ludowo. kolorowo.

To, co w architekturze PRL-u nie wzbudzało może wielkiego entuzjazmu i było chyba na porządku dziennym, to malowidła na budynkach, które fachowo nazywają się „scraffita”. Jedno malowidło to „scraffito”. W Białymstoku takich pozostałości po Polsce Ludowej mamy dość dużo, z czego osobiście bardzo się cieszę. To swego rodzaju atrakcja, przyjemnie jest tropić akurat takie ślady przeszłości i wcale nie uważam, żeby były to przeżytki, które lepiej zakryć styropianem, żeby nie „szpeciły”. Od pewnego czasu coraz więcej się na ten temat mówi, chwała porządnym architektom za to, ale wielka szkoda, że część z tych ozdób (tak, według mnie ozdób) zniknęła bezpowrotnie. Historia powstania tych malowideł sięga roku 1973, w którym to w Białymstoku zorganizowane zostały Centralne Dożynki. Impreza przyniosła nam z pewnością mniej lub bardziej wymierne korzyści, nie mnie to w tej chwili oceniać, ale pewne zmiany architektoniczne zostały poczynione. Pojawiły się na przykład nieokreślone rzeźby z metalu, tereny targowo-wystawowe, na których obecnie kwitnie niestety handel w budach i na straganach. To swoją drogą chyba jakaś nasza polska mentalność, że w miejscach tego rodzaju (mam tu na myśli oczywiście też i stadiony) można odstawiać taką szopkę i latami nikt się temu procederowi nie śmie sprzeciwić. No nic. Wracam do malunków. Bardzo ciekawy i przystępny opis można znaleźć na tej stronie: dobry tekst o scraffitach Być może właśnie spolszczyłam nazwę. Poza tym pozostaje się cieszyć, że część ludzi myśli jednak tak jak ja i chciałaby scraffita ratować: architekci o problemie Niestety, scraffita wielu są nie na rękę. Naprawdę zadziwia mnie fakt, że nie przykładamy wagi do tego, co może być na swój sposób atrakcją. Temat wciąż pojawia się w lokalnej prasie, ale nie są podejmowane konkretne działania. Bardzo, bardzo szkoda! Zainteresowanym polecam link do artykułu: batalia o scraffita

Dzisiaj zamieszczę zdjęcia moich ulubionych malowideł (przy Alei Piłsudskiego, vis a vis banku Millenium). Są tak do bólu peerelowskie! Boję się, że kiedyś przez czyjąś głupotę znikną. Bo będą docieplać budynek albo, błagam nie!, burzyć kamienicę. Więc warto zrobić im zdjęcia!

„Ojciec … prać?”

No może niekoniecznie ojciec, ale matka (patrząc na rzeźbę), ale za to z pewnością prać! Białostockie Praczki to pewnego rodzaju fenomen. Niby nic, ale każdy je zna i lubi. Nawet wpisując na googlach „praczki” jedną z pierwszych podpowiedzi jest „białostockie”. Zatem światowe Praczki, na googlach są, na wikipedii również : ) Rzeźba jest zabytkowa, powstała rok przed wybuchem II Wojny Światowej. Jej autorem jest niejaki Stanisław Horno-Popławski, który w Białymstoku długo nie zabawił, ale pozostawił nam ciekawe obiekty. Obok Praczek również rzeźbę Chrystusa przed kościołem św. Rocha, czyli kolejny swego rodzaju symbol.

Nie wiem, czy to tylko mój problem i pech, ale ilekroć chcę Praczki porządnie obfotografować, trafiam na tłum ludzi albo aparat ląduje przypadkowo w zaspie śniegu (naturalnie zimą). Pisząc „tłum ludzi” mam na myśli głównie dzieci, które Praczki uwielbiają i się na nie wspinają. Głównie pod eskortą rodziców. Ale chyba każde dziecko ma zdjęcie z Praczkami i wielką frajdę, kiedy siedzi im na głowach : ) Myślę że i tak można mówić o pewnego rodzaju szczęściu, że głów jest sztuk trzy. Latami trwała walka na linii wandale – miasto, a Praczki były pozbawione głów (głównie ta po prawej stronie), a co za tym idzie mniej atrakcyjne. Ale to już na szczęście „było”. Obiecuję, że kiedyś pójdę tam z samego rana, żeby móc Praczki obfotografować bez stresu, że ktoś mi za moment wlezie w kadr. Póki co dwa zdjęcia. Nieco większe po kliknięciu na nie. Ale tylko nieco. Oszczędzam miejsce : ) A Praczki są naturalnie na Plantach od strony ulicy Mickiewicza. Ponoć stoją w rosarium. Ale róż od lat już tam prawie nie ma. Są za to niezawodne tuje!

taksówką do Kiermus!

