Prawie jak w Awinion…

Ostatni raz w Kruszewie byłam w wielkanocny poniedziałek. Pojechaliśmy wtedy tak naprawdę na kładkę Śliwno-Waniewo, ale zahaczyliśmy również o tę wieś, o czym wspomniałam tutaj. Dziś także wybraliśmy się na leniwy rajd po podlaskich drogach trzeciej kategorii, które coraz pilniej wymagają remontu. Trasy są wprawdzie malownicze, ale jazda przypomina nierzadko jazdę po muldach. Dość mocno wytrzęsieni, dotarliśmy do Kruszewa. Większość mieszkańców Białegostoku kojarzy tę miejscowość z doskonałymi ogórkami kiszonymi i Ogólnopolskim Dniem Ogórka. Niestety, święto to zostało w tym roku odwołane ze względu na walkę z wirusem ASF, o czym organizatorzy zawiadamiają na facebooku. Nie oznacza to jednak, że wycieczka do Kruszewa straciła nagle sens! Warto tam podjechać, autem lub rowerem, ażeby podziwiać rzekę Narew z nietypowej perspektywy. Tamtejszy zerwany most owiany jest liczymi legendami, a sami mieszkańcy Kruszewa ponoć nie marzą o jego odbudowie.

Miejsce to ma jednak turystyczny potencjał. Służy przede wszystkim jako punkt widokowy, z którego można podziwiać rzekę i łąki. Obecnie bujna roślinność uniemożliwia obserwację reduty obronnej Koziołek, znajdującej się około 400 metrów od pozostałości mostu.

IMG_6972

IMG_6973

IMG_6976

IMG_6977

IMG_6979

IMG_6981

IMG_6985

IMG_6984

Dach Opery i Filharmonii Podlaskiej – zaprzepaszczony potencjał

W te wakacje wreszcie udało mi się wejść na dach Opery i Filharmonii Podlaskiej. Rozochocona doświadczeniami z ogrodu na dachu warszawskiej Biblioteki Uniwersyteckiej czy też ciekawie zaaranżowanej przestrzeni na dachu Centrum Nauki Kopernik (co warto w kontekście opisywanej wizyty podkreślić – wstęp na oba dachy jest bezpłatny!), liczyłam w Białymstoku na doznania w wersji mini – dach dużo mniejszy, ale koncept ten sam, a i nawet ten sam architekt co w przypadku BUW-u. Zdecydowaliśmy się sprawdzić tę atrakcję, którą wprawdzie zachęcająco opisano, która to jednak rozczarowała nas na całej linii.

Wstęp na taras widokowy OiFP jest bezpłatny, natomiast aby dostać się na dach, należy zakupić bilet w cenie 5 zł od osoby.

IMG_6901

Na dach dostaniemy się kręconymi metalowymi schodami ulokowanymi od strony ulicy Kijowskiej. Schody do złudzenia przypominają te z BUW-u (Ile to razy chodziło się nimi w trakcie studiów… Nawet przez chwilę wspomniałam sobie moje studenckie lata i wizyty w bibliotece…). Kiedy dotarliśmy na górę, błyskawicznie ogarnęło nas wielkie rozczarowanie. Trudno ten teren nazwać ogrodem. To właściwie tylko trawnik, kilka krzaczków i wielka rzeźba w centralnym punkcie. Poza tym nie ma tam nic! Nawet głupiej ławki, na której można byłoby przysiąść. Może dlatego, że i widok z dachu nie zachęca do kontemplacji? Co widzimy? Morze bloków i wystające spośród nich wieże kościelne oraz cerkiewne kopuły. Natomiast widok w stronę centrum jest właściwie przysłonięty przez szklane elementy dachu. Zatem próżno wypatrywać najciekawszych punktów na mapie miasta. Można coś wprawdzie przybliżyć aparatem, ale punkt widokowy powinien cieszyć oko każdego, a nie tylko tych odwiedzających, którzy zabiorą ze sobą odpowiedni sprzęt fotograficzny. Na dodatek, dojście do barierek odbywa się niejako na dziko, bo zwyczajnie po trawniku. Nie przewidziano alejek doń prowadzących…

