prawdopodobnie najbrzydszy pies świata …

Tak, mam na myśli psa Kawelina, który w tym roku skończył 5 lat. Oczywiście mowa o jego replice, ponieważ przedwojenny oryginał … zaginął! W tajemniczych okolicznościach. I nigdy się nie odnalazł. Z jednej strony – słowa uznania. Nie tak łatwo ukryć/ukraść TAKIEGO PSA. Dlaczego Kawelin? Na cześć (hm, to chyba niekoniecznie najlepsze określenie, ale niech będzie) carskiego oficera Kawelina, który osiedlił się kiedyś w Białymstoku. I teraz zaczynają się schody. Niektórzy twierdzą, że rzeźba psa odzwierciedlała niezbyt urodziwego psa oficera, inni natomiast szukają podobieństw z samym Kawelinem … Hm. No cóż. Pies Kawelin ma się w Białymstoku bardzo dobrze, wszyscy go fotografują, najczęściej pozorując pocałunek ;) lub wsadzając rękę do paszczy. Kawelin ma nawet swojego sobowtóra, już od kilku lat na jego urodziny organizowany jest konkurs na najlepszy odpowiednik. Zainteresowanie wśród zwierzaków spore … W tym roku nawet bardzo spore :) Już chyba nikt nie potrafi sobie wyobrazić Plant bez Kawelina!

Kiedyś Kawelin robił też za popielniczkę. „Inteligencja” znajdzie się wszędzie … Na szczęście ostatnio jakoś się ta „inteligencja” zagubiła, za co wypada jej podziękować :) A Kawelina przydałoby się w sumie wyczyścić :)

Wzorowy ABS:

Dla porównania – Kawelin przedwojenny

Reklamy

Saluton ;)

Przyszła kolej na Ludwika Zamenhofa. To bez wątpienia jeden z najbardziej znaczących białostoczan w ogóle, ale przede wszystkim twórca języka esperanto. To właśnie życie w wielokulturowym mieście, w którym mieszały się języki i religie, zainspirowało małego Ludwika do stworzenia uniwersalnego języka, który miałby ułatwić komunikację między ludźmi różnych narodowości. Kiedy na wykładzie na pierwszym roku studiów usłyszałam, że Zamenhof pochodził z Warszawy, ciężko było mi ukryć moje zdziwienie. Do Warszawy Zamenhof wyjechał dopiero w wieku 17 lat i zaczął studia medyczne. Mały Ludwik mieszkał natomiast nieopodal Rynku Kościuszki, przy ulicy Zielonej (dziś Zamenhofa, jakżeby inaczej). Obecnie na miejscu jego rodzinnego domu stoi blok (socjalistyczny, jakżeby inaczej) z ogromnym muralem (nowoczesnym). Codziennie chodził z ojcem na targ i czerpał inspiracje. Później uczył się w gimnazjum przy ulicy Warszawskiej (dziś VI LO). Nawiązań do Zamenhofa jest w Białymstoku dużo, rok temu odbył się w mieście Światowy Kongres Esperanto. Rok temu otwarto też Centrum im. Ludwika Zamenhofa, w którym organizowane są świetne wystawy (prócz ekspozycji stałej: opis i zdjęcia). Działa też Cafe Esperanto (o tym już było). Oto i krótki miks.

Znajomość języków obcych to podstawa!

Dzisiejsze VI LO:

Centrum im. Ludwika Zamenhofa:

I prawdopodobnie jedyna w Polsce biblioteka ze zbiorem książek w języku esperanto:

wracając do korzeni

To, że Białystok miał przed wojną silne powiązania z Wilnem i Grodnem, nie ulega wątpliwości. Historia potoczyła się jednak tak, jak się potoczyła; ważne, aby nie zapominać o tej pogmatwanej przeszłości. Na początku lat dziewięćdziesiątych wybudowano w Białymstoku kościół wzorowany na wysadzonym w powietrze kościele z Berezwecza (dziś Białoruś, kiedyś województwo wileńskie), który miał być niejako hołdem złożonym wszystkim Polakom poległym na Kresach. Bryła kościoła nie jest wierną kopią nieistniejącego oryginału (proszę kliknąć i porównać), ale elementy wspólne są zauważalne.

