Lokalny patriotyzm – część IV

Pamiętacie jeszcze mój archaiczny cykl LOKALNY PATRIOTYZM? Dziś sama zajrzałam do starych wpisów i złapałam się za głowę, ponieważ niektórych produktów nie znajdziemy już w sklepach, a część z regionalnych polecajek znalazła się tam chyba ze względu na sentyment. Ale zostawiam wszystko jak było, w końcu to też pewien znak czasów i nie ma co koloryzować rzeczywistości. Kilka lat temu zdecydowałam się na takie, a nie inne zestawienie.

Dla niezorientowanych – lokalny patriotyzm to według mnie nie tylko przywiązanie do regionu, ale także wspieranie go. Chcąc przyczyniać się do poprawy jakości życia, warto wybierać produkty oferowane przez lokalnych producentów, którzy dzięki naszym zakupom mogą się rozwijać i nierzadko promować region, z którego się wywodzą. Ja zawsze czytam etykiety – interesuje mnie, gdzie dany produkt został wytworzony, i zawsze się cieszę, kiedy mogę kupić coś z Podlasia/województwa podlaskiego. Przywiązanie do regionalnych marek starałam się także promować we wpisie Prezety świąteczne z Białegostoku i Podlasia – wszystko to robię zupełnie bezinteresownie, licząc na to, że dotrę do kogoś z Was i wzbudzę zainteresowanie jakąś firmą czy konkretnym produktem. Obstawiam, że żaden z polecanych producentów nie ma nawet świadomości, że znalazł się w takim wpisie :)

W blogowym kajeciku (A mam taki, naprawdę! Nie lubię robić notatek w telefonie i wszystkie myśli i pomysły zbieram w specjalnym notatniku) mam zapisanych kilka firm, których produkty kupuję od dawna. Zasługują na umieszczenie ich w czwartej części LOKALNEGO PATRIOTYZMU.

  1. Olejowy Raj

Regularnie kupuję u nich oleje i płatki. To firma z siedzibą w Wasilkowie, dlatego zazwyczaj zamawiam wszystko online. Paczki zawsze są starannie przygotowane, zdarzają się fajne gratisy. Oprócz bardzo dobrych jakościowo produktów spożywczych znajdziecie w ich ofercie również kosmetyki na bazie olejów. Nie mają takiej promocji jak inna polska olejowa firma polecana przez blogerki z Instagrama, ale to nie znaczy, że ich produkty czymkolwiek im ustępują. Psst, może są nawet lepsze? :) W mojej lodówce Olejowy Raj jest dosłownie zawsze.

      2. Mydlarnia Cztery Szpaki

Ta mydlarnia z Białegostoku odniosła chyba największy sukces w kraju. Oprócz sklepu internetowego prowadzą również sprzedaż detaliczną w Białymstoku i w Warszawie. Z Czterema Szpakami jestem od lat. Chociaż w ich ofercie znajdziecie dziś przeróżne kosmetyki naturalne, ja kupuję to, od czego wszystko się zaczęło. Mydło w kostce. Regularnie zamawiam pięciopaki, przetestowałam wszystkie ich mydła i mam już swoich ulubieńców.

      3. Miodowa Mydlarnia

Oprócz Szpaków i mydlarni Svoje (którą polecałam już we wcześniejszym wpisie z cyklu) w Białymstoku działa też Miodowa Mydlarnia. Ich naturalne kosmetyki z woskiem, miodem i pyłkiem pszczelim potrafią zdziałać cuda. Akurat u nich nie kupuję zbyt wielu mydeł, ale mogę polecić masła i balsamy do ciała. Mają dobre składy i pięknie pachną.

      4. Dworzysk

Na pewno wielu z Was kojarzy produkty lawendowe z Dworzyska. Można je kupić na białostockim jarmarku pod ratuszem, od niedawna także w sklepie stacjonarnym przy Zamenhofa i oczywiście w Internecie. Lawenda, ich główna gwiazda, pochodzi z Podlasia – na przełomie czerwca i lipca sami możecie zobaczyć, w jakim świetnym miejscu rośnie: Lawenda z Podlasia. Ja bardzo lubię ich herbatki, a moja ulubiona to Dobrego Dnia.