IMG_6888

IMG_6889

IMG_6890

IMG_6895

IMG_6897

IMG_6898

IMG_6899

Zagospodarowanie dachu OiFP mnie osobiście rozczarowało. Brakuje tam przede wszystkim roślin, dzięki którym sam teren stałby się atrakcyjniejszy. Funkcja platformy widokowej nie sprawdza się. Miejsce sprawia wrażenie zaniedbanego. Potencjał był, a może i nawet wciąż jest. Może udałoby się tam przynajmniej stworzyć ogród na dachu z prawdziwego zdarzenia? Tym bardziej, że zwiedzający płacą za wejście 5 zł. Niby niewiele, ale mając w pamięci darmowe i ogólnodostępne dachy wspomnianych budynków na warszawskim Powiślu, każdy zdrowo myślący człowiek poczuje się nabity w butelkę.

Na pocieszenie mogę jednak polecić punkt informacji turystycznej w hallu OiFP. Dobrze zaopatrzony, udało mi się nabyć tam dwie książki, których od dawna szukałam. Obsługa sympatyczna, duży wybór folderów turystycznych o mieście i regionie. Poza tym (aktualnie) ciekawe wystawy zdjęć i zabytkowych torebek damskich. Warto zajrzeć.

Na dach OiFP już więcej się nie wybieram. Zdecydowanie ciekawiej prezentuje się niewielki ogród przy gmachu.

IMG_6892

IMG_6886

IMG_6900

Jeżeli chcielibyście popatrzeć na Białystok z góry, możecie skorzystać z bezpłatnej platformy widokowej umiejscowionej w dolnej części wieży kościoła św. Rocha. Widok ciekawszy niż z dachu OiFP. Wstęp za free, dla chętnych możliwość wrzucenia dobrowolnej ofiary na remont kościoła. Oczywiście szkoda, że punkt widokowy jest tak nisko. Być może kiedyś turyści będą mogli wdrapać się nieco wyżej i ujrzeć taką panoramę, ale na dzień dzisiejszy lepszy przysłowiowy rydz niż nic :)

IMG_6876

IMG_6879

IMG_6881

Jak na dłoni widać osiedle Białostoczek :)

IMG_6883

IMG_6884

I fabrykę Steina przy ulicy Poleskiej :)

IMG_6885

Jałówka

O istnieniu ruin kościoła w Jałówce (gmina Michałowo) dowiedziałam się dopiero z filmu „Cząstka Podlasia”, który swoją premierę miał w grudniu 2014 roku i cieszył się tak dużą popularnością, że wyświetlano go w kinach również poza regionem. W lipcu udało mi się wreszcie namówić Rodziców na wycieczkę w tamte strony i po raz pierwszy zobaczyłam malownicze ruiny na żywo.

Wieś Jałówka znajduje się dziś nieopodal granicy z Białorusią, jednak ma bardzo bogatą historię. Pierwsze wzmianki o miejscowości Jałówka datowane są na początki XVI wieku, a już w roku 1545 lokowano tam miasto na mocy prawa magdeburskiego. Według legendy dokonał tego sam król Zygmunt Stary na prośbę swojej żony Bony, natomiast prawa miejskie miał nadać Jałówce Zygmunt August. W wielu źródłach natkniemy się na informację, iż w Jałówce gościł dwukrotnie król Stefan Batory. Miejscowość znajdowała się na traktach wiodących z Mazowsza na Ruś i z Brześcia do Wilna, jednak ucierpiała znacznie po przemarszach wojsk polskich i szwedzkich w czasie wojny północnej, a po upadku powstania styczniowego straciła prawa miejskie.

