nigdzie w Warszawie go nie widziałam (a może o czymś nie wiem? jeśli tak, to proszę o namiary!). Zawsze przywożę sobie z domu kilka puszek :) Jestem w takim razie „puszką”, a nie „słoikiem” ;)

źródło: pasaz.v10.pl

Które z naszych regionalnych produktów powinny być Waszym zdaniem sprzedawane w całym kraju? Ja z chęcią widziałabym na półkach mielonkę wieprzową z PMB oraz musztardy z Agrovity! :)

pocztówki (12)

Rzadko zdarza się, aby toporny socjalistyczny budynek wyglądał lepiej „w swoich” czasach niż po renowacji. Nie mam na myśli budynków-klasyków, lecz zwykłe szare bryły, od których Polska chyba nigdy się nie uwolni. Mamy jednak w Białymstoku taką budowlę, której kapitalizm WIDOCZNIE zaszkodził. Już długo oglądam poniższą pocztówkę i przymierzam się do tego wpisu, ale za każdym razem odechciewa mi się zaraz po odszukaniu zdjęć „Turkusa” obecnie. Odechciewa mi się, ponieważ wiem, że pociągnie to za sobą falę bolesnej krytyki. Krytyki biało-czerwonego imperium JARD – zmory Białegostoku. Wystarczy spojrzeć na hotel „Turkus” … Ciężko go przeoczyć. Fasada w narodowych barwach bije po oczach. Po całkiem nieźle zapowiadającym się wjeździe do miasta przyjezdny natyka się na „to coś”. Kompromitacja. Bezguście. Na domiar złego to dopiero początek … W rękach JARD-u jest jeszcze przecież Klub Rozrywki „Krąg” i kilka zajazdów w podbiałostockich miejscowościach. Największym intruzem jest jednak radio JARD. Najbardziej przaśna rozgłośnia w mieście, regionie, a może i na świecie! Tak, to parafraza. Obok dawnych szlagierów natkniemy się tu na rytmy disco polo. Szczególnie boleśnie odczuwamy to podczas przeskakiwania na kolejny program – w Białymstoku jest to Eska Rock lub RMF Classic. Obok muzyki chodnikowej prym wiodą też prowadzący – na nic zdadzą się moje opisy, to trzeba przeżyć. Na całe szczęście tuż obok RMF Classic, zalecam więc terapię kojącą. JARD ma jednak jeszcze gorszą stronę – telewizję. O ile wyczyny radiowców z „Turkusa” pozostają w regionie, o tyle ich twory audiowizualne posiadają magiczną moc podboju Internetu. A to nam, niestety, źle wróży. Kononowicz, Wybory Mężczyzny Białegostoku, Sklep Swojak czy prognoza pogody – o ich sieciowej popularności inteligentne filmy promocyjne naszego miasta mogą tylko pomarzyć! Każda produkcja TV JARD stwarza poważne zagrożenie dla wizerunku miasta. Heh, właściwie nie stwarza. Ona ten z jednej strony żmudnie podreperowywany wizerunek sromotnie miażdży. Urząd Miejski stawia na promocję przez sztukę, JARD jednak błyskawicznie sprowadza nas do parteru. A nawet do poziomu -1. Internetowa gawiedź z całego kraju ma radochę, a miasto ponownie notuje spadek w samozwańczym rankingu skojarzeń. Z całą sympatią do Kononowicza i Rogersa – kiepscy z nich ambasadorzy Białegostoku …

