chodźmy na Planty i do Branickich!

Gdybym miała nazwać moje ulubione miejsce w mieście, Planty wraz z włościami Branickich zajęłyby chyba najwyższą lokatę ;) Po prostu uwielbiam ten park. Za wszystko. Za kolorowe fontanny, za Aleję Zakochanych, za Praczki, za tuje, za lody z automatu z budki przy Mickiewicza, za żołędzie, za dziuplę, za Bulwary Kościałkowskiego, za Kawelina, nie działające już fontanny szyszki itp. itd. I za weekendowy pokaz mody na alejkach :)

Dziś kilka parkowych i pałacowych impresji :)

JESIEŃ:

Z Urzędem Miejskim w tle. Central Park – wersja dla ludzi z wyobraźnią!

Ulubiona dziupla wszystkich dzieci. Przynajmniej mojego pokolenia :) Kiedyś z łatwością można było się w niej schować. Teraz? Nie ma szans!

W weekend ruch jak na Marszałkowskiej …

WIOSNA:

LATO:

Najlepsze lody z automatu! Budka ta sama od zawsze! Lody od zawsze tak samo super!

I Teatr Dramatyczny. Po sąsiedzku :) Chociaż to już ani nie Planty, ani nie Park Branickich. Wiecie, że budynek jest zabytkowy? Modernizm. A nie wygląda :)

 

Muzeum Wojska

Pod Muzeum Wojska stoi od pewnego czasu wagon. Taki sam, w jakich wywożono na Sybir mieszkańców Białegostoku. Wspominałam o tych wydarzeniach we wpisie o Dworcu Fabrycznym. W wagonie można obejrzeć czasową wystawę o Sybirakach. Warto w tym miejscu napisać o planach utworzenia na białostockiej Węglówce Muzeum Sybiru. Projekt na wzór Muzeum Powstania Warszawskiego naprawdę robi wrażenie, miejsce również jest nieprzypadkowe. Pozostaje trzymać kciuki za realizację!

Ja pozwolę sobie jeszcze na małą dygresję. Na ścianie Muzeum Wojska jest hełm. Jako dziecko nie miałam jeszcze dużego pojęcia o wojnach, ale za to wiernie oglądałam kreskówkę o żółwiach Ninja ;) I ten hełm przechrzciłam na „czapkę Schroedera” ;) Proszę wybaczyć ową dygresję, ale nie mogłam się powstrzymać ;)))

umówmy się pod fontanną …

W każdym mieście jest takie miejsce, w którym „umawia się”. W Warszawie umawia się pod Rotundą, pod palmą, pod Kolumną (choć akurat ja nie należę do tych, którzy spotykają się pod Zygmuntem, trochę to takie … kiczowate :D) itp. W Toruniu na przykład zawsze najwięcej ludzi jest pod Kopernikiem :) A w Lublinie spotyka się pod drzewem na Placu Litewskim. Można tak wymieniać i wymieniać, ale wróćmy do Białegostoku, gdzie to ludzie zwykli umawiać się pod fontanną :) Mimo że ja sama umawiam się raczej z przyzwyczajenia pod Quick Chicken’em, a dokładniej pod „kwikiem”, którego i tak już od ładnych kilku lat nie ma :), to jednak numerem jeden wśród miejscówek na spotkania jest właśnie fontanna (pod ratuszem, chociaż to tak raczej pro forma …). Fontanna jest bardzo ładna, zabytkowa, stała pod ratuszem zawsze, ale przez dłuuugi czas ginęła w zieleni (aż korci mnie, żeby powtórzyć za dyrektorem z „Poszukiwany, poszukiwana” – stała sobie w zieleni …) i nie było jej widać. No i nie działała. I nie była odrestaurowana. Jednym słowem – jakoby jej nie było! Przy okazji remontów Rynku Kościuszki stopniowo przywracano mu przedwojenny charakter, znalazła się i fontanna, przesuwali ją to do przodu, to do tyłu, aż w końcu wróciła na swoje pierwotne miejsce. Całe szczęście! Latem naprawdę daje ochłodę (o ile nikt nie wleje do niej płynu do prania, co zdarzało się ładnych kilka lat temu regularnie :D), zimą świeci się na żółto, nocą jest podświetlona. Skubana, właściwie zawsze dobrze wygląda! ;)