Dziś Jałówka to senna miejscowość na peryferiach Polski. Trudno odczuć tam genius loci… W miejscu dawnego rynku znajduje się bowiem bardzo zaniedbany skwer, na którym spotkaliśmy jedynie grupkę podpitej i przeklinającej młodzieży. Kosze na śmieci opróżniane są chyba bardzo rzadko, ponieważ wszystkie były przepełnione. Stare ławki, nieporządek. Zupełne przeciwieństwo cukierkowego skweru w Michałowie… Wśród drzew natkniemy się jednak na popiersie Zygmunta Augusta oraz tablicę informacyjną z krótkim rysem historycznym Jałówki.

IMG_6739

IMG_6740

IMG_6737

IMG_6743

Na szczęście poza zapuszczonym skwerem Jałówka jest dość zadbaną wsią. Tuż przy wjeździe od strony Białegostoku znajduje się kościół p.w. Przemienienia Pańskiego, który poszczycić się może dość bogatą historią.

IMG_6754

IMG_6755

IMG_6757

IMG_6756

Przy skwerze natomiast wybudowano w latach sześćdziesiątych cerkiew p.w. Podwyższenia Krzyża Pańskiego z imponująco złotą kopułą. Za świątynią znajduje się kilka zabytkowych nagrobków.

IMG_6736

IMG_6750

IMG_6745

IMG_6746

W centrum wsi musi być oczywiście i sklep spożywczy :) Poza tym mam dowód na to, że wciąż są dzieci, które latem bawią się tradycyjnie na dworze i rysują kredą po chodnikach :)

IMG_6751

IMG_6752

IMG_6753

Od skwerku odchodzi kilka zadbanych uliczek. A o bliskości granicy państwa przypominają nam przejeżdżające co jakiś czas samochody straży granicznej.

IMG_6749

IMG_6759

Prawdziwym high-lightem Jałówki są jednak wspomniane ruiny neogotyckiego kościoła p.w. św. Antoniego wybudowanego w latach 1910-1915, a zniszczonego przez Niemców w trakcie II wojny światowej. Miejsce niesamowite i pomimo dramatycznej historii malownicze. Tylko raz w roku odprawiana jest tam msza święta – w dzień patrona.

IMG_6760

IMG_6762

IMG_6765

IMG_6766

IMG_6767

IMG_6768

IMG_6769

IMG_6770

IMG_6772

IMG_6773

IMG_6774

IMG_6775

IMG_6776

IMG_6778

IMG_6779

IMG_6780

IMG_6781

IMG_6782

Nieopodal ruin znajduje się cmentarz. Ponoć jest tam grób rodziny Bohatyrowiczów, uwiecznionych w powieści „Nad Niemnem”. Szukaliśmy, przeczesując cmentarz z podziałem na sektory, jednak nie udało się nam go odnaleźć. Napotkaliśmy nagrobki z nazwiskiem Bohaterewicz, ale chyba nie o nie chodziło… Może ktoś z Was potrafiłby wskazać bardziej precyzyjną lokalizację tego właściwego grobu?

W poszukiwaniu staromiejskiego klimatu

Białystok jest zbyt młody na Stare Miasto. Mamy Rynek Kościuszki wraz z ratuszem, który nigdy nie był siedzibą władz miejskich. I szpalery powojennych kamienic wybudowanych na zgliszczach przedwojennych zabudowań. Nie znajdziemy w Białymstoku zbyt wielu maleńkich uliczek w staromiejskim klimacie, nie zgubimy się w gąszczu klimatycznych kamienic. Nasze miasto ma zupełnie odmienny charakter. Czasem staram się jednak wyszukać w Białymstoku elementy innych miast i bawię się w grę „Białystok miast innych”, poszukując w nim miejsc podobnych do tych, które widziałam już w innych miastach. Niestety ostatnio najlepiej wychodzi nam naśladowanie warszawskich „apartamentów” na Woli i na Gocławiu, a coraz więcej ulic do złudzenia przypomina te warszawskie. Kiedy chcę sobie jednak wyobrazić, że jestem na Starówce, wybieram się na ulicę Kilińskiego. To chyba jedyny fragment miasta, w którym przy odrobinie wyobraźni można poczuć się jak na Starym Mieście. Ta historyczna ulica zmieniła wprawdzie swój charakter – Książnica Podlaska i Wojewódzka Biblioteka Publiczna przeniosły się na ulicę Marii Skłodowskiej-Curie, nie ma już sklepu z porcelaną, zlikwidowano księgarnię z charakterystycznym neonem, który na szczęście nie wylądował jak nieodżałowany neon Domusa na śmietniku, lecz trafił do warszawskiego Muzeum Neonu. Oto dowód:

IMG_5587

Odnowiono fasady kamienic, ułożono nową kostkę brukową, otwarto kilka nowych lokali gastronomicznych. W narożnej kamienicy działa hotel i restauracja.

IMG_5984

IMG_5986

IMG_5989

Tu archiwalne już zdjęcie kamienicy przed remontem, na którym zachował się jeszcze oryginalny napis:

dsc02055

Nowe oblicze ulicy Kilińskiego:

IMG_6706

IMG_6707

IMG_6710

IMG_6708

IMG_6711

IMG_6709

IMG_6712

Szczególnie z tej perspektywy wyczuwalny jest lekko staromiejski klimat ulicy Kilińskiego:

IMG_6713

Warto jednak przypomnieć, że jest to ulica niezwykle ważna w historii Białegostoku. Jako jedyna ma swoje święto. Uchodziła zawsze za elegancką. Prowadziła od kościoła farnego do hotelu Ritz i Bramy Pałacowej. To przy niej miał swój zakład legendarny białostocki fotograf Bolesław Augustis. To tu trzeba się było pokazać i promenować. Aby poczuć atmosferę sprzed lat, koniecznie trzeba obejrzeć archiwalne zdjęcia ulicy Kilińskiego. I ze smutkiem stwierdzić, że ten klimat odszedł bezpowrotnie… Białystok – Miejsca z historią – Ulica Kilińskiego

Siemianówka

Niedawna wyprawa na wschodnie krańce naszego kraju rozbudziła we mnie chęć zwiedzania kolejnych miejsc położonych wzdłuż granicy z Białorusią. Jeden z Czytelników bloga podesłał mi bardzo ciekawe informacje na temat stacji kolejowej w Zubkach Białostockich. Wybiorę się tam jednak jesienią (zgodnie z poradą), żeby mieć lepszy ogląd sytuacji (kiedy liści na drzewach będzie już zdecydowanie mniej). Tymczasem postanowiliśmy podjechać z Januszem do Siemianówki, żeby zobaczyć zalew od drugiej strony aniżeli jesienią, o czym pisałam tu. Oczywiście najbardziej zainteresował mnie most kolejowy nad południową częścią jeziora, a w głowie świtała myśl, że niedaleko jest kolejna brama z napisem „MIR” (Dalej na wschód jest już tylko mir…).

Dla urozmaicenia pojechaliśmy przez Zabłudów, Narew i Narewkę, ażeby wrócić do Białegostoku przez Juszkowy Gród i Michałowo. Wjeżdżając do Zabłudowa wpadłam na pomysł, abyśmy zatrzymali się na chwilę na parkingu przy kościele i spróbowali tych owianych legendami zabłudowskich lodów. Ruch na placyku ogromy, co chwilę ktoś podjeżdżał i zmierzał po lody. Niestety, zgodnie stwierdziliśmy, że jedliśmy w życiu dużo lepsze lody, a te zabłudowskie nie wyróżniły się niczym na tle wielu innych. Ani smaku domowej śmietany, ani wyrazistej nuty smakowej. Jednym słowem: rozczarowanie. Aż żałowaliśmy, że wzięliśmy po dwie gałki. Widocznie nasze kubki smakowe zareagowały inaczej i fenomenu tych lodów nie potrafimy zrozumieć. Dla mnie smak dzieciństwa to chyba jednak wciąż lody z automatu z budki przy ulicy Mickiewicza na Plantach. Ewentualnie z lodziarni „Joanna” w tymże parku.