źródło: wakacje-polska.pl

bloki

W Białymstoku nie tylko kościoły (Witajcie w Mieście Miłosierdzia!), lecz również bloki mieszkalne wyrastają jak grzyby po deszczu. Ups, powinnam chyba jeszcze z osobna wymienić apartamentowce … To przecież teraz takie modne! Nowe bloki powstają na tak zwaną (przeze mnie przynajmniej) warszawską modłę. Oczywiście nic w tym dziwnego, ponieważ wszystkie czołowe firmy deweloperskie z Białegostoku mają od lat swoje budowy również w Warszawie. I tym sposobem mamy w Białymstoku bloki, które swobodnie można byłoby ustawić (nie mogę się powstrzymać i powtórzę za mężem, z zawodu dyrektorem: „To jezioro damy tutaj, a ten niech sobie stoi w zieleni!”) gdzieś na nowym osiedlu strzeżonym w Warszawie i nikt nie zauważyłby wielkiej różnicy. Ilekroć jestem na ulicy Świętokrzyskiej (w Białymstoku!), nie mogę się oprzeć wrażeniu, że zaraz zobaczę Tesco i stację metra Kabaty (mieszkałam tam kiedyś, wytrzymałam miesiąc i uciekłam do miasta!). Do najciekawszych bloków/apartamentowców zaliczyłabym wieżowiec przy ulicy Żelaznej (historyczne zdjęcie – drewniany dom obecnie w rozbiórce), wieżowiec na rogu ulic Orzeszkowej i Branickiego, bloki przy jednostce wojskowej na Nowym Mieście, lofty w dawnej „tytoniówce”, osiedle przy wspomnianej już ulicy Świętokrzyskiej i oczywiście apartamenty i sunlofty z mojego osiedla :) Co do określenia „lofty” można mieć zastrzeżenie, ponieważ nie powstają one w budynku pofabrycznym, a w dawnym hotelu robotniczym, który zgrabnie wkomponowano pomiędzy dwa nowe wieżowce. Ale klimat industrialny przewidziano – można mieć widok prosto na naszą ECII, którą ja osobiście bardzo lubię. Ci z drugiego wieżowca mają ponoć widok na Puszczę Knyszyńską :) Na temat tego szumnego nazewnictwa toczyło się już wiele dyskusji na forach internetowych. Ciekawie wygląda również Rezydencja Nowy Świat (powalają mnie te nazwy, teraz każdy blok musi jakąś mieć!) i być może w przyszłości rezydencja, czy jak się ona zwie, przy ulicy Piotrkowskiej (w bezpośrednim sąsiedztwie przedszkola – coś dla wielkich miłośników dzieci). Z jednej strony miło, że coś się w mieście buduje i że w Polsce B (ej, ale ponoć nie ma Polski A i B, więc co ja piszę?) ludzie kupują te nowe mieszkania. Z drugiej strony mamy już tyle bloków, że niedługo nie będzie gdzie wcisnąć szpilki. Bloki są wszędzie, wkradają się od lat do historycznych dzielnic i odbierają im na zawsze unikatowy charakter (patrz: Bojary). Co za dużo, to jednak niezdrowo …

Osiedle przy ulicy Świętokrzyskiej:

źródło: Jaz-Bud

Apartamentowiec przy ulicy 1000-lecia Państwa Polskiego widziany z górki na ulicy Sokólskiej oraz z auta :) Pewnie jest już na ukończeniu.

Ciąg dalszy pewnie latem :)

Arbeitsamt

Uczymy się przez całe życie. Nigdy wcześniej nie przyglądałam się dokładnie budynkowi Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej przy ulicy Kilińskiego. Dopiero w trakcie robienia zdjęć starych szyldów z tej ulicy zauważyłam tablicę pamiątkową z informacją, że właśnie w tym miejscu w latach 1941-1944 mieścił się Urząd Pracy Rzeszy Niemieckiej czyli Arbeitsamt. Sami spójrzcie:

szyldy z ulicy Kilińskiego

Na mój blogowy profil na facebooku wrzuciłam kiedyś informację o planowanym na 27 maja tego roku Święcie Ulicy Jana Kilińskiego (szczegółowy program tutaj) Impreza cieszyła się dużym zainteresowaniem. Ja nie zdążyłam na nią dotrzeć, ponieważ wczesnym niedzielnym popołudniem musiałam wracać do Warszawy. Jednak dzięki zdjęciom z lokalnych portali widziałam, ile ludzi przybyło na tę niepozorną w sumie uliczkę. W sobotę udało mi się jednak zajrzeć na Kilińskiego. W oknach biblioteki wisiały już plansze z szyldami z dawnej ulicy Kilińskiego i okolic. Ciekawie jest poczytać takie stare reklamy, nie tylko ze względu na historię miasta, lecz również ze względu na język :) Czy któryś z widocznych poniżej szyldów jakoś szczególnie przypadł Wam do gustu?