Być może nie każdy wie, czym są Kiermusy, więc wypada zacząć od krótkiego wprowadzenia do tematu. Dworek nad Łąkami w Kiermusach wpisał się już chyba na stałe w nasz krajobraz, można odnieść wrażenie, że obecna forma dworku ze wszystkimi przyległościami powstała na terenie jakiejś osady i jest zakorzeniona w historii. Głęboko zakorzeniona. Ale Kiermusy są w gruncie rzeczy młodsze ode mnie : ) Jadąc na wycieczkę do Tykocina (już nie wymyślonego) warto zahaczyć o sławetne Kiermusy. To naprawdę blisko, a wrażenia niezapomniane. Mogłabym dużo pisać o tym, co tam można robić, co tam się właściwie znajduje i co jest na rzeczy, ale nie chcę się tu aż do tego stopnia spełniać literacko, dlatego wszystkim zainteresowanym polecam link do strony (oficjalnej). Porządnie zrobiona, można się pobawić, z dźwiękiem, gdyby ktoś miał niepohamowany pociąg do natury : ) Proszę uprzejmie: Dworek nad Łąkami w Kiermusach

Świetnie. Mamy już zatem ogólne pojęcie, czym są Kiermusy i gdzie też one leżą. Zatem do meritum. Na Rynku Kościuszki w Białymstoku (nie wiem, czy w innych miejscach również, póki co nie napotkałam) parkuje sobie czasami bardzo stylowa taksówka (dla niektórych „taryfa”) z przystojnym panem szoferem (tylko manekin, choć można się nabrać!) i reklamuje wspomniany dworek. Bardzo mi się te stare eleganckie auto podoba. Cena dowozu do Kiermus, niestety już klasycznym samochodem należącym do jednej z korporacji, nieco mniej, ale od czego jest prywatny transport : ) W każdym razie taksówka z klYmatem i Kiermusy warte zobaczenia. Całkiem niechcący wyszła mi reklama, ale nie czerpię z tego tekstu żadnych materialnych korzyści : )

Chcesz nieco powiększyć zdjęcie? Kliknij sobie!

wyznania

Dzisiaj mała porcja zdjęć z zakresu architektury sakralnej. Pośród licznych kościołów katolickich (35 parafii nie licząc kaplic!) i cerkwi prawosławnych (chyba ponad 10) znajdują się w mieście inne obiekty sakralne. W dość nietypowym miejscu, bo wśród domów jednorodzinnych (ulica Kujawska 22), stoi zbór baptystów wybudowany w 1974 roku (tak wynika z informacji na wmurowanej tablicy). Zbór jest dość duży, teren wokół jest bardzo ładnie zagospodarowany i zadbany. Mnie udało się go sfotografować tylko z zewnątrz i zajrzeć do środka przez szklane drzwi, ale na oficjalnej stronie zboru jest link do galerii zdjęć wnętrza, który podaję – galeria zdjęć

Praktycznie w sąsiedztwie natrafimy na odwieczną budowę szkoły koranicznej. Niektórzy twierdzą, że miał tutaj stać meczet. Od wielu, wielu lat nic się w tym miejscu nie dzieje, a budynek popada w ruinę. Szkoda. Mógłby być naprawdę ładny i spełniać jakąś funkcję. Na chwilę obecną trochę już straszy. Nie ma do niego dobrego dostępu, ale dwa zdjęcia mam : ) Płot jest wysoki, ale co to dla mnie, ha!

I widok bardziej, że tak powiem, ogólny:

Na Bojarach przy ulicy Kraszewskiego mieści się za to zbór „Dobra Nowina” (Kościół Zielonoświątkowy), który jest … zielony : ) Niestety, mam tylko zdjęcia frontu. Swoją drogą – architektura jest dość zaskakująca. Na stronie zboru nie znalazłam w galerii żadnych zdjęć wnętrza, ale przynajmniej wiemy, jak on wygląda z zewnątrz!