Po krótkiej przerwie zapakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy w stronę zalewu. Drogi kategorii trzeciej, wyboje, dziury. Taka country Polska;) Ale ma to swój urok, jeśli nie staje się codzienną drogą do pracy czy szkoły, a jednorazową wycieczką w stronę podlaskiej dziczy. Minęliśmy wieś Trześcianka, która znajduje się na szlaku „Krainy otwartych okiennic” oraz „Podlaskim szlaku kulturowym DRZEWO I SACRUM”. Najchętniej zatrzymałabym się tam i zrobiła trochę zdjęć, ale przyznam, że mam opory przed takim zaglądaniem w cudze podwórka, tym bardziej, że z okazji niedzieli wielu mieszkańców siedziało na ławkach przed domami albo w ogrodach. Dlatego zdjęć okiennic na blogu nie będzie.

Bardzo pozytywnie zaskoczyła nas Narewka. Ostatni raz byłam tam jeszcze jako dziecko, tymczasem centrum miejscowości jest bardzo uporządkowane, nad rzeką jest mini-plaża, można popływać kajakiem, z czego ludzie zdaje się chętnie korzystają. Droga numer 687 na odcinku Nowosady-Narewka zahacza już o Puszczę Białowieską, dlatego jazda sprawia nielichą frajdę :) Ciemno i zielono, od czasu do czasu przejazd kolejowy… W Narewce natkniemy się już na charakterystyczne znaki informujące nas o tym, w czyjej krainie się znajdujemy:

IMG_6827

Jak widać po zdjęciu, pogoda w Narewce wciąż nam dopisywała. Jednak im bliżej Siemianówki, tym więcej chmur na niebie… Wjechaliśmy do wsi. Cisza, spokój, prawie nie ma ludzi. Niewielka cerkiew św. Jerzego przy ulicy Szkolnej. W lesie dużo domów letniskowych (porządnych i zadbanych, nawet na przysłowiowym „wypasie”).

IMG_6834

Przy drodze natknęliśmy się na drogowskaz do wieży widokowej w pobliskiej Maruszce. Lubimy wieże widokowe, szczególnie te napotkane przypadkiem. Dlatego od razu tam pojechaliśmy. Minęliśmy wieś o imponująco długiej nazwie Siemieniakowszczyzna, po czym wjechaliśmy do lasu. Wieża to doskonałe miejsce do obserwacji ptaków i krajobrazu. Na miejscu spotkaliśmy parę emerytów uprawiających nordic walking oraz pana na motorze, który uznał chyba, że nagły szturm turystów oznacza koniec z ciszą i samotną kontemplacją i od razu stamtąd odjechał.

IMG_6829

IMG_6832

Przy wieży znajdują się tablice informacyjne o Bramie do Puszczy oraz z opisem ćwiczeń fizycznych:

IMG_6831

IMG_6828

IMG_6830

Po krótkiej kontemplacji zielini wróciliśmy do Siemianówki. Chcieliśmy pójść nad zalew, zajrzeć na stację kolejową, porobić zdjęcia. Jednak właśnie wtedy musiał lunąć deszcz! Nie taki lekki i przyjemny. Zrobiło się ciemno, ponuro, mroczno i zaczęło lać. Dlatego mam tylko jedno zdjęcie mostu kolejowego wykonane z samochodu. I powód, żeby pojechać do Siemianówki jeszcze raz.