kontaktowo

Jeszcze w Wielkanoc cyknęłam kilka zdjęć Kontaktu z zewnątrz. Tak naprawdę dopiero wtedy przyjrzałam się dokładnie „oprawie graficznej”. O samym Kontakcie mogę nawet coś powiedzieć, bo udało mi się tam kiedyś załapać na jakąś imprezę. Wnętrze super, wszystko w klimacie pop-art, trochę oldschoolowe, ogólnie mocna strona klubu. Muzyka jak muzyka, zresztą teraz i tak wszędzie grają prawie to samo. Do wyboru dwa parkiety. Klientela? Przede wszystkim bardzo liczna i starsza, wstęp od 23 roku życia. Bez wcześniejszej rezerwacji nie ma raczej szans na stolik/fotel/kanapę. Przez dość długi czas Kontakt cieszył się opinią najmodniejszego lokalu w mieście, stali bywalcy, przynajmniej ci, których znam, mówią jednak, że dzisiejszy Kontakt to już nie to samo. I chyba im uwierzę. Nie miałam okazji zahaczyć o ten klub w czasach największej świetności, a po mojej wizycie mogę powiedzieć, że jest po prostu przyzwoicie. Ale bez ochów i achów. Ogólnie rzecz biorąc, raczej warto :)

NEON (4)

Mój ulubiony wątek powraca! Chyba zaczyna coś drgać w kwestii starych neonów! Parę dni temu wyczytałam o planach pozostawienia i być może nawet naprawy neonu kwiaciarni Żonkil – Żonkil – jeden z ostatnich neonów – zostaje, co daje, że tak powiem, nadzieje na przyszłość. I kolejna dobra wiadomość – neonowy fotel na Domusie działa :) Podobnie zresztą jak ogromny napis PSS Społem Sezam, ale z jego fotografowaniem cierpliwie czekam do późnej, już „bezlistnej” jesieni.

Z kolei przy ulicy Przejazd natrafiłam na nowy neon apteczny. To miło, że zaczyna się sięgać do tak zwanej tradycji :)

Dworzec Fabryczny

Zmobilizowałam się! Wreszcie dotarłam na Dworzec Fabryczny! Mam powód do zadowolenia! Do tej pory oglądałam sobie ten dworzec tylko z samochodu od strony Towarowej. Po takim entuzjastycznym wstępie wypada napisać, jak tam wrażenia, hehe. Nie spodziewałam się cudów, dworzec od lat jest nieczynny, nie jeżdżą już pociągi do Zubek Białostockich, zatem na Fabrycznym ruch zamarł. Czasem tylko przejedzie pociąg towarowy, ale taki nie potrzebuje przecież stacji. Sam budynek dworca jest zniszczony, ale nie aż tak, żeby załamać ręce i nad nim płakać. W napisie (kiedyś neonowym zresztą!) brakuje litery „Y”, ale od strony Traugutta wszystko gra. Ja nie mam tylko zdjęć z tej „wszystkogrającej” strony, ponieważ chłopaki lat 16-17 ćwiczyli tam skakanie po murach/ścianach/cokolwiek innego i jakoś niezręcznie byłoby wparować tam z aparatem ;) Sam teren wokół dworca jest wciąż zagospodarowany, jest parking, a torowisko naprawdę sporych rozmiarów jak na podrzędną stację. Uważne oko dostrzeże też relikt dawnych czasów – pompę do napełniania parowozów :) Nad torami biegnie kładka, o podłożu drewnianym, ale stabilnym :) Swego czasu pojawił się pomysł stworzenia czegoś na kształt SKM-ki w obrębie aglomeracji białostockiej, zainteresowanie mieszkańców było duże, na forach toczyły się dyskusje i większość głosów była na tak. Jednak miasto stwierdziło, że inwestycja byłaby jednak nieopłacalna … I plan upadł. A wraz z nim chyba i wszystkie szanse na rewitalizację dworca. Szkoda, że w tym kraju tak mało rzeczy się władzom opłaca …

Jeszcze taka ciekawostka, chociaż raczej mroczna. Właśnie z tego dworca, który nazywał się kiedyś Poleski, wywieziono Polaków  na Sybir. Z tego też dworca odjechały pociągi do Treblinki …

Inny Wymiar – Sąsiedzi

Z okazji trwającego właśnie festiwalu „Inny Wymiar – Sąsiedzi” stanęły na Rynku wielkoformatowe plakaty wykonane w różnych miejscowościach województwa podlaskiego. Motywem przewodnim była nazwa i idea festiwalu, w większości prac nawiązywano do kulturowego i religijnego tygla, jakim z pewnością jest Podlasie (chociaż może powinnam napisać „województwo podlaskie”, bo do Podlasia zalicza się tylko jego część). Prace robią na żywo naprawdę niezłe wrażenie. Wrzucam kilka zdjęć moich ulubionych prac z kotem z Białegostoku na czele ;) Kot(d) dla tolerancji rządzi ;)