      5. Andropol

Jeśli szukacie dobrych jakościowo poszewek na kołdry i poduszki, sprawdźcie ofertę Andropolu. Mają niedrogą pościel, która produkowana jest w Białymstoku. Nigdy nie byłam w ich sklepie stacjonarnym, ponieważ ma strasznie nieprzyjazne godziny otwarcia, ale w sieci także wszystko znajdziecie. 100% bawełna, po wielu latach użytkowania wciąż w bardzo dobrym stanie. Polecam.

      6. Lokalne browary

W poprzednich wpisach wspominałam o Browarze Gloger oraz Browarze Słodowy Dwór. Co do tego drugiego nie mam dziś niestety pewności, czy w ogóle istnieje… Ich ostatnia aktywność w mediach społecznościowych to jeszcze rok 2019… Jeżeli wiecie, czy wciąż działają, dajcie koniecznie znać, ponieważ ich piwo oraz regionalne nazwy i artystyczne etykiety były nie do podrobienia!

Dziś chciałabym jednak polecić jeszcze trzy lokalne browary. Nie będę owijać w bawełnę – nie należymy do koneserów wina, ale lubimy dobre piwo i chętnie testujemy nowe smaki. Podlasie może być dumne z tych marek:

  • Browar Markowy

Rewelacja z Hajnówki. Wracając z Białowieży zaopatrzyliśmy się w cały arsenał piw z Browaru Markowy. Naprawdę wszystkie były bardzo dobre, a Carskie może poszczycić się wielką mocą i głębokim smakiem. Jeśli natkniecie się na ich piwa w sklepie, próbujcie :)

  • Browar Waszczukowe

To chyba najbardziej komercyjne piwo z omawianych – Browar Waszczukowe z Czarnej Białostockiej trafił do największych sieci handlowych w Polsce, ale nie stracił dobrego smaku. Ogromnym plusem jest bez wątpienia zabawny stosunek do stereotypów :) Uwielbiam ich etykiety i właśnie takie użycie „dla” jest super!

[Czy to się „dla Was” podoba?]

  • Browar Zaścianki

Ten browar z kolei jest chyba najmniej rozpoznawalny, chociaż znajduje się najbliżej Białegostoku. Udało nam się przetestować cztery rodzaje ich piwa, ponieważ znajdziemy je tylko w wybranych sklepach (istnieje też możliwość zakupów w Internecie). Z tego zestawu najbardziej polecamy Supraskie. Warto podkreślić, że piwa z Browaru Zaścianki są niefiltrowane i niepasteryzowane, przez co mają dość krótkie terminy ważności.

 

Tradycyjnie proszę Was o inne lokalne polecenia. Białystok i cały region warto wspierać, szczególnie gdy jakość jest super! :)

„Doktor Esperanto i język nadziei” – Maria Rockliff

Jednym z najbardziej znanych białostoczan jest bez wątpienia Ludwik Zamenhof, twórca języka esperanto. Właśnie jemu poświęcona jest nowa książka dla dzieci autorstwa Marii Rockliff z ładnymi ilustracjami Zosi Dzierżawskiej. Co ważne, autorka skupia się na dzieciństwie i młodości Zamenhofa, próbując w przystępny sposób przybliżyć najmłodszym czytelnikom ideę powstania tego języka. Białystok pojawia się w książce na początku – w końcu to w tym mieście  w 1859 roku przyszedł na świat mały Ludwik i to atmosfera Białegostoku miała wpływ na jego późniejszą działalność. Obraz miasta nie jest idylliczny, co uzupełniają również uwagi zawarte na końcu publikacji.

Było sobie kiedyś miasto, w którym istniało wiele języków, ale niewiele miłych słów.

Życie w pełnym nieufności i podejrzliwości Białymstoku nie było łatwe dla nikogo. Najciężej było jednak Żydom, których religia i język tak bardzo odróżniały od Rosjan, Polaków i Niemców.