Wiem jeszcze, że na rogu ulic Jurowieckiej i Ciepłej jest kaplica Adwentystów Dnia Siódmego. Przejeżdżałam obok niej milion razy, ale oczywiście pod latarnią jest najciemniej – zdjęcia brak : ) Postaram się uzupełnić jak najszybciej się da!

absurdy i bzdety (1)

Wspomniałam już, że lubię absurdy i bzdety. Wrzucam zatem ich małą dawkę na początek! W ramach przerywnika (po całych dwóch wpisach, ale zawsze)!

Nie wiem, być może komuś się narażę, hehe, ale sklep wydaje mi się dość interesujący. Tym bardziej, że wybór gadżetów Jagi jest tak ogromy, że można z nimi zaplanować całe życie … Oto link dla potencjalnych zainteresowanych:  oficjalne pamiątki

Po drugiej stronie Alei (swoją drogą to ciekawe – Al. Piłsudskiego nie jest jedyną Aleją w mieście, ale wszyscy tak na nią mówią i od razu wiadomo, o jaką Aleję chodzi : D), zaraz przy przystanku dwie kolejne atrakcje. Szyld fryzjera (z jajem, lubię takie szyldy) i kamienica, która popada w ruinę.

Całkiem niedaleko, bo przy ulicy Żabiej, a obecnie tuż przy przedłużeniu ulicy Częstochowskiej, ulokował się Cimoszewicz. Ze swoim biurem naturalnie. Ogólnie to ulokował się w Puszczy Białowieskiej : D

Po drugiej stronie Alei, również przy ulicy Częstochowskiej, taki oto napis na murze. Grunt to pomysł na nazwę : )

Przy okazji fotografowania graffiti na murze fabryki uchwytów przy ulicy Łąkowej natrafiłam za to na pewnego rodzaju relikt epoki : ) ANTYKI, ELEWACJE, MEBLE ZACHODNIE … A to wszystko w LAMUSIE. Chyba nie trzeba nikogo przekonywać, że całość, z tymi stylowymi drzwiami włącznie, wygląda … osobliwie : )

I „smakowa” końcówka. W rzemieślniku przy ulicy Warszawskiej mieści się lokal z kuchnią indyjską. Nie byłam tam, nie jadłam i nie piłam, ale ładnie z niego pachniało, a na szyldzie reklamowym chciało się komuś nawet coś narysować. Można kiedyś spróbować!

East Side Street Art

W ramach nie tak jeszcze odległych XXV Dni Sztuki Współczesnej w Białymstoku została zorganizowana impreza o bardzo trafnej (moim skromnym zdaniem oczywiście) nazwie – East Side Street Art. Grafficiarze z Polski i zza granicy mogli wyżyć się twórczo na murze Bison-Bialu od strony ulicy Łąkowej. Bardzo chciałam zobaczyć efekt pracy, więc przy okazji kolejnej wizyty w Białymstoku poleciałam tam z aparatem : – ) Całość prezentuje się naprawdę bardzo ciekawie. Od razu zrobiło się jakoś weselej : – ) Porządne graffiti w odpowiednich miejscach ma sens! A tak przy okazji – wszelakim bohomazom, szczególnie na nowych elewacjach, mówimy stanowcze NIE! Tak jak i parówkowym skrytożercom ; – )

Oto i kilka zdjęć (z murem w tle):

Nieco dalej, ale też na ogrodzeniu Bison-Bialu są jeszcze inne malunki. Aż dwa z nich zamieszczę : -)

A to absolutny mistrz ; – )

napis BIAŁYSTOK

Aż wstyd się przyznać, ale dopiero stosunkowo niedawno (konkretnie po dwóch latach od powstania!)  dowiedziałam się o istnieniu świetnego graffiti na  ścianie wzdłuż ulicy Kraszewskiego (skrzyżowanie z ulicą Ogrodową, vis a vis szpitala onkologicznego). Na całej długości i wysokości wspomnianej ściany widnieje ogromny napis BIAŁYSTOK. W każdej literze zawarty jest pewien motyw, chociaż obecnie dominują różnorakie wrzuty, które z Białymstokiem za wiele wspólnego już nie mają : – ) No nic, najważniejsze, że uchowały się symbole czterech religii (w literze O). Moim zdaniem super pomysł. Ten fragment graffiti pojawił się swego czasu na stronie głównej Urzędu Miejskiego w Białymstoku : – )