IMG_6836

Siemianówka jest bez wątpienia arcyciekawym miejscem na mapie naszego województwa. Zalew, nad którym się znajduje, jest zbiornikiem sztucznym, pod budowę którego wysiedlono mieszkańców około 300 gospodarstw i zlikwidowano całkowicie pięć wsi (o historii powstania zalewu przeczytacie tutaj). Opowiada o tym poruszający dokument Tamary Sołoniewicz pod tytułem „Czy słyszysz jak płacze ziemia”:

2 sierpnia TVP Białystok wyemitowała w Obiektywie materiał o niezwykłej wystawie zorganizowanej w jedynym ocalałym domu zatopionej wsi Łuka. Polecam: Mieszkańcy zatopionej wsi

Nie bez powodu chciałam zwiedzić również teren stacji kolejowej Siemianówka. Albo przynajmniej spróbować to zrobić, ponieważ nie mam pewności, czy każdy może tam tak po prostu wejść. To ciekawe miejsce, ponieważ Siemianówka pełniła rolę ważnej stacji przeładunkowej. To właśnie do niej prowadzą tory kolejowe nad zalewem od granicy z Białorusią. Jak duża jest to stacja, możecie przekonać się z poniższego filmiku:

Siemianówka nie jest jedyną stacją przeładunkową w okolicy. Niedaleko Narewki znajduje się jeszcze stacja kolejowa Planta.

Tegoroczne wakacje spędzamy głównie w regionie. Podlasie jest pełne tajemnic i wciąż jeszcze niezadeptane przez typowych turystów! Warto docenić najbliższe okolice.

Dalej na wschód jest już tylko mir…

Pociągi osobowe do Zubek Białostockich tuż przy granicy z Białorusią nie jeżdżą od 2000 roku. Pamiętam ostatnie połączenie z Białegostoku do tej przygranicznej miejscowości i to uczucie, że coś się prawdopodobnie bezpowrotnie kończy. No bo jak to? Już nigdy nie zobaczę pociągu pasażerskiego na przejeździe kolejowym między ulicą Sitarską a Poleską? Już nigdy więcej nie będzie tego napięcia? „Ciekawe, jaki pociąg będzie jechał – osobowy czy towarowy…”. Dopiero rok 2016 przyniósł zalążek zmian – weekendowe połączenie szynobusem na trasie Białystok-Waliły. Dobrze, że jest, ale to już jednak nie to samo. Linia kolejowa, o której mowa, zapisała się w historii Białegostoku na zawsze, ponieważ właśnie na niej miała miejsce katastrofa kolejowa w 1989 roku. 9 marca na wysokości ulicy Poleskiej wykoleił się skład wiozący chlor z ZSRR do NRD. Cysterny na szczęście nie rozszczelniły się… Z obecnego dworca Białystok Fabryczny w czasie II wojny światowej wywożono również Żydów do obozów zagłady. Kilka lat temu nad ulicą Piastowską wybudowano natomiast bardzo drogi most kolejowy na zamkniętej linii kolejowej. Dziś przeturla się po nim kilka składów pociągu do Walił…

W niedzielę miałam wreszcie okazję zobaczyć, gdzie kończą się tory do Zubek. Jechaliśmy z Jałówki do Bobrownik, kiedy nagle po prawej stronie wyłonił się… MIR! Żałuję, że nikt nie nagrał naszej reakcji, ponieważ niemalże wyskoczyłyśmy z auta z okrzykiem „Mir! To tutaj! Stop! Mir!”. Co najmniej jakbyśmy zobaczyły na horyzoncie raj… Bramę nad torami kolejowymi widziałam wcześniej na zdjęciach w Internecie, ale dopiero kilka dni temu miałam okazję przyjrzeć się jej z bezpiecznej odległości (jakie to szczęście, że aparaty mają zoom!). Metalowa konstrukcja, relikt dawnej epoki, znajduje się oczywiście po białoruskiej stronie granicy. Drugą taką, jednak z dwutorową linią kolejową, możecie zobaczyć za wsią Brzezina nad Zalewem Siemianówka (tak, to do niej prowadzą tory kolejowe nad południową częścią zbiornika wodnego): Koniec torów, koniec świata Polecam również wspomniany w artykule reportaż Polskiego Radia Białystok autorstwa Lecha Pilarskiego z 2004 roku: Durnowato, nastawiony optymistycznie 