W książce nie zabrakło oczywiście mitycznego Rynku, na którym mieszały się języki kupców różnych wyznań i narodowości.

Najwięcej uwagi autorka poświęca jednak samym próbom stworzenia uniwersalnego języka umożliwiającego pokojową komunikację wszystkich ludzi na świecie oraz brak przychylności dla tej godnej pochwały idei ze strony najbliższej rodziny młodego Ludwika. Dużym plusem książki są porównania słów z różnych języków. Dzieci łapią nowe słówka jak przysłowiowa gąbka i te strony mocno przykuwają ich uwagę.

Historia kończy się happy endem. Ludwik Zamenhof realizuje swoje marzenie i zyskuje poparcie dość licznej międzynarodowej społeczności. Doktor Esperanto dał nadzieję na lepszą i mniej wrogą przyszłość.

Pamiętajmy, że nie jest to książka biograficzna, a książka dla dzieci w wieku 3+ :) Wrogość zostaje przezwyciężona, świat staje się lepszy, dzięki czemu z nadzieją patrzymy w przyszłość. Jednocześnie przekazujemy dzieciom najważniejsze informacje zgrabnie przemycone w tej historii. A dzieci dużo zapamiętują :)

Moim zdaniem to bardzo udana publikacja, która przykuwa uwagę nie tylko treścią, ale także porządnym i eleganckim wydaniem. Kupicie ją w licznych księgarniach internetowych. Osobiście jestem zwolenniczką możliwie wczesnego zanurzenia w „małą ojczyznę”, dlatego postrzegam tę książkę jako szczególnie wartościową dla wszystkich dzieci związanych z Białymstokiem.

 

 

Ulica Dąbrowskiego 14 – upadek?

Ulica Dąbrowskiego 14 to jeden z bardziej pechowych i smutnych adresów w Białymstoku. Piękna kamienica, która od lat nie może doczekać się remontu i z roku na rok wygląda coraz gorzej. Stwarza też coraz większe zagrożenie. Pisałam o niej tutaj 10 lat temu. Wtedy jeszcze liczyłam na jakieś światełko w tunelu. Zabytek, prywatny inwestor – to napawało nadzieją. Jednak wszyscy wiemy, że z szumnie zapowiadanej renowacji budynku nic nie wyszło, miasto niewiele może/potrafi, a prywatny inwestor gra wszystkim na nosie. Trudno nie odnieść wrażenia, że komuś bardzo zależy na doprowadzeniu kamienicy do stanu uniemożliwiającego remont…

W 2011 roku budynek prezentował się tak:

Nad wejściem widoczne były jeszcze pozostałości napisu po dawnej lecznicy, w której leczyliśmy nasze koty. Do kamienicy przyklejony był jeszcze jeden budynek, który w międzyczasie został wyburzony.

W lipcu 2020 roku byłam na ulicy Dąbrowskiego. Smutek, żal, bezradność, wściekłość (żeby nie powiedzieć dosadniej) to emocje, które mieszają się we mnie podczas spoglądania na to, co pozostało z tego pięknego niegdyś budynku. Jak myślicie, ile lat jeszcze postoi? :( Białystok, miasto niemalże pozbawione kamienic przez zniszczenia wojenne, gdzie każda zachowana kamienica powinna być na wagę złota. I co? Lipa.

Zalew Siemianówka – plaża w Bondarach

Zalew Siemianówka gościł już kilka razy na blogu. Bywamy tam w miarę regularnie, ale nie w celach kąpielowych :) To specyficzne i kontrowersyjne miejsce. Ten sztucznie utworzony zalew ma wielu przeciwników, którzy otwarcie mówią o wysychaniu Narwi. Ponadto akwen znajduje się na terenie dawnych wsi, które zostały wysiedlone i zatopione. Przebywając nad Siemianówką należy pamiętać o ludzkich dramatach związanych z likwidacją ich wsi i wysiedleniem do bloków mieszkalnych. Opowiada o tym poruszający dokument Tamary Sołoniewicz „Czy słyszysz jak płacze ziemia?”, który znajdziecie w tym wpisie. Pozwolę sobie jednak ponownie zamieścić odnośnik to tego dokumentu i zachęcam do obejrzenia:

 

Ja osobiście czuję w rejonie zalewu trudne do opisania „dreszcze” – towarzyszy mi tam pewnego rodzaju tajemniczy mistycyzm rodem z serialu „Kruk. Szepty słychać po zmroku”. Czuję się tak, jakby mówiło do mnie Podlasie… I tak, wszystko ze mną w porządku :)

Chociaż często zahaczamy o te rejony, rzadko trafiamy na ładną pogodę. Chyba tylko raz mieliśmy szczęście i przez cały czas świeciło słońce. Pamiętam jak dziś ten piękny październikowy dzień – zdjęcia znajdziecie tutaj. Prawda jest jednak taka, że zazwyczaj musimy uciekać przed deszczem! Prawie każdy pobyt nad Siemianówką kończy się ulewą! Na plaży w Starym Dworze zdążyłam zrobić kilka zdjęć i lunęło. W sierpniu w Bondarach było już trochę lepiej, zdjęć jest nieco więcej, ale i tak dopadł nas deszcz. Największą ulewę przeżyliśmy jednak w samej Siemianówce. Oberwanie chmury. Co ciekawe, w Białymstoku jest wtedy zazwyczaj sucho i rodzice dziwią się, kiedy opowiadamy o ulewach.

Nad zalewem wydzielono dwie spore plaże: w Starym Dworze i w Bondarach. Ja preferuję tę drugą, bardziej podoba mi się jej zagospodarowanie, chociaż sam akwen jest w tym miejscu bardziej zanieczyszczony i sporo płytszy niż w Starym Dworze. Zawsze jeździmy tam przez Michałowo i Juszkowy Gród, a w sierpniu natknęliśmy się na piękne pole słoneczników tuż przy szosie. Trzeba było się zatrzymać!

Na plaży w Bondarach wyróżnia się duży i szeroki pomost oraz wieża widokowa, z której rozpościera się naprawdę ładny widok na cały zalew. Niedawno pojawiły się również tablice informacyjne dotyczące wsi zalanych podczas budowy akwenu. Wrzucam je w wysokiej rozdzielczości – możecie na nie kliknąć i powiększyć.

Przy odrobinie wyobraźni możemy się poczuć nad Siemianówką jak na Karaibach :) Trochę to kiczowate, ale…

… mimo wszystko nie drażni jak tenże oto baner reklamowy :P

Zdjęcia wykonałam 29 sierpnia 2020 r. Tylko tyle, ponieważ widoczne na zdjęciach chmury dały o sobie znać! Przed nami jeszcze zwiedzanie zapory, może kiedyś uda się bez deszczu…

Kubizm w Białymstoku

Białystok wzbogacił się o liczne sgraffita ścienne przed Centralnymi Dożynkami w 1973 roku. Większość z nich znajduje się na budynkach wokół Rynku Kościuszki oraz przy ulicy Sienkiewicza i Alei Piłsudskiego. Nieco zapomniane ścienne malowidło przyozdabia ścianę budynku przy ul. Nowy Świat 4. Niestety nie wiadomo zbyt wiele na temat okoliczności jego powstania. W odróżnieniu od innych ozdób dożynkowych, które są dobrze opisane, w tym wypadku nie znamy dokładnej daty powstania ani nawet autora tej ozdoby.

To tajemnicze sgraffito jest zabytkiem ruchomym (numer rejestru B-281) i przedstawia abstrakcję kubistyczną. W przypadku ewentualnego remontu elewacji przedwojennego budynku, na którym się znajduje, ma zostać zachowane. W grę wchodzi przeniesienie malowidła na wyremontowaną elewację, a w przypadku rozbudowy budynku zarządca jest zobligowany do wyeksponowania całego sgraffita we wnętrzu. Nie dopuszcza się przeniesienia sgraffita na inny budynek. Oby…