IMG_6791

IMG_6793

IMG_6794

IMG_6801

Bez tytułu

Miejsce to wywarło na mnie ogromne wrażenie. Droga z Jałówki prowadzi niemalże przy samej granicy z Białorusią, gdzieniegdzie na polach zasianych gryką dostrzeżemy polskie słupki graniczne. W pewnym momencie urwało się nam nawet polskie radio i odbieraliśmy sygnał z Grodna. Takie swoiste poczucie „końca świata”, chociaż to przecież praktycznie środek Europy. Niesamowita cisza, o której gdzie indziej można pomarzyć. Tylko w mijanych wsiach można spotkać ludzi, którzy patrzyli na nasze auto z nieukrywanym zaciekawieniem. Ale my to i tak ludzie „stąd”. Wyobrażam sobie, jakie wrażenie musiał na nich wywrzeć samochód na gdańskich rejestracjach, który minęliśmy jako jedyny podczas całej trzynastokilometrowej trasy :) I odwrotnie – jak silne musiało być u tych gdańszczan wrażenie „końca świata”, skoro nawet u nas, przyzwyczajonych przecież do bliskości granicy, dało się odczuć ten dreszczyk emocji :)

Kiedy wjechaliśmy do Bobrownik, poczuliśmy się jak na autostradzie. Asfalt, szeroka droga, polskie rozgłośnie radiowe! Szał w trampkach! Byłam już w wielu przygranicznych miejscach, jednak chyba właśnie za Zubkami odczuwałam jej obecność najsilniej. Niewielka rzeczka dzieli nas od Białorusi. Za bramą nad torami roztacza się inny świat. I tylko torów po wschodniej stronie już nie ma…

Kolejny cel wyprawy: brama nad torami kolejowymi nad Siemianówką!

Białystok w „Poznaj swój kraj”

Pewien czas temu wspomniałam na blogu, że lubię od czasu do czasu sięgnąć po magazyny podróżnicze, chociaż w dobie Internetu nie jest to może zachowanie racjonalne. Bo niby po co płacić za coś, co za darmo można przeczytać w sieci? Ano jednak warto. Nie ukrywam, że książki lepiej czyta mi się w formie tradycyjnej, podobnie jak i prasę. Co innego usiąść w fotelu z papierowym magazynem w ręce aniżeli z tabletem. Dlatego jestem takim lamusem, który raz na jakiś czas wyłoży parę złotych na magazyn podróżniczy, aby poczytać sobie na spokojnie o różnych zakątkach świata. Co ciekawe, zazwyczaj w ugrzecznionej i cukierkowej wersji. Bo czym innym są te artykuły jeśli nie małymi laurkami wystawianymi miastom i regionom? Taka trochę wyidealizowana wizja świata, którą należy przepuścić przez odpowiednie filtry.

Szczególnie łaskawym okiem spoglądam na miesięczniki z polskim kapitałem, które może i mają przestarzałą szatę graficzną, ale tworzone są przez ludzi z pasją dla ludzi z pasją poznawania. Dlatego zdarza mi się kupić czasem Stolicę albo Poznaj swój kraj, który ukazuje się już od 1958 roku i obecny był chyba w każdej polskiej bibliotece szkolnej. Podczas wspomnianych w poprzednim poście porządków natknęłam się również na wydanie Poznaj swój kraj z 1999 roku, którego tematem przewodnim był… Białystok. Już wtedy przedstawiano nasze miasto jako tygiel kulturowy, którego siłą są duchowość, młodość i przyroda (czyli te same hasła reklamowe od lat…). Nie do końca zgodzę się jednak ze stwierdzeniem zawartym w wywiadzie z ówczesnym prezydentem Ryszardem Turem, jakoby Białystok był najmłodszym miastem wojewódzkim w kraju. Katowice są miastem młodszym od Białegostoku, ponieważ prawa miejskie otrzymały jeszcze później niż my – w 1865 roku :) Taka ciekawostka :)

IMG_6816

IMG_6817

IMG_6818

IMG_6819

IMG_6820

IMG_6821

IMG_6822

IMG_6823